Popioły Korony: Oblubienica Śpiącego Boga Wojny

Popioły Korony: Oblubienica Śpiącego Boga Wojny

Autor: of Vesper.

Udajesz niedostępnego?
Autor: of Vesper.
30 lip 2026
Wielka Sala natychmiast wybuchła chaotyczną falą niedowierzania. Oszołomiona cisza prysła, zastąpiona szorstkimi szeptami i pomrukami jawnej kpiny, które zderzały się wokół Oriany z każdego zakątka rozległej komnaty. Dworzanie pochylali się ku sobie, z oczami szeroko otwartymi z szoku, wymieniając gorączkowe plotki zza uniesionych kielichów i jedwabnych wachlarzy. "Książę Grimwood? Czy ona postradała zmysły?" "Woli poślubić umierającego człowieka zamiast następcy tronu?" "Czy ona w ogóle rozumie, że on może się już nigdy nie obudzić?" Nakładające się na siebie głosy wezbrały niczym przypływ, ostre od kpin. Oriana słyszała każde słowo. Kąśliwe uwagi odbijały się echem od wysokich, sklepionych sufitów, mając na celu zawstydzenie jej i zmuszenie do uległości. A jednak żaden cień emocji nie przemknął przez jej twarz. Stała opanowana, z niewzruszoną postawą, jakby szalejąca burza publicznej oceny w ogóle jej nie dotyczyła. Król na tronie przeniósł ciężar ciała. Ta wielka, bezprecedensowa prośba wyraźnie go zaniepokoiła. Pochylił się do przodu, próbując załagodzić nagłe, duszące napięcie, które ogarnęło jego bankiet. "To byłoby dla ciebie trudne małżeństwo, drogie dziecko", powiedział król. Jego ton pozostał łagodny, choć w słowach kryło się ciężkie wahanie. "Obecny stan księcia jest niefortunny. Być może powinienem wybrać innego odpowiedniego kandydata z rodziny królewskiej. Mamy wielu wspaniałych, zdrowych młodych mężczyzn, którzy poczytaliby sobie za zaszczyt pojąć cię za żonę." Oriana nie cofnęła się ani o krok. Odwzajemniła spojrzenie króla spokojnym, niezachwianym wzrokiem. "Wasza Królewska Mość", powiedziała, a jej czysty głos przebił się przez narastające pomruki szlachty. "Jestem głęboko wdzięczna za waszą bezmierną dobroć. Przynosicie zaszczyt rodowi Thorne'ów." Wzięła powolny oddech, pozwalając, by ciężkie oczekiwanie osiadło w sali. "Złożyłam już jednak nierozerwalną przysięgę przed Świętą Matką. W tym życiu nie poślubię nikogo oprócz księcia Grimwood." Aby przypieczętować swoją żelazną determinację, Oriana opadła w głębokim, nieskazitelnym dygnięciu. Jej spódnice rozłożyły się z gracją na polerowanej marmurowej podłodze. "Pokornie proszę o twoje królewskie błogosławieństwo." Skłoniła głowę i nie zamierzała wstać. Jej sztywna postawa obnażała jej determinację na oczach całego dworu. Nie zamierzała się wycofać. Obiekt jej szokującej deklaracji, Gideon Belmont, nie był zwyczajnym szlachcicem. Był legendarnym księciem Grimwood, rodzonym młodszym bratem króla i dziewiątym synem rodziny królewskiej. Przed laty, kiedy król wciąż torował sobie krwawą, niepewną drogę do tronu, Gideon stał u jego boku. Był najwierniejszym ostrzem króla, nieustępliwą siłą, która raz za razem odciągała brata znad krawędzi śmierci. Po zabezpieczeniu korony, Gideon nie spoczął. Poprowadził brutalne kampanie na północ i wschód, miażdżąc rebelie i znacznie poszerzając granice królestwa. Jego imię stało się legendą, symbolem militarnej potęgi znanym każdemu obywatelowi Valdoris. Tak było aż do zeszłego roku. Podczas