Seraphina nie chciała zdradzać tego Vivian, lecz Chloe była bardzo gadatliwym dzieckiem. Zanim Seraphina zdążyła ją powstrzymać, mała wszystko z siebie wyrzuciła.
Wargi Vivian drżały; słuchając Chloe, była zszokowana do głębi.
– Trojaczki? Czy to nie niesamowite? Czekaj, nie. Powinnam być pod wrażeniem tego starucha. Nic dziwnego, że jesteś ubrana w tak marne łachy. Wychowanie trójki dzieci musi cię kosztować majątek, zgadza się?
Na tę myśl Vivian uśmiechnęła się z wyższością. Co z tego, że żyje? Nie boję się jej.
Chloe dostrzegła pogardliwe spojrzenie Vivian. Potem zerknęła na wyraz twarzy swojej mamy. Miała przeczucie, że Vivian nie jest przyjaciółką Seraphiny.
Chloe wydęła wargi. – Sera, czy ona nie jest twoją przyjaciółką? Dlaczego patrzy na ciebie w tak niemiły sposób?
Seraphina spojrzała na córkę. Nie chciała, aby Chloe była świadkiem tej sceny.
Choć bardzo nienawidziła Vivian i jej matki, Seraphina nie chciała, by trójka jej dzieci odziedziczyła po niej tę nienawiść. Zależało jej, aby dorastały w zdrowiu i szczęściu.
– Jedz, Chloe. Nie znam jej, więc nie rozmawiajmy z obcymi.
Chloe była posłusznym dzieckiem, więc posłuchała słów Seraphiny i po chwili w milczeniu skupiła się na jedzeniu.
Tego dnia Vivian była w świetnym nastroju, dopóki nie wpadła na Seraphinę. Nigdy by się nie spodziewała, że ona wciąż żyje. Świadomość tego wywołała w niej panikę.
Mimo to Vivian nie przejęła się zbytnio obecnością Seraphiny. Sądząc po jej obecnym stanie, miała wystarczająco dużo problemów z przetrwaniem, a co dopiero z szukaniem zemsty na Vivian i jej matce. Seraphina w niczym już nie przypominała najstarszej córki prestiżowej rodziny Stirlingów.
Przypomniawszy sobie, że w każdej chwili może się tu zjawić Dominic, Vivian postanowiła nie tracić więcej czasu na rozmowę z Seraphiną i jej córką, ponieważ uznała, że to byłoby żenujące, gdyby Dominic zobaczył, jak zadaje się z takimi ludźmi z nizin.
Dlatego przeczesała włosy palcami i opanowała się, po czym przybrała uwodzicielski uśmiech.
– Smacznego, Seraphino. Na pewno zaproszę cię na mój ślub, więc koniecznie weź ze sobą całą trójkę dzieci. W dniu mojego ślubu będzie jeszcze więcej pysznego jedzenia. – Czując dumę, Vivian dodała piskliwym głosem: – Wychodzę za mąż za dziedzica najpotężniejszej rodziny w Port Kingsley, Dominica Vance'a. Nie sądzisz, że moje życie jest o wiele lepsze od twojego? Hahaha!
Następnie odeszła, pękając z dumy.
Tymczasem twarz Seraphiny stopniowo spochmurniała. Vivian i jej matka wyrządziły jej krzywdę i wrobiły ją, gdy miała osiemnaście lat, co doprowadziło do tego, że zaszła w ciążę. Ostatecznie nie potrafiła znieść myśli o aborcji, więc nigdy nie miała szansy na studia.
Przez ostatnie sześć lat każdego dnia pracowała niezwykle ciężko, by opłacić koszty wychowania trójki dzieci.
Chciała się zemścić i pragnęła zobaczyć, jak ten podły duet matki i córki cierpi w piekle, lecz nie miała ku temu środków. W tamtej chwili przytłoczyło ją nagłe poczucie bezradności i krzywdy.
W przeciwieństwie do jej opłakanego stanu, Vivian zamierzała poślubić najbardziej wpływowego mężczyznę w Port Kingsley. Seraphinie trudno było pogodzić się z tym okropnym uczuciem.
Czuła, że Bóg był wobec niej niesprawiedliwy, skoro ci, którzy dopuszczali się okropnych rzeczy, zostali nagrodzeni błogosławionym życiem.
– Wciąż pani tu jest, panno Stirling!
Z tyłu rozległ się głos Colina. Następnie powiedział do stojącego obok niego przystojnego mężczyzny: – Panie Vance, to jest panna Stirling, która oddała panu wcześniej płaszcz.
Colin pokazał Dominicowi torbę, którą trzymał w dłoni. Dopiero wtedy Dominic zerknął na dwie osoby siedzące przy stoliku.
Zauważył, że Seraphina ma na sobie beżowy sweter i niebieskie dżinsy. Jej strój był prosty, ale w porównaniu z jej mizernym wyglądem tamtego dnia w szpitalu, Dominic uznał, że teraz prezentuje się bardzo pięknie.
Szczególnie oczarowały go jej wielkie, jasne oczy. Zniewalające spojrzenie Seraphiny lśniło jak gwiazdy na nocnym niebie.
Słysząc rozmowę, Chloe, z ustami pełnymi jedzenia, podniosła wzrok.
– O, to pan, panie Przystojniaku. Zna pan Serę?
Dominic skinął głową. – Spotkałem się z nią raz w szpitalu, kiedy byłaś chora.
Seraphina wiedziała, że to tego mężczyznę miała poślubić Vivian.
– Panie Vance, dziękuję za płaszcz – wycedziła chłodno, zachowując kamienną twarz.
Sposób, w jaki Seraphina wyraziła swoją wdzięczność, brzmiał niegrzecznie.
Dominic nigdy nie spodziewał się, że odzyska to ubranie po tym, jak podarował jej je tamtego dnia. Widząc jej nieprzyjemne nastawienie, uświadomił sobie, że wykazując się wtedy dobrocią, okazał się wścibski.
– I tak nigdy bym nie założył ubrań, które ktoś inny miał na sobie, więc mogła pani oszczędzić sobie trudu oddawania mi go, panno Stirling.
















