**Enzo**
Nico potknął się pod nią, na wpół tonąc, na wpół się śmiejąc, aż przechyliła się na bok i oboje poszli pod wodę w plątaninie kończyn.
Enzo nie mógł się powstrzymać. Jego usta wygięły się w łuk. Pierś się rozluźniła. Przez jedną idealną sekundę pozwolił sobie po prostu patrzeć, jak ona wygrywa.
Dom wypłynął, krzywiąc się. – To się nie liczy. Utknąłem z tym idiotą.
– Martwy balast? – wykrzt
















