Sześć lat później Seraphina pędziła swoim używanym Fiatem do Szpitala Miłosierdzia w Port Kingsley. Była dziesiąta wieczorem.
Mimo ostrzeżeń ochroniarza, zaparkowała pospiesznie tuż przed wejściem do szpitala.
Seraphina wyjęła córkę z fotela pasażera i wbiegła do budynku.
Ochroniarzowi nie udało się jej zatrzymać, więc krzyknął za nią: „Tylko poczekaj, aż założę ci blokadę na koło! Zobaczymy, co wtedy zrobisz!”
Bosa i wciąż w piżamie, Seraphina nie potrafiła logicznie myśleć. Prawie nic nie słyszała. Zamiast tego biegła na oddział ratunkowy z córką na rękach. Całe jej ciało drżało z niepokoju.
„Panie doktorze, proszę, musi pan ratować moją córkę. Ma tak wysoką gorączkę, że dostaje drgawek!” – błagała przez łzy.
Lekarz pospiesznie odebrał dziecko z jej ramion i uspokoił ją: „Może pani poczekać na zewnątrz. Natychmiast się nią zajmiemy”.
Wtedy pielęgniarka wyprowadziła Seraphinę z sali zabiegowej i powiedziała: „Może pani najpierw uregulować płatność. Oto rachunek. Pani córka będzie musiała zostać na obserwacji, prawdopodobnie na OIOM-ie”.
Seraphina kiwnęła potakująco głową kilka razy i prosiła: „Dobrze. Proszę, ratujcie moją córeczkę”.
Chloe nie może być tak chora. Co jeśli gorączka uszkodzi jej mózg? Nie potrafiła zmusić się do wyobrażenia sobie najgorszego scenariusza. Zamiast tego ruszyła do kasy, a łzy zamazywały jej obraz.
W tej samej chwili od strony wejścia dobiegły szybkie kroki. Do szpitala weszła grupa mężczyzn w garniturach. Prowadził ich najwyższy z nich.
Miał na sobie czarny płaszcz, nienagannie wyprasowany, co sprawiało, że wydawał się jeszcze bardziej wyniosły i niedostępny.
Obdarzony ostrymi rysami i parą przenikliwych, czarnych oczu, mężczyzna roztaczał wokół siebie aurę tajemniczości. Mocno zaciskał usta, co nadawało mu władczy i nieprzystępny wygląd.
Postronni instynktownie cofali się, by zrobić mu przejście.
Seraphina, nieświadoma jego obecności, wciąż pędziła do kasy. Wpadli na siebie, a ona zachwiała się, tracąc równowagę. Mężczyzna, lekko mrużąc brwi, wyciągnął długie ramię i objął ją w talii, ratując przed upadkiem na ziemię.
Ich spojrzenia się spotkały, a Seraphina mimowolnie zadrżała na widok jego lodowatego wyrazu twarzy.
Mamy środek zimy, a ja prawie nie czuję chłodu. Dlaczego drżę pod jego spojrzeniem? Z czego on jest ulepiony? Z czystego lodu?
Dominic Vance postawił Seraphinę na nogi i powiedział chłodno: „Proszę uważać, jak pani idzie”.
Seraphina stała jak sparaliżowana, dopóki Dominic nie wszedł do windy. Dopiero wtedy oprzytomniała, odwróciła się i krzyknęła: „Sam pan patrz pod nogi!”
No proszę! To on na mnie wpadł. Co za apodyktyczny człowiek!
Dominic usłyszał ją z windy. Skierował na nią wzrok, zauważając dopiero teraz, że jej bose stopy są czerwone od mrozu.
Przesunął spojrzeniem wyżej, na jej staromodną piżamę, opuchnięte od płaczu oczy i rozczochrane włosy.
Drzwi windy zamknęły się, przerywając jego oględziny.
Dominic wjechał na dziesiąte piętro, na oddział VIP. Jego dziadek, Reginald Vance, od sześciu lat był w śpiączce. Dominic przez lata zatrudniał najlepszych lekarzy, by go wyleczyć, lecz bez skutku.
Jednak zeszłej nocy Reginald w końcu odzyskał przytomność. Dominic przyjechał do szpitala tak szybko, jak tylko mógł.
Przed drzwiami sali Reginalda stał mężczyzna w białym fartuchu. Ten wysoki i szczupły człowiek był jednym z dobrych przyjaciół Dominica, Declan Gallagher.
Declan powiedział do przyjaciela: „Stary pan Vance naprawdę się obudził, Dominic. Chce cię widzieć”.
Dominic skinął głową i odparł: „Dziękuję ci za pomoc”.
Otworzył drzwi sali i wszedł do środka. Reginald był podłączony do wielu rurek. Gdy starszy mężczyzna rozpoznał gościa, uniósł słabo rękę i machnął nią.
Dominic pospieszył do łóżka dziadka i ujął jego dłoń.
„Dziadku, w końcu się obudziłeś”.
Reginald puścił rękę Dominica i wskazał na swoje usta. Zdając sobie sprawę, że dziadek chce coś powiedzieć, Dominic pochylił się, przykładając ucho blisko jego ust.
Starzec wyszeptał: „O-ożeń się z najstarszą córką rodziny Stirling”.
















