Zelena.
Reszta dnia wlokła się w nieskończoność. Po czymś, co wydawało się być całymi dniami, w końcu zadzwonił ostatni dzwonek. Jak zwykle, bardzo powoli zbierałam swoje rzeczy, czekając, aż większość dzieciaków rozejdzie się, zanim skieruję się do szafki. Im dłużej czekałam, tym mniej ludzi musiałam mijać. I tak właśnie wolałam.
Wyszłam przez drzwi i tam był on. Gunner. Opierał się o płot, ręce miał skrzyżowane na piersi, a jedno kolano zgięte, opierając stopę o ogrodzenie. Ugh, był perfekcją. Śmiał się i rozmawiał z Cole'em i Smithem. Rany, byli nierozłączni. Co oni w ogóle tu jeszcze robili? Wszyscy inni już poszli, na co oni czekali?
Gunner odwrócił głowę i zobaczył mnie w drzwiach. Szybko odsunął się od płotu i odwrócił przodem do mnie z półuśmiechem na twarzy. Cole i Smith również na mnie patrzyli. Smith znowu zabawnie pomachał mi palcami. Spuściłam głowę i ruszyłam w stronę bramy.
– Hej, Zelena – zawołał Smith śpiewnym tonem. Spojrzałam w górę i zobaczyłam, jak Cole szturcha go łokciem w żebra, a Smith patrzy na niego i bezgłośnie pyta: „co?”.
Znów opuściłam głowę i kontynuowałam marsz do bramy.
– Hej – uśmiechnął się łobuzersko Gunner.
– Pomyśleliśmy, że moglibyśmy odprowadzić cię do domu – powiedział, kiwając głową na swoich kumpli za jego plecami.
Dlaczego mieliby chcieć mnie odprowadzić? Czy próbują po prostu dopaść mnie gdzieś na osobności, żeby mnie zaatakować? Zaczęłam odczuwać lekki strach i dezorientację. Dlaczego okazywali mi tyle uwagi? Trzej chłopcy stali przy bramie, bacznie mi się przyglądając, czekając na moją reakcję.
– D-dlaczego? – spytałam cicho.
– Cóż, ponieważ to byłaby dobra okazja, żebyśmy mogli porozmawiać – odparł Gunner bez wahania. O czym niby mielibyśmy rozmawiać, nie jesteśmy w ogóle do siebie podobni i wątpię, by łączyło nas cokolwiek.
– Dlaczego mielibyście chcieć ze mną rozmawiać? – zapytałam stanowczo.
Gunner przechylił głowę, a na jego twarzy malowało się zdezorientowanie.
– Jesteś piękna, Zeleno, dlaczego nie miałbym chcieć porozmawiać z piękną dziewczyną?
Prychnęłam cicho na jego uwagę. O czym on w ogóle gada? Nie jestem piękna, jestem zepsuta. Albo gra w jakąś grę, albo jest ślepy.
– Nie jestem piękna, jestem brzydkim potworem z bagien – szepnęłam z nutką pogardy w tonie. Opuściłam głowę, by włosy zasłoniły mi twarz, i skrzyżowałam ramiona, garbiąc plecy.
Smith zachichotał, a Gunner natychmiast odwrócił głowę w jego stronę i warknął głęboko i drapieżnie, w taki sposób, w jaki zrobiłoby to zwierzę. Nigdy wcześniej nie słyszałam, by człowiek wydawał z siebie taki warkot; było to co najmniej dziwne.
– Co? – pisnął Smith, unosząc ręce w górę.
– Ona jest zabawna – zaśmiał się. Cole zdzielił go w tył głowy, a Gunner fuknął na niego, po czym znów przeniósł wzrok na mnie.
– Nigdy więcej tak o sobie nie mów – powiedział Gunner, pochylając się i kucając tak, by jego twarz zrównała się z moją.
– Ty, Zeleno, zapierasz dech w piersiach.
Moje wnętrzności stopniały, a kolana pod drobną sylwetką zrobiły się miękkie. Cofałam się o krok, całkowicie zaskoczona jego intensywnością i ciepłem. Szybko się wyprostował i odsunął ode mnie. Spojrzałam na niego; jego wspaniałe, niebieskie oczy nadal utkwione były w moich. Musiałam chyba postradać zmysły.
– Okej – powiedziałam, po czym zygzakiem minęłam gigantycznych chłopców i wyszłam za bramę. Cała trójka szła tuż za mną.
Szliśmy przez las moją stałą trasą do domu. Gunner szedł obok mnie, Cole i Smith byli tuż za nami.
– Więc, opowiedz mi o sobie – zagadnął Gunner z uśmiechem. Pokręciłam lekko głową, nie spoglądając na niego.
– Niespecjalnie lubisz rozmawiać, co? – zapytał, a ja znów pokręciłam głową.
– Jak na razie idzie świetnie – usłyszałam, jak Smith szepcze do Cole'a.
– Zamknij się – odszepnął mu Cole. Chyba nie wiedzieli, że ich słyszę. Gunner warknął na nich kątem ust. Spojrzałam na niego, a on natychmiast posłał mi uśmiech. Zerknęłam za siebie; Cole i Smith szli za nami, dość blisko, ale zdecydowanie nie na tyle blisko, żebym mogła usłyszeć ich szept. Dziwne.
– Mieszkasz tu długo? – spytał Gunner.
– Od kiedy pamiętam.
– O rany, czyli nigdy nie mieszkałaś nigdzie indziej?
– Nie – wzruszyłam ramionami.
– Dlaczego w takim razie jesteś taka cicha w szkole? – Spojrzał w dół na mnie, czekając na odpowiedź.
– Ja, ja uh, j-ja po prostu tam nie pasuję – wymamrotałam. Umilkł na moment, a my dalej szliśmy powolnym krokiem.
– Ta cała Demi to niezła jędza.
Prychnęłam pod nosem – jasne, że uważał ją za wspaniałą, a dlaczego miałby nie uważać. A więc po to w ogóle ze mną rozmawia; myśli, że zadając się ze mną, w jakiś sposób jej zaimponuje.
– Ta, niezła suka – zawołał Cole za naszymi plecami. On i Smith roześmiali się, szturchając nawzajem. Spojrzałam w górę na Gunnera – on też się śmiał. Czekaj, czyli jemu Demi też się nie podoba? Spojrzał na mnie i nasze spojrzenia na ułamek sekundy się skrzyżowały. Poczułam motyle w brzuchu i pieczenie w klatce piersiowej. Nigdy wcześniej się nie zauroczyłam; czy tak właśnie smakuje zauroczenie? Uśmiechnął się do mnie, a jego niebieskie oczy zaiskrzyły. Poczułam, jak przez moje ciało przebiega dreszcz. Od palców u stóp po czubki palców u dłoni, w górę i w dół moich ramion i nóg. To było tak, jakby ktoś wbijał mi gorące igły w kręgosłup, a uderzenie palącego bólu w klatkę piersiową pozbawiło mnie tchu. Zatrzymałam się, chwyciłam za pierś i pochyliłam się do przodu. Co się ze mną działo?
– Rety, Zee, nic ci nie jest? – Gunner uklęknął przede mną, kładąc dłonie na moich ramionach. Czy on powiedział na mnie Zee, wymyślił mi przezwisko? Jasna cholera, ten ból!
– Zelena, co się stało? – zapytał ponownie; jego głos drżał, jakby się czegoś przestraszył. Przecież niemożliwe, żeby martwił się o mnie, nawet mnie nie zna.
– Co się dzieje? – usłyszałam głos Cole'a obok. Poczułam, jak jego dłonie chwytają mnie w talii, na co skrzywiłam się pod wpływem dotyku. Gunner uniósł głowę i warknął na niego; o co chodzi z tym facetem i tym warczeniem? Niemniej jednak zadziałało, bo Cole natychmiast mnie puścił.
– Nic jej nie jest? – spytał Gunnera.
– Nie wiem, po prostu jakoś tak stanęła w miejscu – odpowiedział Gunner.
– Co to znaczy, że po prostu stanęła? – dopytywał ostro Smith.
– Nie wiem – warknął Gunner.
– Poczułem jej ból, a potem zadrżała i po prostu się zatrzymała.
Czy Gunner właśnie powiedział, że poczuł mój ból? W jaki niby sposób mógłby poczuć mój ból, co to w ogóle oznacza? Umieścił dłoń pod moim podbródkiem i uniósł moją głowę, bym na niego spojrzała. Drugą ręką delikatnie zsunął kaptur z mojej głowy. Otworzyłam oczy, a jego twarz znajdowała się tuż przede mną. Czułam jego ciepły oddech na moich policzkach. Jego dłoń na moim podbródku zsyłała elektryczne iskry wzdłuż mojej szyi. Jego oczy zaglądały w głąb mojej duszy. Położył drugą dłoń na moim policzku i wziął głęboki wdech. O Boże, co on zamierzał zrobić? Czy chciał mnie pocałować? Oczywiście, że nie chciał mnie pocałować, nie bądź żałosna. Byłam przerażona, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Zamknęłam mocno oczy i wsłuchałam się we własne ciało. Pręgi na moich plecach wciąż szczypały, ale to moje kości najbardziej rwały. Czułam się tak, jakby moje żebra były wykręcane na wszystkie strony. Miałam wrażenie, że kręgosłup mi się skręca i wygina.
– Zelena, otwórz oczy. – Głos Gunnera był miękki i uspokajający.
– Zelena, chcę, żebyś otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
Posłuchałam go. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na niego. Jego twarz nadal znajdowała się tuż przed moją. Czułam na twarzy jego oddech, czułam zapach jego skóry. Jego dłoń na moim policzku była ciepła i bezpieczna. Spojrzałam głęboko w jego piękne, niebieskie oczy. Ale to nie wszystko, co mogłam tam dostrzec. W jego oczach było coś jeszcze, jakby rodzaj jakiegoś uczucia, niczym fala spokoju spływająca na mnie.
– Odetchnij, Zee. Weź głęboki oddech i postaraj się zrelaksować – szepnął spokojnie. Tak też zrobiłam. Nie odrywając od niego wzroku, wzięłam głęboki wdech i bardzo powoli wypuściłam powietrze. Kiedy uwalniałam tlen z płuc, wraz z nim odeszło rwanie w rękach i nogach, skręcający ból w plecach i klatce piersiowej. Gorąc, który czułam pulsujący w moim ciele, to wszystko uleciało ze mnie wraz z tym jednym, głębokim wdechem.
– Staaary... – wykrzyknął Smith. Usłyszałam, jak Cole znowu uderza go w tył głowy.
– Od razu lepiej – westchnął Gunner.
Powoli wyprostowałam się, gdy Gunner wstał z ziemi. Jego dłoń wciąż mocno spoczywała na moim lewym policzku, a jego wzrok nadal był spleciony z moim.
– P-przepraszam – wymamrotałam.
– Nie wiem, co się właśnie wydarzyło. – Opuściłam głowę i wyrwałam się z jego uścisku.
– Wszystko w porządku, Zee, ale musimy spadać – powiedział, cofając się ode mnie i stając w jednej linii z Cole'em i Smithem. Zrujnowałam teraz wszystko, mają mnie za totalną wariatkę. Moje żałosne, małe załamanie nerwowe sprawiło, że czym prędzej uciekają.
– Poradzisz sobie z dotarciem do domu stąd? – zapytał Gunner, przechylając głowę. Znowu naciągnęłam kaptur i skinęłam głową. Chwycił moją dłoń i lekko ją ścisnął.
– Do zobaczenia jutro – rzucił śpiewnie. I po tych słowach odeszli.
Co ja właśnie zrobiłam, co to w ogóle przed chwilą było? Przez resztę drogi powrotnej do domu nienawidziłam samej siebie. Byłam taką nienormalną wariatką. Jaka osiemnastolatka dostaje w środku lasu czegoś w rodzaju zawału serca?
Dotarłam do drzwi wejściowych i zatrzymałam się; potrzebowałam tylko jeszcze jednej minuty, zanim wejdę do środka. Wiedziałam, że jestem spóźniona i nie będzie z tego powodu zadowolony. Mam tylko nadzieję, że nie wypił jeszcze zbyt dużo. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Od razu w kierunku mojej głowy poleciała butelka. Padłam na ziemię, żeby jej uniknąć, zatrzaskując drzwi w trakcie upadku. Butelka roztrzaskała się o framugę, a ja zostałam obsypana deszczem szkła. Jeden z odłamków rozciął mój policzek, z którego pociekła stróżka krwi.
– Gdzieś ty kurwa była, ty bezwartościowa cipo? – ryknął, zbliżając się do mnie ciężkim krokiem. Skuliłam się pod zamkniętymi drzwiami.
– PRZEPRASZAM! – krzyknęłam.
– Nie drzyj się na mnie, ty szmato z rynsztoka – wrzasnął, gdy złapał mnie za włosy, podciągając na równe nogi. Był pijany, czułam to. Był spocony i brudny, a z powodu jego smrodu aż robiło mi się niedobrze.
– Miałaś tu być pół godziny temu, ugotować kolację i wysprzątać tę jebaną kuchnię – krzyczał prosto w moją twarz, a ślina pryskała mi na policzki, gdy to wykrzykiwał. Zamknęłam mocno oczy, ale łzy i tak spływały po mojej twarzy.
– Wiem, przepraszam – szlochałam, łapiąc go u nasady moich włosów. Ból rozchodzący się po głowie był dojmujący. Rzucił mną o ścianę; moje plecy uderzyły z łoskotem w tynk. Poczułam, jak niektóre z częściowo zagojonych ran ponownie się otwierają i zaczynają krwawić. Upadłam na czworaka na podłogę z opuszczoną głową. Chciałam wstać i uciec, chciałam oddać, ale nie byłam w stanie. Zamarłam ze strachu. Zawsze byłam sparaliżowana strachem w obecności tego człowieka.
– Idź kurwa coś ugotować, zanim wpadnę w prawdziwy szał – warknął. Podniosłam się pospiesznie z podłogi i w półbiegu, w pół ucieczce, wpadłam do kuchni. Kiedy byłam już z dala od smrodu mojego ojca, złapałam ręcznik kuchenny i starłam krew spływającą mi po policzku. Czułam, jak na plecach, pod koszulą, gromadzi mi się krew. Sięgnęłam za siebie i bardzo ostrożnie przeciągnęłam palcami po pękniętej skórze. Kiedy uniosłam dłoń do twarzy, zobaczyłam na koniuszkach palców świeżą krew. Niewiele mogę na to teraz poradzić. To będzie musiało poczekać do później. Kuchnia była jednym wielkim bałaganem; znowu tu dzisiaj był, wyrzucając wszystko z szafek w żałosnej próbie nakarmienia się. Rzuciłam ręcznik na blat i stanęłam przed lodówką. Oparłam czoło o drzwiczka i wytarłam łzy, które groziły, że spłyną mi po policzkach.
Dlaczego? Dlaczego moje życie tak wygląda?
-----------------------------------------------------------------------------
Od autorki.
Co jak dotąd myślicie o naszych bohaterach? Kto jest waszym ulubieńcem?
