stacjonowania na Żelaznych Kresach w trakcie wyczerpującej zimowej kampanii potężny książę niespodziewanie upadł. Żołnierze przenieśli go do posiadłości Grimwood, gdzie zapadł w niekończącą się śpiączkę. Królewscy medycy wchodzili i wychodzili z jego posiadłości, próbując każdego znanego lekarstwa, ale żaden nie potrafił znaleźć uleczenia. W stolicy rozeszły się szepty, że wielki wojownik może już nigdy nie otworzyć oczu. A jednak, klęcząc na zimnej podłodze Wielkiej Sali, Oriana skrywała kluczowy sekret ze swojego poprzedniego życia. Wiedziała z całkowitą pewnością, że Gideon się obudzi. W jej poprzedniej osi czasu Gideon otworzył oczy w trzecim roku jej małżeństwa. Ten rok był jednym z najmroczniejszych okresów, jakich kiedykolwiek doświadczyła. Uwięziona w chłodnym, żałosnym związku z Evanderem, pozostawała bezdzietna i odizolowana. Królowa w końcu zaaranżowała, by Evander wziął sobie nałożnicę. Ta kobieta była uwielbiana – rozpieszczana przez Evandera, ubóstwiana przez służbę i fetowana przez całe Skrzydło Następcy Tronu. Tymczasem Orianę traktowano jak ducha nawiedzającego własny dom. Kiedy Gideon w końcu wybudził się ze śpiączki, Evander zabrał obie kobiety do posiadłości Grimwood, by złożyć mu wyrazy szacunku. Kiedy jednak przyszedł czas wyjazdu, faworyzowana nałożnica celowo odjechała wcześniej królewskim powozem. Zostawiła Orianę w tyle. Samą. Oriana nawet nie znała krętych dróg prowadzących z powrotem do pałacu. Czekała na mroźnym dziedzińcu z nadzieją, że ktoś zaoferuje jej miejsce w przejeżdżającym wozie. Służba jednak wiedziała, że następca tronu gardzi swoją żoną. Nikt nie ośmielił się wyciągnąć pomocnej dłoni, w obawie przed gniewem Evandera. Kiedy słońce zaszło za horyzont, pozbawiając świat światła i ciepła, zaczęła ją ogarniać całkowita rozpacz. Wtedy usłyszała głos. Słaby, ale zaskakująco pewny. "Powóz jest gotowy. Chodź." Odwróciła się oszołomiona. Gideon siedział na wózku inwalidzkim zaledwie kilka kroków od niej, a jego sylwetkę spowijała ciemna, luźna szata. Niegdyś przerażający wojownik wyglądał na chudego i wyniszczonego, a jego twarz była blada po latach snu. Kiedy jednak na nią spojrzał, uśmiechnął się. Był to łagodny, delikatny wyraz twarzy. "Czy zechciałabyś zostać na kolację w posiadłości Grimwood?" zapytał. Zamierzała odmówić. Próbowała utrzymać swoje sztywne, arystokratyczne opanowanie. Ale w chwili, gdy otworzyła usta, głos jej się załamał. Łzy spłynęły po policzkach bez ostrzeżenia. Opłakiwała zmarłych braci, królestwo, które zapomniało o poświęceniu jej rodziny, i bolesne zaniedbanie, którego doświadczała każdego dnia. Ból, który pogrzebała tak głęboko, w końcu uwolnił się w nieustępliwym, urywanym szlochu. Legendarny książę nie rzucał pustymi frazesami. Nie zadawał wścibskich pytań. Po prostu westchnął cicho, wyciągnął czystą chusteczkę i podał jej ją. Następnie trwał w milczeniu u jej boku, podczas gdy płakała, aż rozbolała ją klatka piersiowa. Teraz, powróciwszy do teraźniejszości, Oriana zamierzała odwdzięczyć się za tę głęboką, zmieniającą życie dobroć. W jej poprzednim życiu potworne zaniedbania i słaba opieka medyczna sprawiły, że Gideon został trwale sparaliżowany. Do końca swoich dni był przykuty do wózka inwalidzkiego. Tym