Popioły Korony: Oblubienica Śpiącego Boga Wojny

Popioły Korony: Oblubienica Śpiącego Boga Wojny

Autor: of Vesper.

Podawanie lekarstwa Księciu
Autor: of Vesper.
30 lip 2026
Pojedyncze, brzemienne w skutki słowo "Ciotka" zawisło w powietrzu, zimne i ostateczne. Brwi Evandera ściągnęły się w głębokiej frustracji, gdy ostra rzeczywistość jej statusu przecięła jego przedłużające się zaprzeczenie. Tytuł był fizyczną barierą, którą między nimi wzniosła, barierą, o której wiedział, że nie zdoła jej przekroczyć. Jego ramiona lekko drżały pod ciężarem jej słów, a jego szczęka zacisnęła się w twardą linię. Nie tracąc rytmu, Oriana kontynuowała swój werbalny atak. "Jeśli rozmawiamy o satysfakcji", powiedziała, a jej głos był opanowany, "to małżeństwo było czymś, o co sama prosiłam. Dostałam dokładnie to, czego chciałam, więc oczywiście jestem zadowolona. Z pewnością Wasza Wysokość nie pyta o coś, na co zna już odpowiedź." Jej rażąca, pozbawiona wyrzutów sumienia satysfakcja zadziałała niczym fizyczny cios, wpędzając i tak już osłabionego Evandera w gwałtowny, duszący atak kaszlu. Jego twarz pobladła i zgiął się wpół w cichym korytarzu, wstrząsany nagłym skurczem. Oriana patrzyła na niego z chłodną obojętnością, niewzruszona jego fizycznym cierpieniem. Zrobiła celowy krok w tył, wprowadzając między nich wystarczająco dużo dystansu, by upewnić się, że nie zarazi się jego chorobą. "Jeśli Wasza Wysokość źle się czuje, powinieneś pamiętać o przyjmowaniu lekarstw i odpoczynku", poradziła mu cicho, z chłodnym dystansem w głosie. "Idę teraz złożyć wyrazy szacunku Jej Królewskiej Mości." Zanim zdążył dojść do siebie, odwróciła się na pięcie i weszła do komnat Królowej, zostawiając go z tyłu. Wewnątrz pałacu zastała niezwykle pogodną atmosferę. Król przybył po posiedzeniu dworu w doskonałym nastroju. Po raz pierwszy w najnowszej historii osławieni ze swych pęknięć i kłótni cywilni ministrowie i dowódcy wojskowi osiągnęli rzadkie porozumienie w swojej jednomyślnej pochwale tego królewskiego małżeństwa. Unosząc się na fali tego doskonałego nastroju, Królowa Helena wielkodusznie zatrzymała Orianę w pałacu na wystawny posiłek, chętna, by dodatkowo zacieśnić ich więź. Oriana przyjęła zaproszenie z wdziękiem, odgrywając rolę doskonałego, posłusznego gościa. Zanim w końcu pożegnała się z królewskim dworem i wróciła na rozległe tereny Posiadłości Grimwood, popołudniowe słońce prażyło już wysoko na niebie, rzucając ciepłe, złote światło na ogromną nieruchomość. Gdy weszła na swój dziedziniec, dostrzegła Garetha prowadzącego dwóch krzepkich lokajów w stronę głównego domu. Ostrożnie nieśli oni masywny, ciemny garnek z kamionki. Unosił się z niego parujący, ostry ziołowy zapach, wypełniając ciepłe powietrze. Było to dokładnie to samo gorzkie lekarstwo, które wyczuła od Gideona poprzedniej nocy. Żar słońca potęgował silny aromat gotujących się ziół, sprawiając, że cały ogród pachniał starożytnymi korzeniami i gorzkimi liśćmi. "Gareth", zawołała Oriana, podchodząc do nich. "Co to jest?" "Pani, nadszedł czas, by podać Jego Miłości lekarstwo", odpowiedział szczerze Gareth. Spojrzał na nią, a na jego twarzy malował się ślad troski. "Może powinnaś zaczekać w ogrodzie, pani. Biorąc pod uwagę jego obecny stan, karmienie Jego Miłości nie należy do łatwych zadań. To brudny i trudny proces. Potrwa