**Enzo**
Właśnie rozłożyła go na czynniki pierwsze swoimi ustami – klęcząc na śliskich kafelkach, uśmiechając się jak grzech, zlizując jego imię ze swoich warg.
A on wciąż nie skończył.
Nawet nie był blisko.
Ponieważ nawet gdy dochodził – głośno, mocno, bezradnie – jego mózg już namierzał kolejną potrzebę.
Ją. Znowu. Całą ją.
Wciąż był twardy.
Wciąż głodny.
Wciąż zrujnowany od patrzenia, jak patrz
















