Twarz Evandera przybrała trupią bladość.
Brwi Tyberiusza ściągnęły się w głęboką, gniewną bruzdę. Jego spojrzenie, ciężkie od autorytetu i niezadowolenia, spoczęło na synu. – Czy to prawda?
Usta Evandera rozchyliły się, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Wyraz twarzy Tyberiusza stał się lodowaty. Odwrócił się do sługi Evandera. – Ty mów. Jeśli ośmielisz się go kryć, odpowiesz przede mną.
Słu
















