**Enzo**
Płynęła.
To było jedyne słowo, które pasowało – mroczna bogini w szpilkach, kołysząca biodrami przez dach, jakby to miejsce należało do niej, jakby urodziła się po to, by nawiedzać skórzane kanapy i luksusową trawę.
Doparła do baru z szerokim uśmiechem i zamówiła bez wahania.
– Dirty martini z ginem. Bardzo brudne.
***Oczywiście.***
Chłopaki poszli w jej ślady, alkohol lał się strumieniam
















