Punkt widzenia Avery
Jeden z samotników parsknął szyderczo, nawet nie patrząc, kto stoi za nim. – Odwal się, chłopie. Idź znaleźć sobie własną dziewczynę...
– Czekaj. On nie jest... – wyjąkał inny.
Wszyscy samotnicy przenieśli uwagę na mężczyznę za nimi.
Zobaczyłam stojącą tam postać, całą w czerni. Jego wzrost i szerokie ramiona emanowały siłą i mocą.
Wyglądał na jeszcze potężniejszego niż Ryan, który i tak był już silnym Alfą, ale w ciemności nie mogłam dostrzec jego twarzy.
– Powiedziałem, zostawcie ją w spokoju. Nie zmuszajcie mnie, żebym powtarzał to po raz trzeci – mężczyzna ponownie ostrzegł samotników.
– Cholera, spadamy stąd... – Samotnicy cofnęli się potykając, mrucząc pod nosem przekleństwa, a następnie rzucili się do ucieczki.
A potem zapadła cisza.
Teraz byłam z nim sama. Stąd mogłam wyczuć, że on również był w rui. Czułam, że mnie do niego ciągnie jak ćmę do ognia.
Przez ułamek sekundy w moim umyśle rozdzwoniły się dzwonki alarmowe. Czy zamieniłam jedną watahę drapieżników na jeszcze bardziej niebezpieczną?
Wtedy zaczął iść w moim kierunku. Z każdym jego krokiem odurzający zapach stawał się gęstszy, kusząc mnie, w miarę jak się do siebie zbliżaliśmy.
– Moja – powiedział nieznajomy, podczas gdy jego ramiona oplotły moją talię, posyłając wzdłuż mojego kręgosłupa uderzenia słodkich jak miód błyskawic.
Przełknęłam ciężko ślinę. Był nieodparty.
Moje palce chwyciły jego przedramiona, ale jego żar, gdy przycisnął mnie do siebie... O mój Boże.
Mój puls wciąż tętnił dziko, ale teraz bił w rytm jego serca.
Zdałam sobie sprawę, że kurczowo trzymam się jego ramion, zamiast go odepchnąć.
Jedna z jego dłoni przesunęła się od mojej talii w górę boku i spoczęła z boku mojej szyi.
Następnie pochylił moją twarz w stronę księżyca, a jego usta zdobyły moje w uderzeniu piekącego pioruna.
Co za pocałunek! Wzięłam ostry wdech i rozchyliłam wargi, pozwalając mu wziąć ze mnie jeszcze więcej.
Iskry napięcia przemknęły po moich nerwach, gdy jego usta i język zawładnęły moimi.
Nikt nigdy wcześniej mnie tak nie całował!
Czas rwał się w urywanych oddechach i gorącu.
Jego usta i dłonie rozniecały pożar na mojej skórze, i niżej.
Wiłam się, gdy jego dłonie rozchyliły moje ubranie, a potem jęknęłam, gdy zanurzył palce między moimi nogami, gdzie moje wnętrze było mokre i gotowe.
Już dawno przekroczyliśmy wszystko, co kiedykolwiek robiłam z Ryanem.
Odkryłam, że nic mnie to nie obchodzi. Liczył się tylko ten mężczyzna. Tylko on miał teraz znaczenie.
Księżyc nade mną zatańczył mi przed oczami, gdy zatraciłam się we mgle rozkoszy i doznań.
Nie mogłam się nim nasycić. Nic nigdy nie smakowało lepiej. Nikt nigdy mnie tak nie dotykał...
Byłam w jego ramionach płynnym światłem księżyca, gdy rozbierał mnie w ciemności.
Rozpięłam jego ubranie, pragnąc poczuć jego skórę na swojej.
Jego usta sunęły po moim ciele, jakby mnie wielbił. Dźwięki, które wydawał, dotykając mnie wszędzie, były szczodrą pochwałą.
– Moja – powtórzył z warknięciem, gładząc moją skórę i słuchając moich okrzyków rozkoszy, gdy przesunął się za mnie.
Jego dłonie pieściły całe moje ciało, i poczułam, jak napiera na moje wejście. Rozchyliłam się dla niego jeszcze szerzej, tak bardzo go potrzebowałam. Ruja łączenia podpaliła mnie żywym ogniem.
A potem był już we mnie.
Brał mnie.
Rozkosz we mnie narastała, aż osiągnęła apogeum, gdzieś z oddali zawył wilk.
Oparliśmy się o siebie po naszym pierwszym złączeniu. Był silny i paląco gorący, gdy oparłam się plecami o jego klatkę piersiową, a on powoli nadal poruszał się we mnie; nasze ciała były ze sobą złączone.
Składał delikatne pocałunki na czubku mojej głowy, a potem znów odnaleźliśmy naszą namiętność, łącząc się ponownie i ponownie.
Kiedy w końcu się rozdzieliliśmy, to tylko po to, bym tym razem mogła na niego usiąść z góry.