razem postanowiła osobiście się nim zaopiekować. Nadzorowałaby jego leczenie, pomogłaby mu w pełni wyzdrowieć i upewniłaby się, że znów będzie chodził. Ponadto jego obecny stan nieświadomości zapewniał cenny, niezakłócony czas, którego tak desperacko potrzebowała. Mogła wykorzystać ten spokojny okres, by zaplanować własne ruchy i przejąć pełną kontrolę nad swoją przyszłością. Kiedy w końcu się obudzi, poprosi o cichy rozwód. I tak nie chciałby wymuszonego małżeństwa. Napięta, dusząca cisza w Wielkiej Sali przeciągała się. Król potarł skronie, wyglądając na niezwykle zmęczonego pod swą ciężką, złotą koroną. Wydawało się, że zabrakło mu słów. Przerywając ciszę, królowa zainterweniowała ze spokojem. Pochyliła się w stronę męża, a jej głos był wyważony i pragmatyczny. "Jeśli naprawdę jest zdeterminowana, by poślubić Gideona", zasugerowała królowa, "wówczas być może powinniśmy uhonorować niezaprzeczalną szczerość tej dziewczyny." Król zerknął na żonę, a potem z powrotem na pochyloną sylwetkę Oriany. Wypuścił długie, ciężkie westchnienie. "Niech tak będzie", zadekretował król, a ostateczność jego słów odbiła się echem od kamiennych ścian. "Nie masz już rodziny, która mogłaby cię poprowadzić, a Gideon wciąż jest niedysponowany. Pałac będzie nadzorował wszystkie przygotowania do ślubu." Oriana uniosła głowę, a w jej oczach zalśnił szczery błysk ulgi. "Dziękuję, Wasza Królewska Mość." Po drugiej stronie sali Evander siedział sztywno na swoim miejscu. W jego piersi narastała niewytłumaczalna, drążąca irytacja. Jego ostre spojrzenie utknęło w Orianie. Nawet nie mrugnął. Kalliope przysunęła się do niego, a jej wargi wykrzywiły się w szyderczym grymasie. "Ona chce poślubić Gideona?" mruknęła pod nosem. "Oriana jest naprawdę najgłupszą dziewczyną pod słońcem. Evander, założę się o wszystko, że pożałuje tego w mniej niż tydzień." Evander utrzymał swoją chłodną fasadę. Słaby, arogancki uśmiech przemknął przez jego usta. "Jej nadchodzący, nieuchronny żal nie będzie miał ze mną nic wspólnego." Później tej nocy bankiet dobiegł końca. Oriana wróciła do pustej posiadłości Thorne'ów. Przeszła przez cichy, zarośnięty ogród, mijając milczące cienie swojego domu z dzieciństwa, i weszła do swego dawno opuszczonego pokoju. W chwili, gdy ciężkie, drewniane drzwi zatrzasnęły się, jej sztywna postawa stopniała. Opadła na miękkie łóżko, w końcu zrzucając z siebie miażdżący ciężar minionego wieczoru. Nie musiała już przygotowywać się na chłodne spojrzenia Evandera. Nie musiała znosić jego cichych upokorzeń. Opresyjna atmosfera Skrzydła Następcy Tronu odeszła w niepamięć. Po raz pierwszy od niezliczonych lat Oriana zamknęła oczy i zapadła w głęboki, prawdziwie spokojny sen. Minęło kilka dni. Przytłaczające wyczerpanie wywołane jej odrodzeniem powoli zaczęło słabnąć. Wtedy do posiadłości Thorne'ów przybyła zaufana powierniczka królowej, Irma. Przywitała Orianę ciepłym, formalnym uśmiechem, trzymając opieczętowane zaproszenie. "Jego Królewska Mość powierzył przygotowania do twojego ślubu Jej Królewskiej Mości", wyjaśniła uprzejmie Irma. "Królowa przygotowuje wszystko osobiście. Dziś planuje wybrać pomyślną datę ślubu i ma nadzieję, że przybędziesz do pałacu, by w tym pomóc." Oriana zawahała się