Kontraktowe małżeństwo z moim szefem, prezesem

Kontraktowe małżeństwo z moim szefem, prezesem

Autor: Emilyyyyy

Rozdział 2
Autor: Emilyyyyy
14 cze 2025
Pięć minut później samochód wjeżdżał do ogromnego garażu podziemnego pod kolosalnym, całkowicie przeszklonym budynkiem, który stanowił siedzibę główną Ross Corp. Oscar zaparkował obok kilku innych standardowych czarnych SUV-ów, po czym zgasił silnik. Weszła z nim do środka, zanim on ostatecznie musiał skręcić do biura ochrony, a ona do windy, która miała zawieźć ją na najwyższe piętro budynku. — Dziękuję, Oscarze — powiedziała, machając mu ręką. Oscar uśmiechnął się do niej. — Nie daj się mu dzisiaj za bardzo pomiatać, Katrino — przypomniał jej. Westchnęła i pokiwała głową. — Absolutnie nie. Uśmiechnęła się do niego jeszcze raz, po czym ruszyła do windy, rzucając po drodze uprzejme powitanie dzisiejszej recepcjonistce. Wcale jej nie zdziwiło, że znowu była to osoba, której nie rozpoznawała. Rotacja pracowników dotykała w końcu każdego działu. Kilka minut później Katrina wychodziła na znajome najwyższe piętro, gdzie urzędowali różni dyrektorzy Ross Corp. Przeszła obok biura Ryana, zauważając, że rozmawia przez telefon. Skinęła mu głową i poszła dalej. To piętro budynku zawsze było stosunkowo ciche. Kylan wymagał, by takie było. Jedynym dźwiękiem, jaki słyszała, był stukot jej szpilek na polerowanej, laminowanej podłodze pod stopami. Czasami niepokoiło ją, jak bardzo martwa wydawała się ta część firmy, ale w większości już do tego przywykła. Dotarła do swojego biura na końcu korytarza, poświęcając chwilę na odstawienie kawy na biurko, a obok niej teczki. Wiedziała, że czeka na nią milion e-maili do przejrzenia, ale wiedziała też, że herbata Kylana stygnie, a na to nie mogła pozwolić. Wyszła z biura z jego herbatą w ręku i przeszła do sąsiedniego pomieszczenia. Nie kłopotała się pukaniem, już tego nie robiła. Kylan wiedział, że o tej porze to będzie ona. Pchnęła ciężkie, dębowe drzwi i weszła do środka. Kylan krążył przed oknem z telefonem przyciśniętym do ucha i jedną ręką w kieszeni idealnie skrojonego granatowego garnituru. Podeszła, by usiąść na krześle przed jego biurkiem, stawiając herbatę przed komputerem. Oparła się wygodnie, zakładając nogę na nogę, podczas gdy jej wzrok śledził chodzącego Kylana. Zawsze krążył po pokoju. A zwłaszcza wtedy, gdy był w takim nastroju, w jakim wydawał się być dzisiaj. — To nie moja wina, że pieprzeni paparazzi nie rozumieją granic. Nie będę płacił za wymianę ich gównianego aparatu — rzucił Kylan do słuchawki. Katrina wiedziała dokładnie, o jaki incydent chodzi. Rozbił kolejny aparat, wychodząc z kolacji biznesowej kilka wieczorów temu. Była tam i prawdopodobnie stanowiła jedyny powód, dla którego wsiadł do czekającego samochodu bez wywoływania większego zamieszania. Przepraszała wylewnie za bezmyślność Kylana, powołując się na fakt, że absolutnie nie znosił być fotografowany w ten sposób, ale zdawało się, że firma, dla której pracował fotograf, nie była zainteresowana uprzejmościami. Szczerze mówiąc, wcale ich nie winiła. Bez względu na to, ile razy ona lub Ryan próbowali wytłumaczyć Kylanowi, że rzeczy takie jak prasa i paparazzi będą częścią codziennego życia, gdy jest się niesamowicie młodym dyrektorem generalnym wielomiliardowej firmy, to nigdy do niego nie docierało. Wybierał zamiast tego osobistą urazę z powodu braku prywatności, a ona zostawała z zadaniem zbierania potłuczonych kawałków publicznego wizerunku Kylana za każdym razem, gdy ten wybuchł. Rozległo się pukanie do drzwi gabinetu Kylana i w małej szczelinie pojawiła się twarz jej najbardziej zaufanego przyjaciela. Katrina skrzywiła się, zauważając, że Kylan posłał jej niebezpieczne spojrzenie, zanim wrócił do krążenia po pokoju i patrzenia na zewnątrz. Zrozumiała aluzję, wstając szybko z krzesła i wyprowadzając gościa na zewnątrz, z powrotem na korytarz. Zamknęła za sobą cicho drzwi, a potem odwróciła się, by spojrzeć na przyjaciela. — Jest dziś