Lazurowa Grań była najlepszą dzielnicą w całym Harrington, zbudowaną na jedynej górze w mieście. Z tego powodu nie tylko widoki były tam oszałamiające, ale i powietrze niezwykle świeże.
Ludzie, którzy mogli tam mieszkać, byli albo bajecznie bogaci, albo wpływowi, wywodzący się z wyższych sfer społeczeństwa. Zwykłych śmiertelników nie było stać nawet na opłacenie tam czynszu administracyjnego, a co dopiero na zamieszkanie.
— Panie Sterling, ta... ta rezydencja jest zbyt droga. Nie mogę jej przyjąć!
Julian pośpiesznie oddał klucz Williamowi.
— Oczywiście, że może pan, panie Valenti! Czy moje życie nie jest warte rezydencji? — zauważył William z uśmiechem.
Skoro tak to ujął, Julian nie miał innego wyjścia, jak tylko go przyjąć. Następnie William wyciągnął kartę bankową z dziesięcioma milionami i podał mu ją.
Wiedząc, że nie będzie w stanie odmówić, Julian po prostu schował ją do kieszeni.
W chwili, gdy miał już wyjść, z dołu dobiegł hałas, niemal ogłuszający zgiełk.
Julian lekko zmarszczył brwi.
Widząc wyraz jego twarzy, William natychmiast wezwał menedżera hotelu.
— Co tu się dzieje? Dlaczego jest tak głośno? — zażądał wyjaśnień William.
— Panie Sterling, dziedzic rodziny Morello bierze dziś ślub, a przyjęcie weselne odbywa się w sali bankietowej na drugim piętrze. Stamtąd dobiega ten hałas — wyjaśnił pośpiesznie menedżer.
Dopiero po usłyszeniu tego William postanowił nie drążyć tematu. W końcu hotel prowadził interesy, a hałas był nieunikniony podczas wesela.
— W takim razie będę się zbierał, panie Sterling.
Julian skinął Williamowi dłonią przed wyjściem z prywatnego apartamentu.
Gdy Julian dotarł na dół, przypadkowo natknął się na Luccę, który dumnie kroczył do hotelu z Sashą w ramionach.
Lucca na moment znieruchomiał, widząc Juliana, ale w następnej chwili wybuchnął śmiechem. — Nie spodziewałem się, że naprawdę przyjdziesz na mój ślub, Julianie! Jesteś tu dla darmowego jedzenia i alkoholu?
Rzucając mu lodowate spojrzenie, Julian nie powiedział nic i wyminął go, by wyjść.
— Hej, nie odchodź! — Lucca zagrodził mu drogę, przeciągając słowa z drwiną wymalowaną na twarzy. — Spójrz na swoją byłą dziewczynę. Czyż nie jest teraz piękna? Naprawdę nie masz jej nic do powiedzenia?
W rzeczywistości celowo chciał upokorzyć mężczyznę.
— Nie zawracajmy sobie nim głowy, Luc. Jesteśmy spóźnieni — wymruczała przymilnie Sasha do Lukki, nawet nie zaszczyciwszy Juliana spojrzeniem.
— Nie użeraj się już z tym śmieciem, Lucca. Nie wypada spóźnić się na własny ślub, idźcie pierwsi do sali bankietowej. Ja wyrzucę tego bezwartościowego łajzę! — ponagliła Mina, wtórując Sashie.
Następnie odwróciła się do Juliana i zaatakowała: — Czy możesz przestać nas prześladować? Jesteś tak zdesperowany, że przyszedłeś za nami nawet do hotelu! Myślisz, że moja córka kiedykolwiek spojrzy na kogoś takiego jak ty? Idź i przejrzyj się w lustrze! Wynoś się stąd natychmiast, zamiast robić tu sceny!
Jej reprymenda była zjadliwa i podła, raniąca każdym słowem.
Krewni wokół nich szeptali między sobą, chichocząc i gapiąc się na Juliana.
