Lunaya.
„Jak d-d-daleko m-m-mówiłaś” – zająknęła się,
„Powinno być tutaj” – powiedziałam jej, mrużąc oczy i wpatrując się w dal. Rozejrzałam się po drzewach wystających ze śniegu, szukając znacznika. Zmusiłam oczy do otwarcia na mroźnym wietrze i usilnie starałam się skupić. Idealnie podążałam za starymi wskazówkami. Jesteśmy blisko szczytu góry, po południowej stronie. To musi być tutaj. Skupiła
















