Kac Vegas Panna Młoda: Pomyłka w Mafijnym Małżeństwie

Kac Vegas Panna Młoda: Pomyłka w Mafijnym Małżeństwie

Autor: Aeliana

Czy to odwrotne porwanie?
Autor: Aeliana
8 lut 2026
***Lola 9:02*** Lola Marlowe budziła się etapami. Najpierw nadszedł ból głowy – głęboki, pulsujący, jakby ktoś napchał jej do czaszki dudniących basów i cementu z gumy balonowej. Drugi był subtelny komfort znajomości otoczenia: jej lawendowa pościel, półki na książki oplecione pnączami, sznury światełek migoczące na ścianach zastawionych roślinami, szkicowniki i kubki w różnych stadiach porzucenia. Jej pokój. Jej sanktuarium. Była w domu. ***Okej. Nie w więzieniu. Nie martwa. Dobry początek.*** Potem nadszedł żal. ***To mam za to, że pozwoliłam temu tępakowi Joshowi zrujnować mi życie. Manipulujący, zdradzający dupek – zabrał mi zaufanie, przyjaciół i zostawił mnie z Gino, z wszystkich możliwych ludzi, który przekonał mnie, że Burning Man to dobry pomysł.*** ***Spoiler: nie był.*** Po Joshu zdetonowała całe swoje życie towarzyskie. Grupy przyjaciół się rozpadły, strony zostały wybrane, a Lola wybrała samotność. Nie ufała już nikomu – tak naprawdę. Tyle że Gino się nie liczył. Gino był stałym bywalcem w jej studiu – głośny, dziwny, nigdy nie zamykał się podczas tatuowania – ale nieszkodliwy. Kiedy zaprosił ją na wyjazd w ostatniej chwili, niechętnie się zgodziła. Nie dlatego, że mu ufała, ale dlatego, że był wrzodem na tyłku, który zapowiadał dobrą zabawę. ***Zabiję Gino. Jak tylko zmartwychwstanę, bo jestem na 90% pewna, że właśnie umieram. Ugh, co się wczoraj w ogóle stało?*** Jęknęła, przewracając się na bok. Coś wydawało się… nie tak. Jej nagie uda dotknęły chłodnej pościeli. Miała goły tyłek. Jej bluza była za duża i nieznajoma. Usiadła gwałtownie. – …Co się, do cholery, stało z moimi ubraniami? Jej głos był zachrypnięty, serce łomotało. Neonowe skrzydła imprezowe? Zniknęły. Kabaretki? Zaginęły w akcji. Top? Zastąpiony workowatą bluzą, która zdecydowanie nie była jej, ale pachniała niesamowicie. ***Czy ja… przespałam się z najnudniejszą osobą na Burning Man? To chyba najzwyklejsza bluza w kolorze khaki, jaką można kupić.*** Niski jęk przetoczył się u stóp jej łóżka. Zastygła. Odwróciła się. I krzyknęła. Był tam mężczyzna. Cały, wielki mężczyzna. Przywiązany do jej łóżka – bez koszulki, opalony, wyrzeźbiony i wpatrujący się w nią tak, jakby osobiście wymordowała jego ród. Był ogromny. Same mięśnie i groźba, ze szczęką, która wyglądała, jakby wyrzeźbiono ją z samej zemsty, i kośćmi policzkowymi wystarczająco ostrymi, by kogoś dźgnąć. Jego długie ciało leżało niezgrabnie na zbyt małym materacu, wyraźnie za dużym dla jej łóżka, zwłaszcza w tej skulonej pozycji. Lawendowa jedwabna lina owinięta wokół jego grubych nadgarstków i kostek napinała się tam, gdzie łączyła się ze słupkami łóżka. Lola zrobiła to, co zrobiłaby każda racjonalna osoba: Chwyciła najbliższy przedmiot – lampę lawową – i cisnęła nią w jego głowę. Mężczyzna