W tej chwili Julian był tylko pośmiewiskiem, z którego wszyscy drwili.
— Pewnego dnia wszyscy padniecie przede mną na kolana i będziecie mnie błagać!
Powstrzymując płonący w nim gniew, Julian odepchnął blokującego drogę Luccę i ruszył przed siebie.
Lucca zmarszczył brwi. — Zatrzymajcie go! Bez względu na to, czy chcesz być na tym weselu, czy nie, zostaniesz! Chcę, żebyś na własne oczy zobaczył, jak twoja dziewczyna wychodzi za mnie, ty nędzarzu!
Zaledwie to wypowiedział, Salvatore Greco i kilku innych natychmiast zagrodzili drogę Julianowi. Wciąż żywili urazę po tym, jak zostali pobici w jego domu, więc pragnęli zemsty.
Widząc, że groźnie blokują mu przejście, Julian powoli odwrócił się do Lukki. — Jesteś pewien, że chcesz, bym był obecny na twoim ślubie?
— Tak! Chcę, żebyś patrzył i wiedział, że nie jesteś godzien mi się przeciwstawiać!
Lucca uśmiechnął się szyderczo.
— Dobrze więc. Ale ostrzegam cię — jeśli wejdę na twój ślub, dzisiaj się nie ożenisz!
Po tych słowach Julian odwrócił się i wszedł do sali bankietowej na drugim piętrze. Wewnątrz rozstawiono ponad sto stołów.
— Ha ha, chętnie zobaczę, jak zamierzasz to osiągnąć! — Lucca zaśmiał się głośno, ani trochę nie wierząc w jego groźbę. Niemniej jednak, aby zapobiec kłopotom i nie psuć nikomu zabawy, powiedział do Salvatore: — Salvatore, weź kilku ludzi i miej na Juliana oko. Obezwładnijcie go natychmiast, jeśli tylko spróbuje coś zrobić!
— Nie martw się, panie Lucca. Zostaw to mnie!
Salvatore Greco skinął głową, a jego wzrok stał się zimny. „To idealna okazja, by się na nim zemścić!”
W sali bankietowej Julian zajął miejsce w kącie. Goście weselni dziedzica rodziny Morello byli albo bogaci, albo wpływowi, sami prestiżowi ludzie z całego Harrington. Innymi słowy, zwykły człowiek jego pokroju nie był nawet godzien takiego zaszczytu.
Dlatego jego pojawienie się sprawiło, że wielu gości rzucało mu dziwne spojrzenia. W końcu widok zwyczajnie wyglądającego młodego człowieka na tak wystawnym weselu wydawał się nie na miejscu.
Wkrótce jednak informacja o jego tożsamości rozeszła się wśród gości lotem błyskawicy. Wraz z tym liczba skierowanych w jego stronę spojrzeń wzrosła — większość była kpiąca i szydercza, choć znalazło się kilka współczujących.
Julian jednak zupełnie się tym nie przejmował. Siedział samotnie w kącie i z beznamiętną twarzą podjadał przekąski ze stołu.
Tymczasem Salvatore Greco stał za nim z tuzinem ludzi, obserwując go jak jastrząb. W sekundzie, w której wykonałby podejrzany ruch, obezwładniliby go bez wahania.
— Hej, czy to nie Julian Valenti! Kiedy wyszedłeś z więzienia?
Głos ociekający sarkazmem przeciął salę. Julian uniósł głowę i spojrzał w tamtą stronę, dostrzegając mocno umalowaną i wyzywająco ubraną kobietę, która kroczyła w jego stronę. Tuż obok niej szedł młody mężczyzna.
Głos kobiety natychmiast przyciągnął uwagę okolicznych gości. Początkowo sądzili, że Julian jest jedynie byłym chłopakiem panny młodej, który przyszedł zobaczyć ją po raz ostatni, ale nie spodziewali się, że ma za sobą kryminalną przeszłość. To sprawiło, że stali się jeszcze bardziej zaintrygowani.
