to trochę, a widok nie należy do najprzyjemniejszych." Wzrok Oriany padł na ciemny garnek, a jej wyraz twarzy stwardniał z cichym autorytetem. "Wejdę z wami do środka", zażądała stanowczo. Gareth znieruchomiał, wyraźnie zaskoczony. "Z nami, pani?" "Tak", odpowiedziała spokojnym, zdecydowanym głosem. "Jestem jego prawowitą żoną, a opieka nad nim to mój wyłączny obowiązek. Będę dzisiaj patrzeć i uczyć się, jak to robić, abym mogła zająć się tym sama w przyszłości." Słysząc to, Gareth był głęboko poruszony. Nie miał powodu jej odmawiać, ale gdy wchodzili do środka, wciąż rzucił delikatne ostrzeżenie. "Pani, Jego Miłość jest nieprzytomny. Kompletnie niczego nie rejestruje i nie potrafi pić samodzielnie. Musimy robić to na siłę. Czasami, nawet po tym jak spłynie w dół, wypluwa to z powrotem. To prawdziwa walka." Oriana słuchała cierpliwie, ale jej spokojny wyraz twarzy pokazywał, że nie wzięła sobie tych trudności do serca. W słabo oświetlonym pokoju ciężkie zasłony chroniły przed ostrym, popołudniowym słońcem. Dwóch lokajów podeszło i nieznacznie uniosło górną część ciała Gideona, opierając go stabilnie o zagłówek łóżka. Gareth nalał trochę ciemnego lekarstwa z garnka do małej miseczki. Trzymając ją, usiadł na skraju łóżka i użył łyżki, by nabrać płyn, próbując wcisnąć go za blade wargi Gideona. Ale usta Gideona pozostały mocno zaciśnięte. Jeden z lokajów musiał podtrzymać mu szczękę, zmuszając go do otwarcia ust. Dopiero wtedy Gareth zdołał wlać lekarstwo. Jednakże, pomimo jego wysiłków, ponad połowa ciemnego płynu spłynęła po brodzie księcia, szybko wsiąkając w jego nieskazitelne szaty nocne i pozostawiając wielką, mokrą plamę. Gareth spróbował ponownie, ale lekarstwo wciąż wyciekało z kącików jego ust. Lekarstwo zabrudziło jego kołnierz w postaci ciemnych, nieregularnych łat, a silny zapach ziół zaczął wypełniać niewielką przestrzeń wokół łóżka. To był przygnębiający widok, pokazujący jak niewiele z tego faktycznie docierało do jego gardła. Oriana obserwowała ten bolesny proces. Nie mogąc znieść widoku tak niesamowitego marnotrawstwa tak niezbędnego lekarstwa, zdecydowanie się odwróciła i podwinęła swoje delikatne rękawy. Zwróciła się z powrotem, z wyciągniętą dłonią po miskę. "Gareth, sposób, w jaki to robisz, tylko marnuje to lekarstwo. Pozwól mi to zrobić. Wstań." Gareth zamarł, wpatrując się w nią. Założył, że odwróciła się ze wstrętem, nie mogąc znieść tego brudnego widoku. Nie spodziewał się, że przejmie kontrolę. Powoli podniósł się znad łóżka. "Pani, wycofamy się w tej samej chwili." Oriana wyglądała na zdezorientowaną. "Dlaczego mielibyście się wycofywać?" Gareth odpowiedział z powagą: "Zaraz będziesz karmić Jego Miłość. Jeśli tu zostaniemy, możesz poczuć się zawstydzona. To nie byłoby stosowne." "Dlaczego miałabym czuć się zawstydzona?" Zapytała Oriana, marszcząc brwi. "Podawanie lekarstwa to obowiązek praktyczny. Nie ma w tym nic haniebnego." Gareth podrapał się niezręcznie po głowie. "Czy nie zamierzasz nakarmić Jego Miłości z ust do ust?" Oriana oniemiała. "Z ust do ust?" Nagle w jej umyśle pojawił się wyraźny obraz podawania ciepłego, gorzkiego płynu bezpośrednio z jej własnych ust do ust Gideona. Gwałtowne gorąco natychmiast uderzyło jej na policzki, barwiąc je na jaskrawokarmazynowy kolor. "Kto naopowiadał ci takich bzdur?" zapytała, a