Punkt widzenia Seraphiny
Minęły dwa tygodnie, odkąd widziałam Declana.
Każdy poranek wydawał się taki sam – cichy, pusty i dziwny.
Mój telefon nie zawibrował ani razu. Nie było od niego żadnych wiadomości ani połączeń.
Taty też nie było w domu. Wyjechał, obiecując, że Declanowi nic się nie stanie.
Mama próbowała zachowywać się normalnie, ale widziałam, jak jej wzrok czasem uciekał w stronę drzwi w
















