**Lola**
Linia horyzontu rozciągała się szeroko, słońce krwawiło na krawędziach – wypalona pomarańcz i krwawe złoto, rzucające ostre cienie między wieżowce i wzgórza. Wiatr prześlizgiwał się po jej skórze, suchy, rzadki i szybki, jakby cały świat pędził ku czemuś nieznanemu.
Wzięła łyk. Czarna. Gorąca. Wystarczająco gorzka, by kąsać.
***Jeszcze nie wiem, co to jest***.
***Ale wiem, że chcę to chro
