przesunął się tylko tyle, by uniknąć uderzenia; lampa eksplodowała na ścianie za nim, rozpryskując w nicość błyszczącą maź i tęczowe gwiazdki. Nawet nie drgnął. Krzyknęła mimowolnie, a potem wrzasnęła: – KIM TY DO CHOLERY JESTEŚ I CO ROBISZ W MOIM MIESZKANIU?! DLACZEGO JESTEŚ PRZYWIĄZANY DO MOJEGO ŁÓŻKA?! Jego głos był głęboki. Spokojny. Niebezpieczny. – Miałem właśnie zapytać o to samo. Jej serce waliło. – Czy ja… czy ja cię tu zaprosiłam? Jesteś, nie wiem, jednym z tych hotelowych aktorów? Czy to jakieś dziwne doświadczenie immersyjne?! Próbujesz mnie okraść? Bo nie ma tu nic do ukradzenia. – Ty przywiązałaś mnie do łóżka. Zamrugała. Spojrzała na linę. Potem z powrotem na niego. ***Okej. Tak. Technicznie… tak, wygląda na to, że to ja zrobiłam, zdecydowanie moja robota.*** – Mogłeś sam się przywiązać! – warknęła. – Ludzie lubią teraz dziwne gówno! Jego szczęka się napięła. – Czy to brzmi jak coś, co bym zrobił? – Nie wiem! Jesteś przerażający! A twoje mięśnie brzucha mają własne mięśnie! To może być pułapka! Może to odwrócone porwanie i próbujesz mnie pozwać za bezprawne uwięzienie! Zamrugał raz. Powoli. Jak człowiek wybierający pokój zamiast wojny. – Rozwiąż mnie. – Nawet nie pamiętam zeszłej nocy! – krzyknęła. – To mam za to, że dałam się ponieść chwili i nie zapytałam, co było w tym cholernym drinku! Właśnie dlatego! To jest DOKŁADNIE powód, dla którego… – Lola. Zamarła. Powiedział to tak spokojnie. Tak pewnie. Obróciła się, wskazując na niego, jakby przyzwała Szatana. – SKĄD ZNASZ MOJE IMIĘ?! Jego wzrok przesunął się na jej komodę. – Wygrałaś to – powiedział chłodno, skinieniem wskazując na grawerowaną szklaną statuetkę obok szkicownika. – „Lola Marlowe – Najlepszy Projekt Czarno-Biały, West Coast Tattoo Expo”. Spojrzała na nagrodę. Potem na niego. – …Racja – mruknęła. – Spoko. Jest w porządku. Wszystko jest w porządku, nie panikujesz – powiedziała, wygładzając bluzę tylko po to, żeby zająć czymś ręce. Przesunął po niej wzrokiem ponownie – powoli. Nie wygłodniale. Nie z ciekawością. Kalkulująco. Chwyciła poduszkę z łóżka i trzymała ją przed sobą jak broń. Nic nie powiedział. – Nie patrz tak na mnie! – warknęła. – Nie jestem psycholką! Zazwyczaj nie wiążę nieznajomych. Zazwyczaj to ja jestem *wiązaną*, a nie na odwrót! Uniósł brew. – Znotowane. – Idę wziąć prysznic i spróbować zrozumieć, co się, do kurwy nędzy, dzieje. – Będę tutaj – powiedział oschle, szarpiąc jedwabne więzy. – Nigdzie nie idź! – krzyknęła, po czym skrzywiła się. – Okej, to było głupie… po prostu… zostań. Odwróciła się i uciekła do łazienki, jakby mieszkanie płonęło. **Enzo** Woda zaczęła szumieć. Enzo Marchesi wypuścił powoli powietrze. Leżał skurczony niezgrabnie na zbyt małym materacu w sypialni nieznajomej – nogi zgięte, ramiona napięte, nadgarstki przywiązane do słupka łóżka, kostki wyciągnięte w stronę drugiego słupka, jak u cholernego prosiaka owiniętego w jedwab. Zapach cytrusów, wiciokrzewu i brązowego cukru wisiał w powietrzu jak odurzający drink Old Fashioned. ***To mam za to, że pozwoliłem Gino namówić mnie na te rzeczy, za każdym razem dzieje się coś niedorzecznego. Powinienem, kurwa, wiedzieć lepiej. Dlaczego, u licha, myślałem wtedy, że to dobry pomysł? Zasada numer jeden: Nigdy nie słuchać Gino.