Odwróciła się i próbowała odejść. Jednak Dominic przyciągnął ją do siebie i brutalnie wepchnął do samochodu.
Upadając, Seraphina uderzyła głową o siedzenie. Zmarszczyła brwi, a jej twarz wykrzywił grymas bólu. Rozjuszona, posłała Dominicowi wściekłe spojrzenie.
— Panie Vance, w ogóle się nie znamy, więc nie powinien pan mieszać się w moje sprawy — zauważyła.
Uważała zachowanie Dominica za niedorzeczne. Była mu wdzięczna za ocalenie, ale czuła, że on nią gardzi.
„Jeśli patrzy na mnie z góry, to nie musi mnie ratować. Mógł mnie zostawić w spokoju. Dlaczego najpierw mnie ratuje, a potem tak traktuje?”
Dominic wsiadł do samochodu i polecił szoferowi: — Do...
Nagle zdał sobie sprawę, że nie wie, gdzie mieszka Seraphina. Zapytał chłodno: — Gdzie mieszkasz? Podwiozę cię.
Całkowicie zignorował jej wcześniejszą uwagę.
Seraphina powoli usiadła, a na jej pięknej twarzy pojawił się ironiczny uśmiech.
— Panie Vance, czy pan mnie nie zrozumiał? Nie potrzebuję podwózki, chcę, żeby mnie pan wypuścił — odpowiedziała.
Mówiąc to, wykonała ruch, by wysiąść, ale Dominic mocno chwycił ją za rękę i skarcił: — Seraphina, pomyśl chociaż o swojej córce! To taka urocza dziewczynka, a ty pracujesz w tak niebezpiecznym miejscu. Jeśli coś ci się stanie, co z nią będzie?
Na wspomnienie o dzieciach Seraphina jeszcze bardziej się wzburzyła i warknęła: — Tak, właśnie taką osobą jestem! Nie tylko nie poszłam na studia, ale jeszcze zaszłam w ciążę w wieku osiemnastu lat! Na dodatek jestem tak marną matką, że moje dzieci muszą cierpieć przeze mnie. W twoich oczach jestem dnem, więc patrzysz na mnie z góry... Ale nie prosiłam cię o pomoc, więc proszę, przestań mnie pouczać.
Wyrwała się z uścisku Dominica i gwałtownie otworzyła drzwi samochodu, pewnym krokiem ruszając w stronę Velvet Lounge.
Dominic wyciągnął papierosa i zapalił go. Patrząc, jak kobieta odchodzi wzburzona, zaciągnął się dymem.
Oparł się o fotel, wypuszczając dym z ust.
Sam nie wiedział, co w niego wstąpiło. Za każdym razem, gdy widział cierpienie Seraphiny, czuł ukłucie w sercu i niewytłumaczalną chęć pomocy. Tak było tym razem i poprzednim.
Zmarszczył mocno brwi na myśl o tym, że oskarżyła go o patrzenie na nią z góry.
— Hm! — parsknął, po czym rozkazał szoferowi: — Jedź do domu.
Szofer wstrzymał oddech. Choć Dominic bywał apodyktyczny, to był pierwszy raz, kiedy wprowadził kobietę do swojego samochodu. Seraphina była zachwycająca, choć nieco porywcza.
„Ta kobieta ma naprawdę tupet, żeby tak wrzeszczeć na pana Vance’a. Nigdy nie widziałem, żeby ktokolwiek tak się przy nim zachowywał”.
— Tak jest, panie Vance — odpowiedział.
Gdy Seraphina wróciła do Velvet Lounge, zabrała swoje rzeczy, zamierzając wyjść po przebraniu się. Po takiej scenie wiedziała, że nie może już dłużej zostać w klubie.
Po zmianie ubrania wzięła torebkę i skierowała się do garderoby.
Jej bliska przyjaciółka, Clara Miller, podeszła do niej i mocno ją uściskała.
— Sera, już wychodzisz? Jest jeszcze wcześnie, może zostaniesz trochę dłużej? — zasugerowała Clara.
W ręku trzymała papierosa. Clara miała gęste, falowane włosy do ramion i obcisłą czerwoną sukienkę, która podkreślała jej kształty. Mocny makijaż dopełniał całości; stała tam, zaciągając się dymem, będąc ucieleśnieniem uwodzenia.
Seraphina zapytała: — Co powiedział menedżer? Czy jestem zwolniona?
Choć była filarem Velvet Lounge, zdawała sobie sprawę, że nie okażą jej litości za wywołanie zamieszania.
Clara tylko się uśmiechnęła i odparła: — Idź i sprawdź sama. Ale Sera, od kiedy ty znasz takie szychy?
Seraphina była niemal pewna, że zostanie zwolniona. Psychicznie przygotowała się nawet na lanie. W Velvet Lounge niepisaną zasadą było, że klient ma zawsze rację, a jego słowo jest prawem. Ona jednak dzisiaj jednemu podpadła. Wiedziała, że nie ujdzie jej to płazem.
Przy wejściu do garderoby zebrał się tłum. Byli to pracownicy klubu. Niektórzy, jak Clara, zajmowali się sprzedażą alkoholu. Inni, jak Seraphina, odpowiadali za występy na scenie.
Widząc, że Seraphina się pojawiła, wszyscy zaczęli ją wołać: — Panno Fawn.
Menedżerka podeszła i objęła Seraphinę ramieniem.
— Panno Fawn, proszę o nas pamiętać i wpadać z wizytą. Niech pani nie będzie obca! Pani wypłata zostanie naliczona za wszystkie dni pracy. A tak przy okazji, czy jest pani blisko z panem Vance’em? Mogłaby pani szepnąć o nas dobre słowo? — zapytała.
