Całował mnie wzdłuż linii szczęki, podczas gdy jego dłonie chwyciły mnie za biodra i uniosły na jego kolana, wnikając we mnie. Kołysałam na nim biodrami, czując go głęboko w sobie.
Jego paznokcie drapały moje plecy, gdy pode mną wydawał dźwięki aprobaty.
Ujeżdżałam go z zapałem.
Uniósł się, aby jego usta zajęły moje, podczas gdy dłonie pieściły każdą cząstkę mojego ciała, a on szeptał w moją skórę słodkie, niemal modlitewne pochwały.
Czułam się bezcenna i piękna w świetle jego zachwytu.
Wtedy przewrócił mnie na plecy i zanurzył się we mnie gwałtownie, zniewalając moje usta swoimi.
Kiedy jego głowa znów opadła na moją szyję, poczułam nagłe ukłucie bólu, po którym nadeszło jeszcze więcej rozkoszy.
Miałam wrażenie, że eksploduję od doznań, gdy we mnie uderzał. Poruszaliśmy się razem w ostatecznym szczytowaniu i eksplodowaliśmy wspólnie, wykrzykując głośno w podwójnym, zsynchronizowanym orgazmie.
Nie wiedziałam, kim był, ale w agonii rui nic mnie to nie obchodziło. Był idealny.
Byłam jego. On był mój. Pasowaliśmy do siebie idealnie.
Tylko to miało znaczenie.
Obudziłam się na zroszonej trawie w przedświtowej ciemności.
Mój nieznajomy leżał za mną, tuląc mnie w swoich silnych ramionach.
Nie mogłam dostrzec jego twarzy w mroku, ale delikatnie obrysowałam palcami kontury jego szczęki.
Kim jesteś? – zastanawiałam się. Kimkolwiek był, cechowała go potężna siła.
Nie mogłam uwierzyć, że moje pierwsze złączenie odbyło się z samotnikiem w lesie. Trudno było mi odczuwać żal, skoro było tak wspaniale.
– Dziękuję, że mnie obroniłeś – wyszeptałam w jego śpiący policzek. – I dziękuję, że pokazałeś mi rozkosz.
Powoli odsunęłam się od niego i ubrałam, krzywiąc się na ból obolałych mięśni i innych miejsc, które pozostały wrażliwe po tym, co zrobiliśmy. Na to wspomnienie lekko się zarumieniłam. Było cudownie, ale teraz stanie się to moim sekretnym skarbem, który zatrzymam dla siebie na zawsze.
Gdy nad lasem zaczął świtać dzień, ostrożnie odeszłam, nie budząc go.
Wróciłam do domu tak szybko, jak to było możliwe.
Słyszałam moją rodzinę głośno rozmawiającą w salonie, kiedy próbowałam bezszelestnie przemknąć korytarzem do mojego pokoju.
– Dziedzic Alfy to nie lada gratka, Zaro – mówił mój ojciec z dumą, jakiej nigdy nie okazywał wobec mnie.
– Pomyśl tylko, jaki prestiż przyniesie to naszej córce! – zachwycała się moja macocha. To ona nazywała mnie kłamczuchą, oskarżając mnie o udawanie, że mam wilka, i zachęcała innych do znęcania się nade mną.
Można by pomyśleć, że mój ojciec, jako Gamma i wojskowy koordynator naszego stada, uznałby to za zniewagę dla swojej rodziny.
Zamiast tego, nienawidził mnie za sprowadzanie negatywnej uwagi na nasz dom. Obwiniał mnie za to, co uważał za utratę prestiżu naszej rodziny.
Podczas gdy wszyscy wydawali się pochłonięci świętowaniem połączenia Zary z Ryanem, przekradłam się po schodach do mojego pokoju.
Na szczęście nikt nie zauważył, że nie było mnie całą noc.
Po nocy spędzonej na kochaniu się na leśnej ściółce wyglądałam jak nieszczęście i rozpaczliwie potrzebowałam prysznica.
Kiedy się rozebrałam, westchnęłam głośno na widok śladu po ugryzieniu na mojej szyi.
Jak on mógł mnie naznaczyć?
Gdyby ktokolwiek zobaczył ten znak, byłabym skończona.
Zostanie naznaczoną przez obcego samotnika spoza naszego stada bez zgody naszego Alfy było uważane za zdradę. Musiałam go ukryć.
Z hukiem drzwi do łazienki otworzyły się na oścież.
– Nie wiedziałam, że jesteś już w domu, człowieku. – Zara weszła do środka, emanując złośliwą radością.
Rozpaczliwie próbowałam zakryć dłonią znak na szyi, ale zauważyła ten ruch.
– Co tam ukrywasz? – Zara przeszła przez pokój i brutalnie szarpnęła w dół moje ramię.
– Znak połączenia! – Zaśmiała się okrutnie.
– Tato! Mamo! – krzyknęła Zara w kierunku salonu na dole.
– Proszę cię, Zaro, nie! – błagałam.
– Żałosny człowiek został przez kogoś naznaczony i miał czelność ukryć to przed nami!
















