Obudził się z bólem w każdym mięśniu, który miał znaczenie.
Szyja. Uda. Plecy. Szczęka.
To był ten rodzaj bólu, który nie był cierpieniem – był wspomnieniem. O niej. O tym, co pozwoliła mu ze sobą zrobić. O co go błagała. Co od niego wzięła, jakby należało do niej.
A należało.
Przewrócił się na bok, wyciągając rękę…
Pusta, zimna pościel.
Zaledwie nikły ślad jej cytrusowo-słodkiego zapachu wciąż tr
















