**Enzo**
Wystartowała boso, śmiejąc się jak maniakalny mały gremlin ze spiętymi nadgarstkami.
Dzika. Brawurowa. Piękna.
Enzo nie ruszył od razu.
Nie musiał.
Po prostu patrzył.
Patrzył, jak pędzi korytarzem ubrana tylko w te za duże spodnie, wiszące niebezpiecznie nisko na jej biodrach – biodrach, na których trzymał dłonie niecałą godzinę temu. To, co miała na górze, było w zasadzie stanikiem. Jej
















