Kac Vegas Panna Młoda: Pomyłka w Mafijnym Małżeństwie

Kac Vegas Panna Młoda: Pomyłka w Mafijnym Małżeństwie

Autor: Aeliana

Dlaczego ten dzień ciągle się powtarza?
Autor: Aeliana
8 lut 2026
Lola – 16:00 Lola wbiegła po schodach do swojego mieszkania, plecak podskakiwał, klucze ściskała w jednej ręce, a jej mózg wirował w tuzinie kierunków. Kawa, czynsz, Rosjanie, och – i mężczyzna, którego mogłam, ale nie musiałam, przypadkowo porwać. Mijała drzwi Baby Jagi jak zawsze – Tylko po to, by zamrzeć, gdy te się uchyliły i ten chropowato-miodowy głos zawołał: – Proszę, proszę. Patrzcie, kto wlecze swój żałosny mały tyłek do domu. ***Szlag***. Odwróciła się. – Cześć, Baba Jago. Kobieta wyszła na korytarz w bluzie CAŁKIEM NIEZŁA BABCIA, różowych futrzanych kapciach, popijając z kubka z napisem PRAWDOPODOBNIE WHISKY. Jej loki były polem bitwy wsuwek, a oczy błyszczały, jakby czekała na atak. – Przyniosłam ci rano herbatę – powiedziała Baba słodko. – Użyłam zapasowego klucza. Jak dobry sąsiad. Żołądek Loli opadł. – Ty… weszłaś do mojego mieszkania? – Och, nie bądź nerwowa. Widziałam, co zostawiłaś przywiązane do łóżka. – Łyk. Uśmieszek. – I powiem ci, dziecinko… wreszcie. Lola zakrztusiła się. – To nie tak, jak wygląda! – A jak to wyglądało w takim razie? Bo dla mnie wyglądało jak bóg o wzroście metr dziewięćdziesiąt z morderstwem w oczach, spętany jak wieprz lawendową liną. – Nie chciałam go porwać! Nie wiem, co się dzieje! Jaga parsknęła tak mocno, że herbata prawie wylała się z jej kubka. – Najlepsze zdanie, jakie usłyszałam w tym tygodniu. – Nic mu nie jest. Żyje. Pewnie jest wściekły. – Poprosił mnie, żebym go rozwiązała. Bardzo grzecznie. Powiedziałam mu, że nie. – Ponownie upiła łyk. – Nie mój cyrk. Nie moje przykute do łóżka ciacho. Lola zakryła twarz. Ton Baby złagodniał. – Hej. Wszystko okej, robaczku? Wzruszenie ramion. Skinienie głowy. Kolejne wzruszenie ramion. – On jest niebezpieczny – powiedziała Jaga. – Nie zły. Cicha woda, powolny lont. Ale kiedy się ruszy, to celowo. W gardle Loli zaschło. – Nie wyglądał na przestraszonego. Wyglądał na… zaciekawionego. Jakbyś była zagadką. – To… trafne. Jaga pocałowała ją w skroń. – Jeśli jest prezentem, zatrzymaj go. Jeśli pułapką, połam mu te cholerne nogi. Zostawiłam mu batoniki cytrynowe i soczek w kartoniku. Gulasz później. Drzwi się zamknęły, zostawiając Lolę zamrożoną na schodach. Głęboki oddech. Radziłaś sobie z gorszymi rzeczami. …Nigdy z czymś takim. W sekundzie, gdy otworzyła drzwi, uderzył ją zapach – cytrusy i gorąco, chaos przywierający do ścian. Zapach „ups, porwałam faceta, który mógłby mnie złamać na pół”. Oparła czoło o drewno. Mogłaś go rozwiązać, zanim wyszłaś, idiotko. Ale nie – zostawiłaś go spętanego jak dominę ze sklepu „Wszystko po 5 złotych” z lękiem przed zobowiązaniami. – Wróciłaś – dobiegł niski, wkurzony głos. Podskoczyła. – Jezu – musisz mówić jak złoczyńca z Bonda? W sypialni wciąż tam był. Związany. Morderczy wzrok. Milczący. Po prostu patrzący. I to było jakoś gorsze. – Powiesz coś, czy będziesz się gapił, aż moja dusza spłonie? – zapytała. – Gdzie ty, do cholery, byłaś? – W pracy. – Zostawiłaś mnie tutaj. Związanego. Samego. – Mówisz to tak, jakbyś nie był przerażający. – To ja jestem związany. – Właśnie. Jego nozdrza się rozdęły. Niesprawiedliwe. Furia nie powinna iść w parze z kośćmi policzkowymi. Odwróciła