*** Nie chciał jechać na Burning Man. Nie planował opuszczać Vegas, ale ciężar dowodzenia ostatnio bardziej mu ciążył. Siedem lat władzy. Siedem lat krwi, kul i rodowodów. Siedem lat odpowiedzialności za ludzi, którzy się nie uśmiechali, i wrogów, którzy nie mrugali. Chciał tylko jednej nocy. Jednego oddechu czymś głupim. Zamiast tego dostał bombę z brokatowego alkoholu, brak wspomnień i kobietę z ogniem we włosach, lampą lawową w dłoni, ubraną w jego bluzę. Lolę. Która nie miała pojęcia, kim on jest. A jednak jakoś miała całą władzę. ***To nie wygląda na związane z pracą. Zbyt bardzo panikuje jak na zabójczynię, a udawanie głupiej byłoby dziwne, skoro już mnie związała.*** Wróciła do pokoju w pośpiechu, bluza zapięta do połowy, buty wciągnięte tylko częściowo. – O mój Boże – wyrzuciła z siebie. – Nadal tu jesteś? ***Ona chyba żartuje.*** Enzo zamrugał. – Jesteś zaskoczona? Jęknęła i zaczęła szukać czegoś na biurku. – Miałam nadzieję, że cała ta sytuacja to halucynacja. – Niestety nie. ***Więc przypadkowe porwanie? Dlaczego po prostu mnie nie wypuści?*** Wtedy zatrzymała się gwałtownie. Jej oczy się rozszerzyły. – Szlag. Szlag, szlag, szlag – mam klientkę. Miałam otworzyć piętnaście minut temu. Stracę pieniądze… – Zostawiasz mnie tutaj? – zapytał, a czysty absurd tej sytuacji przebił się przez jego spokój. ***Chyba nie, prawda? Zwłaszcza jeśli to nie jest celowe.*** – Cóż, nie mogę cię przecież zabrać ze sobą. Otworzył usta. Zamknął je, zbyt zdezorientowany, by przetworzyć to wystarczająco szybko. Wciągnęła jeden but, chwyciła klucze, po czym zawahała się. Spojrzała za siebie. Poruszyła się szybko. Podeszła, podniosła poduszkę z podłogi i delikatnie wsunęła mu ją pod głowę. – Proszę – mruknęła. – Żeby ci kark nie trzasnął, jak mnie nie będzie. Patrzył na nią tępo. – Wrócę – dodała, wyraźnie zdenerwowana. – Po prostu… potrzebuję czasu. I zniknęła. Drzwi wejściowe trzasnęły, zostawiając go samego w cichym, obsypanym brokatem mieszkaniu. I przywiązanego do łóżka. W sekundzie, w której przekręcił się zamek, Enzo przeniósł ciężar ciała, napinając mięśnie. Przetestował więzy na nadgarstkach, ciągnąc jedwab z rosnącą, celową siłą. Liny nie ustąpiły ani na milimetr. Zamiast tego zdawały się zaciskać, trzymając mocno profesjonalnym, nieustępliwym chwytem. Cichy pomruk frustracji wyrwał mu się z gardła. Mierzył metr dziewięćdziesiąt trzy, ważył ponad dziewięćdziesiąt kilo czystych mięśni, był szkolony do ucieczek z gorszych sytuacji – a mimo to był unieruchomiony dokładnie i bezbłędnie. ***Jak, u diabła, ta drobna kobieta zawiązała tak skomplikowane węzły?***

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki