Punkt widzenia Avery
Przekręcenie klucza w moich drzwiach wydawało się nieprzyzwoicie głośne.
Kiedy Zara weszła do środka, na jej twarzy malował się wyniosły i zadowolony wyraz. Ścisnęło mnie w żołądku. To nie zwiastowało niczego dobrego.
– Masz szczęście. Pożyjesz trochę dłużej – poinformowała mnie, zrzucając stertę ubrań na łóżko. – Decyzja w sprawie twojego małżeństwa już zapadła.
A więc tak. Znaleźli jakiegoś pechowego, ale usłużnego wilka, na którego mogli mnie wcisnąć.
Próbowałam wzbudzić w sobie jakąś emocję, ale czułam wyłącznie ulgę, że nie zginę.
Aż powiedziała mi, kim on był.
– Wyjdziesz za Alfę Gideona – zapiała Zara z triumfem w głosie.
Fala paniki przemknęła przez moje ciało. Moje palce drżały, zaciskając się na kocu.
To niemożliwe! Ten mężczyzna był bezwzględny! Równie dobrze mogłabym po prostu zginąć!
Zara spojrzała na moją bladą twarz i wybuchnęła śmiechem.
– O tak, jesteś jedyną kobietą, z którą zgodził się wziąć ślub. – Podeszła do łóżka, na którym siedziałam, i postawiła mnie na nogi. – Wstawaj, przyszła panno młoda! To twój szczęśliwy dzień! – zakpiła.
Kiedy mnie podnosiła, gorączkowo chwyciłam ją za ramię.
– Zaro, jeśli odkryje, że zostałam naznaczona, zabije mnie – błagałam.
– Właściwie, nie naznaczy cię, bo ma już naznaczoną partnerkę. Kto wie, co się z nią stało! Założę się, że spodoba ci się ten cały dramat. – Moja przyrodnia siostra roześmiała mi się w twarz. – A jeśli jakimś cudem dowie się, że zostałaś naznaczona, po prostu sama się zabij, zanim zdąży cię zamęczyć na śmierć.
Zara chwyciła moją szczotkę do włosów z toaletki i zaczęła rozczesywać supły w moich włosach. Skręciła moje włosy w kok na czubku głowy i spięła go klamrą. Następnie podała mi wizytową suknię ze sterty ubrań, które ze sobą przyniosła.
– Ubieraj się. Twój narzeczony czeka, a nie wygląda na cierpliwego człowieka.
Kiedy skończyła mnie szykować, nie mogłam rozpoznać kobiety wpatrującej się we mnie z lustra. Drapowany, mieniący się jedwab sukni sugestywnie przylegał do mojego ciała, a krzykliwe zdobienia z koralików i wysoki kołnierz sprawiały, że cała kreacja wyglądała na „zbyt desperacką”.
Zawsze wolałam proste style, które nie rzucały się tak w oczy. Suknia tego rodzaju nigdy nie byłaby czymś, co wybrałabym dla siebie sama.
Jak i nic z tego wszystkiego.
Będziesz mogła poużalać się nad sobą później. Jeśli przeżyjesz.
Zara z satysfakcją przyjrzała się swojemu dziełu.
– Cóż, nikt nie będzie miał wątpliwości, dla kogo jesteś przeznaczona – Uśmiechnęła się z wyższością. – Chodźmy.
Mrużyłam oczy od słońca, gdy wyszłyśmy z domu. Minęły wieki, odkąd ostatni raz czułam słońce na twarzy i wiatr na skórze. Bardziej bym się cieszyła ze swojej wolności, gdybym nie czuła się tak, jakbym zmierzała na własny pogrzeb.
Ścieżka prowadząca do sali ceremonialnej była wysadzana członkami naszej watahy. Kręcili się nerwowo, a w powietrzu unosiło się gęste oczekiwanie. Zobaczyłam Lillian, moją przyjaciółkę, która wpatrywała się we mnie z troską.
– Avery! – Lillian podbiegła do mnie, kiedy mijałyśmy jej miejsce. – Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – wyszeptała.
Byłam poruszona jej troską. Lillian jako jedna z nielicznych członków stada nigdy nie oceniała mnie za to, że nie potrafiłam wezwać swojego wilka. Zawsze była dla mnie miła i w miarę możliwości przynosiła mi wieści o mojej mamie.
