Jego mała gołębica: Zdobyta przez najlepszego przyjaciela mojego brata

Jego mała gołębica: Zdobyta przez najlepszego przyjaciela mojego brata

Autor: Harrison Ford

Declan
Autor: Harrison Ford
28 maj 2026
Punkt widzenia Seraphiny „Declan Mercer jest taki cholernie seksowny… Musiałam wpaść na tę imprezę, kiedy tylko dowiedziałam się, że tu będzie”. Kilka dziewczyn zachichotało, przechodząc obok. Moja impreza zamieniła się w atrakcję turystyczną nie z mojego powodu, ale dlatego, że wszyscy w Hamptons przyszli zobaczyć Declana. Był wtedy najprzystojniejszym chłopakiem. I nadal jest. Może to, że na lata zapadł się pod ziemię i urwał kontakt ze wszystkimi, a potem nagle wrócił jeszcze gorętszy i przystojniejszy, nadawało mu tego tajemniczego uroku. Stał przy basenie z Alistairem, pochłaniając drinki. Mnóstwo chłopaków i dziewczyn pożerało ich wzrokiem, a ja przewróciłam oczami i odeszłam. To była moja impreza, dostałam się na wszystkie uczelnie, na które aplikowałam, powinnam się dobrze bawić, więc dlaczego moją głowę zaprzątał Declan? Zeszłej nocy nigdy nie wrócił do knajpy. Wyszedł z Genevieve i zobaczyłam go dopiero wtedy, gdy wszedł z nią na imprezę. To już nie miało znaczenia. Całe miasteczko wiedziało, że Declan to playboy i nie należy do nikogo. Zakochanie się w nim lub robienie sobie nadziei było stratą czasu. Impreza rozkręciła się na dobre, a każdy kąt letniego domu był zapchany ludźmi. Zdeterminowana, by dobrze się bawić, podeszłam do stołu z alkoholami i chwyciłam plastikowy kubek z owocowym ponczem. „Gratulacje, Seraphina”. Odwróciłam się zaskoczona. Obok mnie stał wysoki chłopak z kubkiem w dłoni. Miał potargane ciemne włosy, jasne, piwne oczy i ładną twarz. „Eee… dzięki” – powiedziała, mrugając. „Pijesz to?” Skinął głową na mój poncz. „Dlaczego? Co z nim nie tak?” „Nic. Poza tym, że to napój dla dzieciaków”. Uniósł swój kubek. „Ten jest lepszy”. Nie miałam pojęcia, kim był, ale był przystojny. Wysoki, szczupły, o szerokich ramionach. Miał na sobie koszulkę polo rozpiętą do połowy i wyglądał, jakby pasował do studenckiej imprezy bractwa. „Przepraszam, czy ja… cię znam?” – zapytałam, przechylając głowę. „Jestem Tristan. Przyjaźnię się z Alistairem. Jestem na ostatnim roku na Yale”. Pociągnął łyk drinka, obserwując mnie. „Chwalił się, że jego młodsza siostra dostała się do jakichś dziesięciu szkół?” Zapiekły mnie policzki. „Nie do dziesięciu. Tylko… pięciu, ale tak”. „Pięciu?” Zagwizdał. „Dobra, mądra dziewczynko, musisz tego spróbować”. Wyciągnął w moją stronę swój kubek. Zawaham się. „Co to jest?” „Słodki miks z alkoholem”. Uniosłam brew. „I nie próbujesz mnie potajemnie otruć?” Dramatycznie wciągnął powietrze. „Ja? Otruć siostrę Alistaira? Cenię swoje życie”. To mnie rozśmieszyło i wzięłam mały łyk. „Okej… nieźle” – przyznałam. „Widzisz? A nie mówiłem”. Skończyło się na tym, że rozmawialiśmy godzinami, a on opowiadał mi głupie historie. Śmiałam się tak bardzo, że wylałam drinka na sukienkę. „Szlag”. Spojrzałam w dół na czerwoną plamę rozlewającą się na żółtym materiale. Tristan uśmiechnął się szeroko. „Idealna wymówka”. „Na co?” „Na basen”. Wskazał na basen, gdzie ludzie pluskali się, śmiali i podtapiali nawzajem. „Chodź”. Zawaham się: „Sama nie wiem…”. „Seraphina” – powiedział. „To twoja impreza. Jeśli ty nie będziesz się dobrze bawić, to kto?” To mnie zmotywowało. Rozebrałam się do bikini, rzuciłam sukienkę na krzesło i pobiegłam do basenu. Więcej osób wskoczyło za mną, woda rozbryzgiwała się wszędzie. Śmiałam się, z włosami przyklejonymi do twarzy, kopiąc wodę i bawiąc się z Tristanem. Tak bardzo starałam się go ignorować, ale kątem oka obserwowałam Genevieve i Declana. Siedziała na nim, śmiejąc się z czegoś, ale jego oczy były utkwione we mnie. Piorunował mnie wzrokiem. Nawet Alistair, który bywał nadopiekuńczy, zdawał się tym nie przejmować i był zbyt zajęty flirtowaniem z dwiema dziewczynami przy jacuzzi. Wyszłam z basenu, a Tristan podszedł do mnie od tyłu, podnosząc mnie żartobliwie. Tłum śmiał się i wiwatował, gdy niósł mnie na rękach jak pannę młodą do domu. Jego ciało było ciepłe, lekko pachniał wodą kolońską i alkoholem. Dotarliśmy do mojego pokoju na piętrze, a on ostrożnie mnie postawił, wciąż się uśmiechając. „Dzięki” – powiedziała, odgarniając mokre włosy z twarzy. „Nie ma sprawy”. Jego wzrok spoczął na mnie o sekundę dłużej niż zwykle. Chwyciłam ręcznik, osuszając ramiona. Oparł się o drzwi, obserwując mnie. „Ładnie ci, gdy się śmiejesz” – powiedział cicho. „Naprawdę?” – zapytałam, trochę bez tchu. Skinął głową. „Ta”. Zrobił krok bliżej. „Mogę?” Jego twarz znajdowała się centymetry od mojej, wargi miał rozchylone, gdy przyciągnął mnie bliżej. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała, i po raz pierwszy tego wieczoru, też tego chciałam. Przechyliłam się w jego stronę, moja dłoń musnęła jego koszulę, przyciągając go do siebie. Nasze usta prawie się zetknęły… Drzwi otworzyły się z hukiem, a pięść Declana wylądowała na szczęce Tristana. Tristan zachwiał się, uderzając o moją komodę i przewracając ramkę ze zdjęciem, trzymając się za twarz. „Co jest, do cholery!” Declan stał tam, a w jego oczach błyskała wściekłość. „Declan!” Tristan jęknął, „Oszalałeś?” Declan znów zrobił krok w jego stronę. „Przestań!” – krzyknęłam, serce waliło mi jak młotem, ale on wyglądał na tak wściekłego. „Declan!” Wcisnęłam się między nich, opierając dłonie na jego klatce piersiowej. Warga Tristana krwawiła. Wytarł ją wierzchem dłoni, posyłając mordercze spojrzenie Declanowi, któremu brakowało zaledwie dwóch sekund do kolejnego ataku. „Zabiję cię, jeśli jeszcze raz zobaczę cię blisko niej” – przeklął. „Tristan, proszę, po prostu wyjdź!” Spojrzałam na niego z desperacją. Kipiał ze złości, ale odwrócił się i wypadł z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. „Co jest z tobą nie tak, do cholery?” Trzasnął drzwiami i przyparł mnie do ściany. „Kto ci, do cholery, pozwolił go całować?” – warknął. „Jesteś za młoda, żeby się tak puszczać”. „Za młoda?” – wyplułam, a gorąc uderzył mi do policzków. „Oszalałeś? Pierdol się, Declan, Pocałowałeś mnie. Dwa razy!” W jego oczach coś błysnęło na ułamek sekundy i pochylił się bliżej. „To było co innego” – warknął. „Co innego? Aha, jasne. Kiedy to ty, jest okej. Ale jeśli to ktoś inny, nagle jestem dzieckiem, które nie wie, co robi?” Jego dłonie zacisnęły się w pięści wzdłuż ciała. „Nic nie rozumiesz”. „Nie, to ty nie rozumiesz!” Mój głos drżał. „Wyszedłeś wczoraj z Genevieve. Widziałam, jak całowałeś ją na parkingu. Co cię, kurwa, obchodzi, z kim jestem?” Jego oczy nieznacznie się rozszerzyły. „Declan, nie widziałam cię od lat, a ty nagle wracasz i zachowujesz się jak mój pies obronny. Powiedz mi. Dlaczego? Dlaczego to dla ciebie takie ważne, czy Tristan albo ktokolwiek inny mnie całuje? Jeśli tego chcę? Nie jesteś moim pieprzonym ojcem!” Jego dłoń uderzyła w ścianę tuż obok mojej głowy, aż drgnęłam. „Jesteś zazdrosna, że wyszedłem z Genevieve?” – zapytał po moim wybuchu. „Odsuń się ode mnie” – uderzyłam go w ramię, odchodząc. Wszystko, co powiedziała, poszło na marne. Kiedy ja kipiałam ze złości, jego obchodziło tylko to, czy byłam zazdrosna.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Declan – Jego mała gołębica: Zdobyta przez najlepszego przyjaciela mojego brata | Czytaj powieści online na beletrystyka