Powrót Smoczego Władcy: Powstanie Ostatniego Kultywatora

Powrót Smoczego Władcy: Powstanie Ostatniego Kultywatora

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 14 Podziemny król
Autor: Aeliana Moreau
6 cze 2026
Kiedy Vito zobaczył, że William się pojawił, uśmiechnął się drwiąco: „Przyszedłeś w samą porę, Sterling! Zabieraj swoją córkę! Dzisiaj na pewno zabiję tego dzieciaka!” Ignorując go, William spojrzał na Juliana i rzekł: „Przykro mi z powodu tego, co pana tu spotkało, panie Valenti”. Jego pełna pokory postawa wprawiła wszystkich obecnych w osłupienie. „To bez znaczenia. Rodzina Morello jest nieistotna, więc nic nie mogą mi zrobić” – odpowiedział mu Julian z nikłym uśmiechem. Jednak ta uwaga ponownie rozwścieczyła Vito. „Dzieciaku, rodzina Morello nie utrzymałaby swojej pozycji w Harrington, gdybym cię dzisiaj nie zabił!” Po tych słowach zwrócił się do swoich kilkudziesięciu ochroniarzy: „Ktokolwiek go zabije, otrzyma nagrodę w wysokości miliona!” W chwili, gdy usłyszeli o nagrodzie pieniężnej, w ich oczach błysnęła chciwość i wszyscy zaczęli zacierać ręce w oczekiwaniu. „Chcę tylko zobaczyć, kto odważy się wykonać choć jeden ruch! Nie zapominajcie, że to mój teren i mój hotel!” – huknął William. Gdy tylko padły te słowa, przybyło kilkudziesięciu kolejnych strażników. Przybiegł również kamerdyner rodziny Sterling, z czołem zroszonym potem. „Przekazałem już pana rozkazy, panie Sterling! Ochroniarze z posiadłości Sterlingów i wszystkich innych posiadłości są już w drodze. Ludzie z głównej rezydencji będą tu lada chwila!” – zameldował kamerdyner Williamowi. William skinął głową na znak przyjęcia wiadomości, a kamerdyner wycofał się na bok. W międzyczasie Vito natychmiast zmarszczył brwi, słysząc raport kamerdynera. „Planujesz toczyć ze mną wojnę tylko przez tego dzieciaka, Williamie?” „Vito, jeśli upierasz się przy zabiciu pana Valentiego, nie mam nic przeciwko walce z rodziną Morello. Myślisz, że będę się ciebie bał?” – oświadczył nieustraszenie William. Rodziny Sterling i Morello miały wyrównany potencjał, więc obie strony z pewnością poniosłyby ciężkie straty, gdyby doszło do starcia. Wszyscy goście wycofali się na bezpieczną odległość, myśląc w duchu: „Jeśli rodziny Sterling i Morello zaczną się bić, na pewno skorzystają na tym inne rody!” Twarz Vito stała się jaskrawoczerwona, a morderczy zamiar w jego oczach przybrał na sile. „Zmuszasz mnie do tego, więc nie miej pretensji, jeśli nie okażę ci uprzejmości, Williamie! Zapomniałeś o jednym – pan Leone jest winien rodzinie Morello przysługę!” Gdy tylko padły te słowa, wyraz twarzy Williama zmienił się, a w jego oczach pojawił się cień paniki. Nawet goście wokół nich zadrżeli na dźwięk tego nazwiska, a po ich plecach przeszedł dreszcz. Tak zwany pan Leone to Thomas Leone, głowa Bractwa Templariuszy. W rzeczywistości był on prawdziwym królem podziemia całego Harrington. W Harrington krążyło dobrze znane powiedzenie ilustrujące potęgę Bractwa Templariuszy: „Nawet jeśli obrazisz Kostuchę, nigdy nie występuj przeciwko Bractwu Templariuszy!” Jako przywódca Bractwa, Thomas był postacią, która jednym tąpnięciem nogi mogła wywołać wstrząs w całym mieście. Widząc przerażenie na twarzy Williama, Vito wybuchnął śmiechem. „Udam, że nic się nie stało, jeśli teraz wyjdziesz ze swoimi ludźmi, Williamie! Nie zmuszaj mnie do dzwonienia do pana Leone!” Kącik oka Williama drgnął; zawahał się, ponieważ nazwisko Thomasa było zbyt potężne. Rodzina Sterling nie mogła sobie pozwolić na zadarcie z nim. „Sam poradzę sobie ze swoimi problemami, panie Sterling. Proszę wyjść ze swoimi ludźmi” – ponaglił Julian, widząc wahanie mężczyzny. Zaciskając zęby, William stwierdził: „Uratował pan moje życie, panie Valenti. Czy nie obraża mnie pan, mówiąc coś takiego? Jeśli dojdzie do walki, każę Jolene uciekać razem z panem. Ani Thomas, ani Vito nie odważą się mnie zabić”. „Tato...” Jolene mocno chwyciła go za rękaw. „Jolene, po ucieczce z panem Valentim udajcie się do tajnej komnaty w posiadłości Sterlingów. Czekajcie, aż wszystko się uspokoi, zanim wyjdziecie” – poinstruował ją William. „Więc jaka jest twoja decyzja, Williamie? Chcesz, żebym fatygował pana Leone?” – zażądał odpowiedzi Vito, widząc, że William wciąż nie zajął jasnego stanowiska. „Będę bronił pana Valentiego do samego końca, Vito!” – odpowiedział William z niezłomną determinacją wypisaną na twarzy. „Dobrze! Podziwiam twoją odwagę!” Zaciskając szczękę, Vito natychmiast zadzwonił do Thomasa. W rzeczywistości nie chciał wykorzystywać tej przysługi, ponieważ była ona zarezerwowana na czas, gdy rodzina Morello znajdzie się w beznadziejnej sytuacji. Dawno temu jego ojciec pozwolił Thomasowi przenocować u nich, gdy szalała ulewa. Wtedy młody człowiek powiedział, że jest winien rodzinie Morello przysługę i mogą się do niego zwrócić w dowolnym momencie. Rodzina Morello początkowo miała nadzieję wykorzystać ją podczas wielkiego kryzysu, ale Vito nie chciał pogodzić się z porażką i nie zabić Juliana tego dnia. Poza tym, rodzina Morello stałaby się pośmiewiskiem. Z tego powodu zdecydował się spłacić dług wdzięczności i poprosić Thomasa o przybycie. Wkrótce po wykonaniu telefonu usłyszano falę ciężkich kroków. Wiele osób wyjrzało przez okno i natychmiast oniemiało z wrażenia. Mężczyźni w czarnych garniturach, trzymający maczety, otoczyli Grand Sterling. Były ich setki, a wszyscy emanowali morderczą aurą. Na widok tego obrazu Williama przytłoczyła czysta rozpacz. „Szlag! Wygląda na to, że pan Valenti nie uniknie dzisiaj śmierci!” Klik! Drzwi sali bankietowej otworzyły się na oścież. Do środka wpadło ponad dwudziestu barczystych mężczyzn w garniturach, mierzących po metr dziewięćdziesiąt, z chłodnym wyrazem twarzy. Stanęli w dwóch rzędach z wysoko uniesionymi głowami i wypiętymi pierśiami, tworząc proste linie. „Witamy, panie Leone!” – zawołali chórem, a ich głosy były tak donośne, że żyrandol pod sufitem zadrżał. „Łał! Cóż za widowisko!” „Zgodnie z oczekiwaniami wobec pana Leone!” „Trzymajmy języki za zębami, żeby nie stracić życia...” Tłum szeptał między sobą, ale wkrótce wszyscy umilkli. Wszyscy skierowali wzrok w stronę drzwi. Chwilę później pewnym krokiem wszedł mężczyzna w średnim wieku, około pięćdziesiątki, ubrany w dopasowany garnitur i skórzane buty. Skórzane buty lśniły tak mocno, że mogłyby odbijać twarz. Tą osobą był nikt inny jak król podziemia Harrington i głowa Bractwa Templariuszy, Thomas Leone. „Panie Leone” – przywitał go z szacunkiem Vito, pospiesznie ruszając do przodu. „Jestem niezwykle zajęty. Kogo chcesz zabić?” – zapytał bez ogródek Thomas. Wskazując na Juliana, Vito odpowiedział: „Jego!” Thomas omiótł Juliana wzrokiem i zobaczył, że mężczyzna jest ubrany zwyczajnie i jest nieco szczupły. „Nie ma w nim nic szczególnego. Zastanawiam się, dlaczego Vito chce go zabić”. Zaczął iść w stronę Juliana. William i Jolene stanęli przed Julianem, drżąc, gdy patrzyli na zbliżającego się mężczyznę. „Z drogi!” – rozkazał Thomas z grymasem, widząc, że blokują mu przejście. Po tych dwóch słowach i przytłaczającej aurze, którą emanował, William i Jolene poczuli się tak osaczeni, że z trudem mogli oddychać. Widząc to, Julian położył dłonie na ich ramionach. „Proszę się odsunąć, panie Sterling i panno Sterling. Sam zajmę się swoimi sprawami”. Odsunął ich na bok, po czym zrobił krok do przodu, stając twarzą w twarz z Thomasem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 14 Podziemny król – Powrót Smoczego Władcy: Powstanie Ostatniego Kultywatora | Czytaj powieści online na beletrystyka