jej głos podniósł się w ostrej irytacji. "Tak jest napisane w popularnych powiastkach", odpowiedział niewinnie Gareth, mrugając swoim okrągłym okiem z prawdziwą ignorancją. Oriana zamilkła, całkowicie zirytowana. "Chyba wiesz, że to tylko powiastki, prawda?" Gareth stał przy łóżku, wyglądając na zmieszanego. Oriana wzięła głęboki oddech, uspokajając swój ton. "Historie to fikcja. Podawanie lekarstw jest czysto praktyczne. Nie ma potrzeby, aby usta się stykały. Idź, znajdź cienką, gładką drewnianą listewkę. Mniej więcej na szerokość palca, bez drzazg, i umyj ją do czysta." "Tak, pani", powiedział Gareth, wybiegając w pośpiechu. Niedługo potem wrócił z czystym kawałkiem drewna. Oriana poprosiła lokajów o podłożenie dodatkowej poduszki pod głowę Gideona. Następnie umiejętnie wsunęła jeden koniec drewnianej listewki w kącik ust Gideona, używając jej jako precyzyjnego korytka. Nabrała lekarstwo i zaczęła miarowo polewać je na drewno. Ciemny płyn spływał gładko po listewce i prosto do gardła Gideona, bez rozlania ani jednej kropli. Gareth przyglądał się temu procesowi z zachwytem i zdumieniem na widok absolutnej łatwości i skuteczności jej prowizorycznej metody. "Więc podawanie lekarstw może być tak proste!" "Czytaj w przyszłości mniej romansów", skomentowała sucho Oriana. Gareth zaśmiał się z zakłopotaniem i pochylił się bliżej. "Pani, skąd znałaś tę sztuczkę?" "Mój dziadek był medykiem", wyjaśniła spokojnie Oriana. "Dorastałam, obserwując go, więc naturalnie nauczyłam się kilku rzeczy. Ta drewniana listewka to tylko tymczasowe rozwiązanie. W świecie medycyny właściwe, wyrafinowane przyrządy do karmienia nieprzytomnych pacjentów faktycznie istnieją. Są bardzo wygodne." Gareth wyglądał na oświeconego. "Więc tak to wygląda." Gdy pierwsza miska została opróżniona, Gareth pospiesznie wybiegł, by napełnić ją ponownie z wielkiego garnka. Pozostawiona na chwilę sama, Oriana wpatrywała się w spoczywającą twarz męża, a do jej umysłu nagle wkradło się mroczne, narastające podejrzenie. Gideon był księciem i od całego roku znajdował się pod opieką elitarnych medyków królewskich. Ci wspaniali lekarze z pewnością wiedzieli o istnieniu takich podstawowych, kluczowych narzędzi do karmienia. Dlaczego ani razu nie poinformowali personelu Posiadłości Grimwood? Dlaczego pozwolili im zmagać się w ten sposób, marnując lekarstwo i pozostawiając księcia w takim stanie? Wpatrując się uważnie w przystojną twarz swojego męża, zastanawiała się, czy jego wielokrotne, wspaniałe zwycięstwa wojskowe przysporzyły mu po cichu śmiertelnych, ukrytych wrogów w murach pałacu. Czy królewscy medycy celowo go zaniedbywali? Jej myśli zostały brutalnie ściągnięte z powrotem do rzeczywistości, gdy powrócił Gareth, niosąc ostatecznie połowę miski lekarstwa. "Pani, oto reszta", powiedział, podając jej miskę. Oriana skinęła głową, odsuwając na razie na bok swoje mroczne podejrzenia. Przyjęła miskę i ostrożnie wznowiła proces karmienia. Gdy pracowała, Gareth nagle się odezwał, a jego głos przerwał ciszę panującą w pokoju. "Pani, później będziemy musieli przebrać Jego Miłość i obmyć jego ciało. Czy zostaniesz, aby to również obejrzeć?"

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Podawanie lekarstwa Księciu – Popioły Korony: Oblubienica Śpiącego Boga Wojny | Czytaj powieści online na beletrystyka