logo

beletrystyka

Kontraktowe małżeństwo z moim szefem, prezesem

Kontraktowe małżeństwo z moim szefem, prezesem

Autor: Emilyyyyy

Rozdział 5
Autor: Emilyyyyy
14 cze 2025
Katrina wpatrywała się w Kylana, myśli wirowały jej w głowie w szaleńczym tempie, a dłonie na kolanach stały się wilgotne. Zauważyła, że Kylan obserwuje ją uważnie, ale nie potrafiła zmienić wyrazu twarzy, nawet gdyby chciała. — Nie... Co to jest, Kylan? — zapytała cicho. Kylan przewrócił oczami. — Myślałem, że nagłówek czyni to dość oczywistym — powiedział, brzmiąc teraz na dość znudzonego. — Po tym, jak ty i Ryan przycisnęliście mnie wczoraj do muru, zacząłem myśleć o tej propozycji. A potem wydało mi się to całkiem oczywiste, naprawdę. Poświęcił sekundę i ponownie przeskanował jej twarz. — Nie mam czasu na szukanie kogoś, by oferować taki durny układ. Nie tylko to, ale uważam większość kobiet za raczej... trudne do nawiązania kontaktu — ciągnął, machając ręką. — Kiedy byliśmy wczoraj na kolacji z Keithem, przypomniałem sobie, z jaką łatwością zdajesz się nawiązywać kontakt z ludźmi. Masz talent do sprawiania, że ktoś czuje się komfortowo, i nawet ja nie nienawidzę twojej obecności, w małych dawkach. Katrina wiedziała, że powinna czuć się urażona sposobem, w jaki o niej mówił, ale była zbyt zdezorientowana i zszokowana, by w pełni to zarejestrować. Zachęcała Kylana do ożenku, jasne. Nawijała nawet o tym, dlaczego to dobry, a nawet praktyczny pomysł. Ale nie miała na myśli, że on zwróci się do niej, by wypełniła tę rolę. Było to wysoce niestosowne z wielu powodów. — Spotkałem się z Ryanem późno w nocy, a potem z Maxem wcześnie rano. Chociaż normalnie jest to naruszenie polityki firmy, Max jest skłonny zrobić wyjątek. Wszyscy widzą spadające akcje i wszyscy chcemy to naprawić — Kylan mówił teraz krótko i widać było, jak bardzo wciąż jest zirytowany obecną sytuacją firmy. — Pojawią się plotki, bez wątpienia. Ale radzenie sobie z nimi to część twojej specjalizacji, prawda? Zadbamy o to, by publicznie oświadczyć, że zostaliśmy narzeczeństwem zaledwie kilka miesięcy temu i że nie wspięłaś się na swoje stanowisko, obciągając mi fiuta, czy coś w tym stylu — paplał Kylan, wzruszając ramionami. Twarz Katriny zapłonęła szkarłatem na tę swobodną wzmiankę o jego cholernym... organie płciowym. Co to była, do diabła, za rozmowa? Nie mógł mówić poważnie tego, co sugerował. — Kylan... Nie możesz mówić poważnie. Nie mogę... Nie mogę cię poślubić — wykrztusiła piskliwie. Jej wyobraźnia szalała i traciła grunt pod nogami. Kylan prychnął i pokręcił głową. — Nie bądź śmieszna, Katrino. To wszystko jest czysto na pokaz. Myślałem, że to też jest oczywiste. — Wskazał na kontrakt końcówką długopisu. — To całkiem proste. Czy mogę to z tobą omówić? — zapytał, zerkając na nią. Przełknęła ciężko ślinę, nakazując sercu i umysłowi się uspokoić. — Ja... Jasne — ustąpiła w końcu, biorąc oddech. Kylan skinął głową i odchrząknął. — Dobrze, tak jak mówiłem, to proste. Jest tylko kilka zasad i wiąże się to z kilkoma korzyściami dla ciebie. — Wskazał na sekcję odpowiednio zatytułowaną „zasady”, a ona pochyliła się, by z niepokojem śledzić tekst. — Po pierwsze, czas trwania umowy wyniesie rok po fałszywym ślubie, z możliwością przedłużenia, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ślub weźmiemy, jak tylko Ryan i Max uznają, że to odpowiedni moment na „ustabilizowanie się”. Po drugie, musimy chodzić na co najmniej jedną randkę w tygodniu i musi to być miejsce publiczne. Zrobienie kilku zdjęć przez paparazzi jest kluczowe. Kylan patrzył na nią, by upewnić się, że uważa, a ona skinęła mu słabo głową, dając znać, że tak jest. Przynajmniej w pewnym sensie. W głowie miała pustkę i chaos. — Po trzecie, musisz towarzyszyć mi na wszelkich galach, kolacjach biznesowych i wyjazdach w tym okresie. Będziesz utrzymywać swoje obowiązki jako moja asystentka, ale dojdzie ci dodatkowa odpowiedzialność udawania mojej narzeczonej, przynajmniej dla opinii publicznej. Po czwarte, musisz