Kilka dni później, w gabinecie prezesa Vance Group, Dominic siedział za szerokim biurkiem, pochylony nad dokumentami, które podpisywał.
Wszedł jego asystent, Colin Mercer, i stanął przed biurkiem, by złożyć raport.
„Panie Vance, zdobyłem informacje o córce rodziny Stirling. Nazywa się Vivian Stirling. Ma 24 lata i jest jedynym dzieckiem Donovana Stirlinga”.
Dopiero wtedy Dominic powoli uniósł głowę. „Czy umówiłeś mnie z nią na spotkanie? Zjemy dziś razem kolację”.
Reginald ponownie zapadł w śpiączkę po krótkim odzyskaniu przytomności i mało prawdopodobne było, by w najbliższym czasie się obudził.
Skoro jego życzeniem było, by Dominic poślubił córkę Stirlingów, ten zamierzał je spełnić.
Colin odpowiedział: „Umówiłem spotkanie na wpół do siódmej wieczorem w prywatnej restauracji. Czy mam zarezerwować cały lokal, panie Vance?”
W końcu osoba, z którą spotyka się pan Vance, to jego przyszła żona. Musimy więc ugościć ją z pompą, aby była nim oczarowana. Choć pana Vance'a takie rzeczy nie obchodzą, jako jego podwładny powinienem zaplanować to gruntownie.
„Nie ma takiej potrzeby”.
Colin uśmiechnął się słysząc to. „Zrozumiałem, panie Vance”.
„Nie wierzę, żeby pan Vance wolał mężczyzn. Ale z jakiegoś powodu plotki brzmiały tak wiarygodnie, że nawet stary pan Vance martwił się o jego orientację. Jak dobrze byłoby, gdyby stary pan Vance był teraz przytomny? Mógłby patrzeć, jak pan Vance idzie na spotkanie z przyszłą żoną”.
Po zmierzeniu temperatury Chloe, Seraphina potwierdziła, że gorączka u dziewczynki całkowicie ustąpiła.
Chloe mocno przytulała lalkę do piersi. Jej buzia była mizerniejsza niż wcześniej, co sprawiało Seraphinie wrażenie, że córka zmalała.
„Już jestem zdrowa i nie muszę pić tego gorzkiego lekarstwa, prawda, mamo?” – marudziła dziewczynka.
Seraphina uśmiechnęła się, gładząc kręcone włoski Chloe.
„Tak, już wyzdrowiałaś. Pamiętaj tylko, żeby w przyszłości nie jeść za dużo słodyczy. Inaczej znów zachorujesz”.
Dziewczynka w chwili narodzin była o prawie kilogram lżejsza od swoich braci, ważyła zaledwie około dwóch kilogramów.
Wychowanie jej było trudne; jako niemowlę potrafiła zasnąć tylko na rękach, a płakała, gdy tylko próbowano ją odłożyć.
Chloe łatwo też zapadała na zdrowiu, więc to nie pierwszy raz, kiedy Seraphina pędziła boso do szpitala z małą na rękach, za każdym razem umierając ze strachu.
Mimo że obaj synowie poszli już do szkoły, dziewczynka wciąż była w domu, więc Seraphina nie mogła na razie chodzić na rozmowy o pracę. Jednak na myśl o tym, że wydała ponad dwadzieścia tysięcy na leczenie i na karcie nie zostało wiele pieniędzy, wiedziała, że musi znaleźć sposób na zarobek.
W rzeczywistości na koncie było jeszcze pół miliona, ale odmawiała ich ruszenia, bo nie wiedziała, kto je przysłał. Podświadomie założyła, że to dziadek musiał jej wysłać te pieniądze.
W przeszłości wiedziała, że zawiodła i przyniosła dziadkowi wstyd, więc nie potrafiła zmusić się do powrotu do domu, a tym bardziej do korzystania z jego pieniędzy.
Seraphina wyszła na balkon, by zdjąć pranie i zauważyła drogi płaszcz, gdy wieszała ubrania w szafie. Kilka dni temu oddała go do pralni chemicznej i planowała zwrócić go właścicielowi właśnie tego dnia.
Dowiedziawszy się o numerze telefonu asystenta Dominica, zadzwoniła do niego, a on szybko odebrał.
„Czy rozmawiam z panem Mercerem?” – zapytała.
Colin odpowiedział: „Tak, słucham. Z kim mam przyjemność?”
„Nazywam się Seraphina Stirling. Wcześniej pan Vance pożyczył mi płaszcz i chciałabym go zwrócić. Czy jest dziś wolny?”
Asystent zerknął na mężczyznę w prywatnej sali, po czym wysłał jej adres.
„Proszę przyjechać pod ten adres. Pan Vance właśnie tutaj je kolację”.
Colin nie zastanawiał się nad tym zbytnio. I tak u boku pana Vance'a nigdy nie było żadnej kobiety, więc może ta osoba jest jego znajomą.
Po odłożeniu słuchawki Seraphina powiedziała do Chloe: „Pójdziesz ze mną w jedno miejsce. Zjemy tam kolację, dobrze?”
