Chciałam powiedzieć jej o wszystkim, ale to naraziłoby i ją na niebezpieczeństwo. Choć czułam, że tak naprawdę nie mam żadnego wyboru, mogłam chociaż zdecydować, by nie narażać nikogo innego.
Zamiast tego mocno ją przytuliłam, próbując włożyć w ten uścisk całą moją wdzięczność i przyjaźń, po czym poszłam dalej. Została z tyłu, z oczami pełnymi pytań, ale nie poszła za mną.
– Mądry z ciebie człowiek – zaśmiała się Zara pod nosem, gdy szłyśmy dalej – że trzymasz buzię na kłódkę. Niech wilki przejmą gadanie, co?
Znajomy mężczyzna wszedł nam w drogę. Widok jego przystojnej sylwetki przeszył moje serce bólem ostrym jak lód. Może pewnego dnia nie będzie bolało patrzeć na niego i przypominać sobie, jak głupio go kochałam i jak mu wierzyłam.
Kiedy się zbliżyłyśmy, Ryan wyprostował ramiona i spojrzał na mnie z pogardą.
– Jakże szybko się zmieniłaś, Avery. – Powiedział złośliwym, chłodnym tonem. – Nie zajęło ci wiele czasu, by przylgnąć do kolejnego Alfy.
Był taki czas, kiedy Ryan twierdził, że dba o moje dobro. Jakże szybko zmienił się mężczyzna, którego myślałam, że znam.
A teraz oskarżał mnie o fałsz? Gniew na ten podwójny standard aż gotował się pod moją skórą.
– Cóż, ty byś akurat wiedział wszystko o zdradzie – warknęłam w odpowiedzi. – Jeśli czyjekolwiek zaufanie zostało źle ulokowane, to z całą pewnością moje.
Przeniosłam wzrok z niego na Zarę. – Gratulacje, wy dwoje naprawdę jesteście dla siebie stworzeni.
Szczęka Ryana się zacisnęła, a on sam ze wstydem odwrócił wzrok. Miałam nadzieję, że teraz przypominał sobie wszystkie chwile, w których okazywałam mu swoją lojalność. Miałby wielkie szczęście, gdyby dostał chociaż w połowie tyle samo od swojej nowej partnerki.
Zara parsknęła. – Och, nie daj się zwieść tym jej niewinnym bzdurom. Nie jest wcale taką bezradną ofiarą.
Wsunęła palce pod klapy marynarki Ryana, oparła się o niego i szepnęła: – Była tak zdesperowana, żeby się na tobie odegrać, że pozwoliła naznaczyć się komuś innemu!
– CO?! – ryknął Ryan i wyciągnął po mnie ręce. Próbowałam się odwrócić, ale chwycił mnie za wysoki kołnierz sukienki i brutalnie za niego szarpnął.
Delikatny jedwab i zdobienia z koralików nie miały szans w starciu z siłą dziedzica Alfy. Moja sukienka rozerwała się aż do obojczyka, odsłaniając szyję.
– Zaraz... znak zniknął... – spytał zdezorientowany Ryan. – Zagoiła się aż tak szybko?
Zara również zdawała się być zdziwiona, zaciskając dłoń na mojej szyi jeszcze mocniej.
Nagle ból ustąpił, a uścisk Zary zelżał. Spojrzałam w górę i zobaczyłam masywną, ciemną postać górującą nad nami, wyraźnie odcinającą się na tle zachodzącego słońca.
Było w nim coś znajomego.
Początkowo nie mogłam dostrzec jego twarzy, ale jego aura Alfy była groźnie namacalna, gdy jednym niedbałym ruchem odepchnął od siebie Ryana i Zarę.
Nieznajomy odwrócił się twarzą do mnie, a ja byłam wprost powalona jego przystojnym wyglądem.
Powinnam mu podziękować.
– Dziękuj... – zaczęłam, ale mężczyzna mi przerwał.
– Więc ty jesteś moją wybraną narzeczoną... – Jego oczy się zwęziły. – Ale dlaczego obiło mi się o uszy, że zostałaś naznaczona?
