być przygotowana na trzymanie mnie za rękę, przytulanie lub całowanie, jeśli sytuacja będzie tego wymagała — mówił Kylan klinicznym tonem, co tylko potęgowało jej zawroty głowy. Całowanie? Mówił o całowaniu jej, a ona czuła się, jakby miała zemdleć. To nie było to, czego spodziewała się po tej rozmowie. Była niesamowicie zaskoczona, że Ryan i Max już zatwierdzili ten pomysł, ale Katrina przypuszczała, że nie mogła być aż tak zdezorientowana, jeśli wystarczająco o tym pomyślała. Pozycja firmy była fatalna i wszyscy o tym wiedzieli. — Jak to wszystko brzmi do tej pory? — Kylan przerwał, by zapytać. Katrina wzięła głęboki, drżący oddech, a potem zaśmiała się nerwowo. — Czy mogę mówić szczerze? — zapytała prezesa. Kylan po prostu skinął głową w odpowiedzi, a ona oblizała usta. — Jestem tak zdezorientowana, Kylan. Jak ty... Jak ty możesz się na to godzić? Ze mną? Szukała na twarzy Kylana czegokolwiek, co pomogłoby jej zrozumieć, ale jego zwykła stoicka maska była mocno na swoim miejscu. — Mówiłem ci, Kate. Twoja osobowość pasuje do naszych obiektywnych potrzeb. I jestem w stanie znieść twoją bliskość. Poza tym, jesteś atrakcyjną kobietą i zdaję sobie sprawę, że są gorsze opcje, które mógłbym rozważyć. — Kylan znów wzruszył ramionami. Była przyzwyczajona do bezduszności Kylana, kiedy tylko się odzywał. Ale sposób, w jaki mówił o niej, jednocześnie ją dezorientował i sprawiał, że czuła się... dziwnie. — Jakie są inne zasady? — zapytała cicho. Kylan spojrzał z powrotem na kontrakt, zanim kontynuował czytanie. — Ani ty, ani ja nie możemy sypiać z nikim innym, ani spotykać się z nikim innym w tym okresie. Z tego samego powodu nie wolno nam sypiać ze sobą nawzajem — wyjaśnił jej. Wciąż zmagała się z pomysłem całowania Kylana, nie wspominając o sypianiu z nim. Prawie osunęła się z krzesła na podłogę jego biura. — Co jeszcze? — zdołała wykrztusić. — Przede wszystkim, nie wolno ci się we mnie zakochać — powiedział Kylan, nagle niesamowicie intensywny i poważny. Cofnęła się nieco pod jego spojrzeniem i wzięła kolejny głęboki oddech. — To... Nie wyobrażam sobie, dlaczego to miałby być problem, Kylan. Nie jesteś, delikatnie mówiąc, zbyt przystępną osobą — powiedziała ze szczerością. Kylan przewrócił oczami na jej słowa. — Chcesz usłyszeć, co ty będziesz miała z tego układu? — zapytał płasko. Katrina mogła tylko słabo kiwnąć głową, podczas gdy jej umysł usiłował nadążyć za tempem rozmowy. — Spłacę twój kredyt studencki, o ile nie dojdzie do zerwania umowy, rzecz jasna. Więc będę to robił w małych transzach. Pięć tysięcy tu i tam, tego typu rzeczy. Pokryję również wszelkie koszty podróży, randek, kolacji i sukienek, których możesz potrzebować. Jeśli pojawi się coś jeszcze lub będziesz czegoś potrzebować, to też pokryję. — Kylan wciąż mówił tak swobodnie, że nie mogła powstrzymać się od gapienia się na niego. — Kylan... To... Nie... To byłoby o wiele za dużo. Mój kredyt jest astronomiczny. Nie mogę tego przyjąć. — Plątała się w słowach, ale Katrina wyrzuciła to z siebie mimo wszystko. To było za wiele. Kylan przewrócił oczami z zirytowanym cmoknięciem. — Katrino, nie lubię rozmawiać o pieniądzach, ale mówiąc prosto... Pięćdziesiąt tysięcy dolarów to dla mnie nic. Nie powinnaś zaprzątać sobie głowy takimi rzeczami. Chcę tylko wiedzieć, czy to jest coś, co wyobrażasz sobie zrobić. Jesteś bystrą i zdolną dziewczyną. Zamilkł na chwilę, jakby rozważał powiedzenie czegoś jeszcze. — Wiem, że jestem... dość trudną jednostką. Ani razu nie zakwestionowałaś dlaczego, ani nie życzyłaś sobie, bym był inny. To, co mówisz, gdy mnie nie ma, to nie moja sprawa. Ale prosto w twarz byłaś wobec mnie zawsze pełna szacunku, nawet gdy się ze mną nie zgadzałaś. Jesteś, mówiąc szczerze, idealną osobą, by pozować na moją narzeczoną... lub żonę. Jesteś rodzajem wizerunku, jakiego Ross Corp. potrzebuje. Możesz... Możesz pomóc odwrócić losy, Katrino. Jeśli jesteś chętna, oczywiście. Kylan wyglądał na nieswojego, chwaląc ją, a Katrina była zaskoczona, że