się w stronę biurka. – Baba Jaga mówiła, że byłeś nieuprzejmy. – Nakarmiła mnie jajkami i przesłuchiwała, jakbym miał żenić się z jej córką. – Ta, ona tak ma. – A potem wyszła. Bez rozwiązywania mnie. – Cieszę się, że tego nie zrobiła. Nadal jesteś potencjalnym mordercą. – Myślisz, że jestem na wakacjach dla morderców? – Mógłbyś być. Albo płatnym zabójcą. Albo gościem z sekty ze świetnymi genami cery. – Nie jestem w sekcie. – To właśnie powiedziałby gość z sekty. Szarpnął linami, mięśnie napięły się pod skórą. – Co trzeba zrobić, żebyś mnie rozwiązała? – Czasu. Może sprawdzenia przeszłości. – Mogłabyś przynajmniej na mnie patrzeć, kiedy mnie obrażasz. Odwróciła się powoli. Błąd. Uśmiechał się drwiąco. Jej wzrok opadł – szczęka, ramiona, liny wpijające się w niego, jakby rzucały jej wyzwanie, by je poluzowała. Zobaczył to. Ona zobaczyła, że on to widzi. – Nie gapiłam się – wyrzuciła z siebie. – Gapiłaś. – Sprawdzałam węzły. Jego śmiech był niski, niebezpieczny. – Naprawdę jesteś czymś innym. Przysunęła się bliżej. – Jeśli cię rozwiążę, zabijesz mnie? Jego wzrok prześlizgnął się po niej. – To zależy. Odurzysz mnie znowu? Wskazała palcem. – Ja tego nie zrobiłam! Gino mnie odurzył! Podał mi drinka i obudziłam się tutaj z tobą. Błysk na jego twarzy. – Znasz Gino. – Mieliśmy… sesje. Jego oczy zwęziły się. – Jestem tatuażystką, nie prostytutką – warknęła. Jego usta drgnęły. – Nie powiedziałem, że jesteś. Tupiąc, ruszyła do kuchni. Jego głos ją zatrzymał. – Lola. Jej serce podskoczyło. Boże, jak on wymawia moje imię w ten sposób? – Co? – Dziękuję. Zamrugała. – Za co? – Za poduszkę. – …Nie ma o czym mówić. Wróciła z jedyną jadalną rzeczą w lodówce – jogurtem o smaku tarty limonkowej. – Musisz umierać z głodu. – Tak. Nakarmiła go łyżeczką. Żuł, jakby go to obrażało. – Więc. Gino. Zamrugała. – Co z nim? – Powiedziałaś, że to jego wina. – Tak. To klient. Stały. Dużo gada, ale nieszkodliwy. A przynajmniej tak myślałam. – Tak myślałaś? Westchnęła. – Przekonał mnie, żebym pojechała na Burning Man. Mówił, że muszę spuścić trochę pary. Głupie, nie niebezpieczne. – Jesteście blisko? – Nie bardzo. Znajomi z pracy. Festiwalowi znajomi z pasującymi do siebie świecącymi pałeczkami. – Ufasz mu? – Tego nie powiedziałam. – Kolejna łyżeczka. – Ale nigdy nie był podejrzany. Aż do teraz. Szczęka Enzo drgnęła. – Nie wspomniał o mnie? – Powinien był? – Jest moim kuzynem. Pracuje dla mnie. – …Ta, teraz to łapię. – Nigdy nie wymienił mojego imienia? – Mówił coś o pracy dla kuzyna, ale zakładałam, że chodzi o noszenie kawy. Albo może zarządzanie OnlyFans. Enzo parsknął suchym śmiechem. – Gino niczym nie zarządza. – Ewidentnie. Studiował jej twarz, jakby próbował ją otworzyć. Nie blefowała. Wyrzuciła kubeczek po jogurcie. – Nie odpuścisz tego, prawda? – To smakuje jak kara. – To smakuje jak cytrusowa radość. – To smakuje jak limonka bez godności. Uśmiechnęła się. On nie. Ale wyglądał na mniej morderczego. Cisza się przeciągała, napięcie buczało. – Lola – powiedział Enzo, głos niski. Jej serce podskoczyło. – Tak? Odchrząknął, wskazując brodą na swoje związane ręce. – Tańczyliśmy wokół tego wystarczająco długo. Muszę się wysikać.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Dlaczego ten dzień ciągle się powtarza? – Kac Vegas Panna Młoda: Pomyłka w Mafijnym Małżeństwie | Czytaj powieści online na beletrystyka