lekko. "Nie jestem zbyt dobra w tych sprawach", przyznała. "Jej Królewska Mość może wybrać dowolną datę, którą uzna za stosowną. Nie mam żadnych obiekcji." Irma zaśmiała się cicho i łagodnie. "Nawet proste rodziny konsultują się z panną młodą po tym, jak strona pana młodego wybierze datę", powiedziała. "Powinnaś przyjść, pani. Królowa wspomniała, że nie widziała cię od dłuższego czasu i pragnie zamienić z tobą kilka słów na osobności." Zamienić kilka słów na osobności? Oriana zamilkła. Doskonale wiedziała, że w jej poprzednim życiu królowa nigdy tak naprawdę jej nie lubiła. Nigdy nie były sobie bliskie. Ale ton Irmy był szczery, a odrzucenie bezpośredniego zaproszenia od rodziny królewskiej spowodowałoby niepotrzebne tarcia. Zdała sobie sprawę, że nie może odrzucić tej prośby. Zanim Oriana dotarła do pałacu, późne popołudniowe słońce rzucało długie cienie na jego tereny. Złociste światło rozlewało się po pięknych, brukowanych ścieżkach – ciepłe i delikatne. Oriana szła cicho, utrzymując z szacunkiem spuszczony wzrok, podążając za pałacową służbą w stronę skrzydła centralnego. "Wasza Wysokość." Pełne szacunku powitanie Irmy zabrzmiało nagle, przerywając ciszę. Oriana zamarła w bezruchu. Powoli uniosła głowę. Prosto przed nimi na ścieżce stał Evander. Wysoki i nienagannie ubrany w swą ciemną królewską tunikę. Jego ostre, intensywne spojrzenie utknęło w niej, pełne nieodpartej, badawczej uwagi. Nagłe spotkanie sprawiło, że jej klatka piersiowa zacisnęła się z powodu starych, bolesnych instynktów, ale szybko zdusiła w sobie to uczucie. Oriana zrobiła celowy krok w tył, budując między nimi dystans. Spuściła oczy i złożyła sztywny, formalny ukłon. Nie odezwała się. Grymas Evandera wyraźnie się pogłębił. Zlustrował jej wygląd. W przeszłości, kiedykolwiek odwiedzała królową, zawsze dobierała czas tak, by przechwycić go podczas jego codziennego spaceru. Podbiegała do niego, obdarzając go zdesperowanymi, pełnymi nadziei uśmiechami. Jej ręce zawsze były pełne domowych wypieków lub kunsztownie haftowanych sakiewek, na których tworzenie zarywała noce. Nigdy nie jadł tych potraw. Zawsze je wyrzucał lub oddawał strażnikom. Dzisiaj stała z pustymi rękami. Żadnego pudełka z ciastkami. Żadnego radosnego, przymilnego uśmiechu. Tylko chłodny, zdystansowany ukłon. Natychmiast wyciągnął wnioski. Jej wspaniała, szokująca deklaracja na bankiecie nie była niczym więcej jak skalkulowanym fortelem. Zdesperowaną taktyką, by zwrócić jego uwagę, ponieważ jej zazwyczaj stosowane metody zawiodły. Na bankiecie śmiało twierdziła, że nic do niego nie czuje. A teraz proszę, wędrowała po pałacowych ścieżkach, ewidentnie żałując swoich słów, ale udając, że ruszyła naprzód. Evander wydał z siebie cichy, głęboko kpiący chichot. Zrobił krok bliżej, rzucając wysoki cień na jej drobną sylwetkę. "Naprawdę, Oriano?" zapytał, a w jego głosie zabrzmiała ostra kpina. "To twój pomysł na udawanie niedostępnej?" Jego wzrok wyostrzył się w twarde spojrzenie, gdy od niechcenia zlekceważył to jej rzekome przedstawienie. "Szczerze mówiąc... to trochę nudne."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Udajesz niedostępnego? – Popioły Korony: Oblubienica Śpiącego Boga Wojny | Czytaj powieści online na beletrystyka