w ogóle był w stanie być tak bezpośredni. Rozważała jego ofertę. Wizja zniknięcia długu studenckiego była być może najbardziej kuszącą częścią wszystkiego, co powiedział. Wiedziała, że będą szczegóły do rozważenia i wiele wybojów na drodze, które nieuchronnie sprawią, że poczuje się bardziej niż niekomfortowo. Ale teraz rozumiała też, dlaczego w ogóle się do niej zwrócił. To miało sens. To było cholernie szalone, ale to... To naprawdę miało sens. Ochrząknęła i usiadła prościej na krześle. — Mam kilka aneksów do dodania do umowy — powiedziała, starając się brzmieć pewnie. Ulga przemknęła przez twarz Kylana przez ułamek sekundy, zanim jego zwykły, beznamiętny wyraz powrócił na miejsce. — Co miałaś na myśli? — zapytał ostrożnie. — Musisz dać mi kontrolę nad swoimi mediami społecznościowymi, zwłaszcza Litterem. Jeśli to ma mieć jakąkolwiek szansę powodzenia, nie możesz już wdawać się w kłótnie w internecie. Muszę kontrolować i fabrykować twoje przyszłe posty — powiedziała Kylanowi śmiertelnie poważnym głosem. Kylan skrzywił się na nią. — Wdaję się tylko w kłótnie, które są tego warte — mruknął z dezaprobatą. Powstrzymała przewrócenie oczami. — Zgadzasz się czy nie? — Przeszła do konkretów. Kylan westchnął i skinął głową. — Jasna cholera. Niech będzie — warknął na nią. Uśmiechnęła się kącikiem ust. — Doskonale, dziękuję za rozsądek. — Następnie odchrząknęła. — Ponadto, masz traktować mnie z szacunkiem zawsze, podczas tej sytuacji. Ale nie masz traktować mnie inaczej, gdy jesteśmy w pracy. Co do tego była poważna. Nie chciała specjalnego traktowania, zwłaszcza przy takiej liczbie plotek, z jakimi i tak będzie musiała się zmierzyć, jeśli rzeczywiście ujawnią publicznie „związek”. — Mogę to z łatwością spełnić. Coś jeszcze? — zapytał Kylan, odwracając kontrakt, by dodać zaproponowane przez nią aneksy. — Tylko jedno — powiedziała cicho, przygryzając na chwilę dolną wargę, a potem patrząc Kylanowi prosto w oczy. — Tobie też nie wolno się we mnie zakochać — powiedziała stanowczo. Kylan otworzył usta ze zdumienia. — To nie problem. Nigdy nie byłem zakochany — odpowiedział tym samym rzeczowym tonem, który wybrał na całą tę rozmowę. Spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem. Nigdy nie był zakochany? Przypuszczała, że to ma sens w przypadku kogoś tak zamkniętego w sobie jak Kylan. Mimo to, zbiło ją to z tropu jeszcze bardziej. Katrina oblizała usta i pokiwała głową. — W porządku — zdołała powiedzieć. Kylan odwrócił teczkę z powrotem w jej stronę i wyciągnął grawerowany długopis, by go wzięła. — Więc? Wchodzis w to, czy nie? — zapytał, a jego oczy studiowały jej twarz. Patrzyła na Kylana przez chwilę, a potem w dół na kontrakt. Czy ona naprawdę to robiła? Zastanawiała się mgliście, co pomyśli Aaron, albo co gorsza... co pomyśli jej ojciec? Ale nie mogła zaprzeczyć, jak wiele to znaczyło dla Ross Corp. ani o ile łatwiejsze byłoby jej życie, gdyby jej kredyty studenckie zostały zlikwidowane. W jej głowie wirowało wiele zmiennych. Serce podpowiadało jej, że to zły pomysł i że to nieuchronnie spali na panewce i skończy się gorzko. Ale postanowiła wyrzucić te myśli z głowy i zamiast tego chwyciła jego długopis. Katrina podpisała swoje nazwisko na wskazanej wykropkowanej linii, a potem oddała Kylanowi jego długopis. Patrzyła, jak on również składa swój podpis. — To trafi do Maxa. Wszystko jest bardzo oficjalne — poinformował ją Kylan, zamykając teczkę i odkładając długopis. Zerknął na swoją porzuconą herbatę, a potem na jej równie zapomnianą kawę. Następnie spojrzał na nią. Serce Katriny zamarło, gdy napotkała jego spojrzenie. — Cóż, jesteś teraz moją narzeczoną — skomentował Kylan ze zdecydowanie zbyt dużą nonszalancją. Kylan Ross, jej szef, był teraz jej narzeczonym. Jej udawanym narzeczonym, jasne. Ale mimo wszystko narzeczonym. W co ona się, do cholery, wpakowała?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Kontraktowe małżeństwo z moim szefem, prezesem | Czytaj powieści online na beletrystyka