w humorze, Aaron. Czy to ten nowy prototyp? — zapytała, wskazując na małe urządzenie w dłoniach Aarona. Aaron przewrócił oczami. — On zawsze jest, kurwa, w humorze. Nie wiem, jak ty znosisz to jego gówno. Lucy i ja myślimy... Przerwała mu, przykładając dłoń do jego ust. Katrina musiała się wyciągnąć, żeby dosięgnąć jego twarzy, bo był o wiele wyższy od niej, ale poradziła sobie bez problemu. — Aaron, zamknij się — ostrzegła go słodko. — Nie interesuje mnie, co ty albo twoja dziewczyna myślicie o mojej pracy, wiesz o tym — przypomniała Aaronowi po raz enty. Aaron prychnął, a jego ciepły oddech omiótł wnętrze jej dłoni. Wystawił język, liżąc ją. Pisnęła i cofnęła rękę. — Jesteś obrzydliwy — jęknęła, strzepując dłoń. — Lepiej umyj ręce, zanim tam wrócisz. On ma chyba cholerny wykrywacz na wszelkie zarazki. Aaron wzdrygnął się, a jego brązowe włosy na chwilę wpadły mu do oczu. — Nie mylisz się — przyznała niechętnie. — Ale czy to jest ten nowy prototyp? — naciskała. Aaron pokiwał głową. — W rzeczy samej. Nazywam go „Nightfall 2.0” — powiedział z dumą. — Miałeś go ukończyć w zeszłym tygodniu — przypomniała mu Katrina. Uśmiechnął się do niej z zakłopotaniem. — Zaprogramowanie tego było nieco trudniejsze, niż ja czy Harry przewidywaliśmy — przyznał nerwowo. Pokiwała głową ze zrozumieniem, choć tak naprawdę nie miała pojęcia, jak działa programowanie. — W porządku, będę cię kryć, jeśli Kylanowi odbije — obiecała. O wilku mowa, a w tym przypadku o ich szefie – drzwi jego biura otworzyły się w tym momencie. Zmierzył ją wzrokiem przez sekundę, zanim przeniósł swoje zwężone spojrzenie na Aarona. — Marquez, miałeś mi dostarczyć ten prototyp w zeszłym tygodniu — powiedział cicho Kylan. Katrina zauważyła, że uszy Aarona poczerwieniały na czubkach. — Wiem, szefie. Harry i ja przepraszamy. Trudno było dopracować programowanie. Ale w końcu się udało. Nie mam wątpliwości, że burmistrz wdroży to w policji bez żadnych problemów — powiedział Aaron do Kylana, starając się brzmieć pewnie. Obserwowała szefa, gdy trybiki obracały się w jego umyśle. Jego surowe, szare oczy były nieodgadnione, jak zwykle. Jego ostre rysy nie wyglądały w tym momencie ani na zbyt gniewne, ani łaskawe. Czarne włosy grzywki groziły opadnięciem na oczy, a normalnie pełne usta były zaciśnięte w cienką linię. — No dobrze. Przeprowadź jeszcze jedną rundę diagnostyki i prześlij mi kompletne raporty do dzisiejszego wieczora — powiedział krótko. Ramiona Aarona opadły o kilka centymetrów z wyraźną ulgą. — Oczywiście — wypuścił powietrze. Spojrzał na Katrinę przez chwilę. — Drinki wieczorem? — zapytał. Uśmiechnęła się do niego. — Mamy dziś późną kolację biznesową. Ale w piątek jestem cała twoja — obiecała. Przewrócił oczami, ale nie odważył się na żadną złośliwą uwagę prosto w twarz Kylana. — Do zobaczenia w takim razie — powiedział, odwracając się i ruszając w stronę windy. — Jeśli skończyłaś życie towarzyskie — skwitował Kylan beznamiętnie, gestem zapraszając ją do gabinetu. Katrina powstrzymała ripostę, wchodząc do środka i podchodząc do swojego stałego krzesła przed jego biurkiem. Kylan usiadł na swoim przerośniętym, czarnym skórzanym fotelu biurowym. W duchu zauważyła, nie po raz pierwszy, jak drobno wyglądał siedząc w takim fotelu. Ale mimo że w tym gigantycznym meblu wydawał się niski, jego dominująca obecność wymagała niezaprzeczalnego szacunku. Była przyzwyczajona do energii, którą zawsze roztaczał, ale wciąż momentami ją to zaskakiwało. — Harmonogram? — zapytał płasko. Podniósł herbatę do ust i wziął mały łyk. — Niezła — zauważył. Katrina westchnęła z ulgą. Nie będzie musiała jeszcze szukać nowej kawiarni i bardzo ją to cieszyło. Ochrząknęła i podniosła tablet, który zwykle trzymała na biurku Kylana. — Masz spotkanie za pół godziny z Kyla&John Techno Corp. Wciąż chcą, żebyś zdecydował się na użycie ich technologii w nowej wersji kamery dzwonka do drzwi. — Przesunęła wzrokiem nieco niżej po harmonogramie. — Mamy wolny lunch, a potem masz telekonferencję