Perspektywa Avery
W chwili, gdy w ostrożnym uścisku moich szczypiec wyrwałam srebrny grot z wilczego mięsa, Gideon się przemienił. Sierść i kości zafalowały w mdłym, niepokojącym złudzeniu optycznym transformacji, przypominającym soczewkę rybiego oka, a potem Gideon kucał już na leśnym poszyciu obok mnie.
– Avery – powiedział.
Mógłby się tak ze mną witać, mijając mnie na ulicy. Jego ton był zwodni
















