**POV: Lyra**
Rześkie, chłodne powietrze uderzyło mnie w twarz jak fizyczny cios, szokując moje płuca po zastanym chłodzie rezydencji. Na zewnątrz pachniało świeżo skoszoną trawą, wilgotną ziemią i kwitnącym jaśminem. Poranne słońce świeciło jasno i bezlitośnie, rzucając ostre cienie na masywne kamienne kolumny ganku. Na rozległym, niebieskim niebie nie było ani jednej chmury. Nie zatrzymałam się,
