z Jordanem Hughesem o drugiej. To CEO Elorde Enterprises. Ten, który ciągle próbuje cię namówić na golfa. Chce również, żebyś użył jego projektu dronów zaciemniających dla wojska — zakończyła Katrina, podnosząc wzrok, by sprawdzić jego reakcję. Kylan prychnął. — Po cholerę miałbym grać w golfa? To definicja bogatych facetów stojących i paradujących z fiutami w rękach, przechwalających się swoimi osiągnięciami. — Skrzywił się do nikogo konkretnego, po czym wziął kolejny łyk herbaty. Katrina pokiwała głową na znak zgody. Kylan był jaki był, ale nigdy otwarcie nie chełpił się swoimi pieniędzmi. Nie miała pojęcia o jego przeszłości przed Ross Corporation, poza skąpymi informacjami w jego biogramie firmowym. Miała jednak wyraźne wrażenie, że Kylan najprawdopodobniej nie pochodził z zamożnego środowiska. W każdym razie, atmosfera wokół niego wcale nie krzyczała „stare pieniądze”. — Musisz skontaktować się z Isabel. Prawdopodobnie będę potrzebował prawnika, żeby poradzić sobie z tym ostatnim gównem z paparazzi — poinformował ją Kylan. Obserwowała, jak z exasperacją szczypie się w nasadę nosa, i dostrzegła cienie pod jego oczami. — Nie brałeś leków nasennych? — zapytała, notując przypomnienie, by zadzwonić do prawniczki Kylana. Wiedziała, że adwokatka nie będzie zachwycona, słysząc o niej znowu tak szybko, ale temperament Kylana był ostatnio czymś nie do opisania. Kylan zgromił ją wzrokiem. — To gówno daje w walce z moją bezsennością — powiedział surowo. Katrina westchnęła. — Czy brałeś je dłużej niż przez jedną lub dwie noce? — zapytała, unosząc brew. Spojrzenie Kylana stało się intensywniejsze i miała już odpowiedź. — To nie zadziała, jeśli nie będziesz konsekwentny, szefie — przypomniała mu. Cmoknął z irytacją. — Zejdź ze mnie, do kurwy nędzy — jęknął. Katrina wzruszyła ramionami. — Jak sobie chcesz. — Ponownie zerknęła na harmonogram w swoich rękach. — Poza tym mamy spotkanie giełdowe z Ryanem, a potem kolację z Charliem. Potrzebujesz mnie tam? — zapytała z ciekawością. Kylan westchnął i skinął głową. — Stary pierdziel cię lubi, a to ułatwia użeranie się z nim, gdy nie jestem jedynym obiektem rozmowy — wyjaśnił. Sięgnął do kieszeni i przesunął telefon w jej stronę. Zerknęła na niego, rejestrując mocno pęknięty ekran. — Co się stało tym razem? — zapytała, starając się nie brzmieć na zbyt zirytowaną. Kylan zużywał mnóstwo telefonów, zwłaszcza ostatnio. — Pieprzony Litter — odpowiedział krótko Kylan. Tym razem Katrina nie walczyła z przewróceniem oczami. — Myślałam, że Ryan i ja mówiliśmy ci, żebyś przestał tam wchodzić. Nie powinieneś wdawać się w dyskusje z trollami, szefie — skarciła go. Kylan spojrzał na nią spode łba. — Odpierdol się. Są nie do zniesienia — mruknął z goryczą. Zaśmiała się lekko. — To prawie zawsze są dzieci, szefie — przypomniała mu. — Po prostu się nudzą, a ty jesteś sławny, jakby na to nie patrzeć. Często ludzie zapominają, że za publicznym wizerunkiem, który prezentujesz światu, kryje się po prostu człowiek. W twoim przypadku nie jest on może zbyt odmienny za zamkniętymi drzwiami, ale oni tego nie wiedzą na pewno — wyjaśniła, wzruszając ramionami. — Jeśli ktoś chce wytknąć mi wzrost albo inne bezużyteczne gówno tego typu, nie obchodzi mnie to. Ale w sekundzie, gdy ktoś zaczyna mówić, że mam ukryte motywy co do moich dronów, nie mogę tego znieść — powiedział jej, ze wzrokiem wbitym w ziemię i mrocznym tonem. Katrina pokiwała głową ze współczuciem. — Rozumiem. Ale reagowanie w taki sposób, w jaki to robisz, jest dokładnie tym, czego oni chcą — powiedziała mu szczerze. Kylan przewrócił oczami. — Spieprzaj, dopóki nie będę cię potrzebował, Katrino — powiedział, machając ręką w stronę drzwi. Nie tak szybko wstała z krzesła i wyszła bez słowa. Kylan nie lubił zbytnio mówić o swoich osobistych uczuciach, a ona nigdy go do tego nie zmuszała. Była pewna, że to jeden z wielu powodów, dla których przetrwała w Ross Corp. tak długo.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki