Reginald ledwie skończył zdanie, gdy monitor pacjenta zaczął piszczeć.
Dominic odpowiedział: „Słyszę cię, dziadku. Ożenię się z najstarszą córką Stirlingów”.
Chciał uspokoić dziadka.
W tej samej chwili przybiegł Declan wraz z personelem medycznym i rozpoczęli reanimację. Ostatecznie przewieźli Reginalda na OIOM.
W międzyczasie Seraphina gorączkowo zasypywała pracowników oddziału intensywnej terapii pytaniami.
„Kiedy moja córka będzie mogła opuścić OIOM? Czy mogę wejść, żeby jej towarzyszyć?”
Jej niepokój był niemal namacalny, a oczy znów zrobiły się czerwone, gdy napłynęła kolejna fala łez.
Pielęgniarka odpowiedziała: „Musi zostać w szpitalu na nocną obserwację. Może pani wrócić za dwadzieścia cztery godziny. Dobrze się nią zajmiemy”.
Seraphina nie miała zamiaru opuszczać szpitala bez córki, mimo to skinęła głową i powiedziała: „Dziękuję”.
Pół godziny później przy wejściu na OIOM pojawił się Dominic, gdzie przywitała go czekająca pielęgniarka.
„Jak się czuje mój dziadek?”
Pielęgniarka sprawdziła akta w dłoni i odpowiedziała: „Stan starego pana Vance'a jest wciąż krytyczny, panie Vance. Musimy go obserwować przez całą dobę. Dyrektor przygotował dla pana pokój wypoczynkowy”.
Każdy pracownik szpitala wiedział, kim jest Dominic Vance. Był bliskim przyjacielem ich dyrektora, Declana, i przez ostatnie sześć lat odwiedzał dziadka niemal codziennie. Podziwiali jego synowskie oddanie.
Dominic przyjął wyjaśnienia pielęgniarki skinieniem głowy. „Rozumiem”.
Odwrócił się i wtedy zauważył kobietę skuloną w kącie korytarza. Obejmowała się ramionami, z podwiniętymi palcami u stóp i głową schowaną między kolanami. Wyglądała żałośnie.
Dominic zdjął płaszcz i narzucił go kobiecie, po czym ruszył w stronę windy.
Seraphina podniosła głowę, wbijając wzrok w jego szerokie plecy. Zawołała: „Dziękuję! Jak mam panu zwrócić płaszcz?”
Dominic wszedł do windy. Tuż przed zamknięciem się drzwi powiedział: „Zatrzymaj go. Nie wiem, kto jest chory, ale powinnaś dbać o własne zdrowie, gdy opiekujesz się kimś innym”.
Ten przejaw troski o nieznajomą był dla Dominica niecodzienny. Sam był zaskoczony własnym zachowaniem.
Gdy drzwi windy się zamknęły, Dominic uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową.
Seraphina mocniej otuliła się płaszczem, rozkoszując się resztkami ciepła jego ciała.
Pociągnęła nosem, wdychając delikatny, przyjemny zapach unoszący się z tkaniny.
Jakiś czas później drzwi windy otworzyły się i wyszło z nich dwóch chłopców. Chłopiec idący z przodu miał na sobie czarną wiatrówkę i niósł długą, białą kurtkę puchową.
Za nim podążał chłopiec w szaro-białym stroju baseballowym i czapce z daszkiem, trzymając w ramionach parę śniegowców.
Dzięki szlachetnym rysom obaj chłopcy byli niezwykle przystojni. Byli tak do siebie podobni, że każdy na pierwszy rzut oka mógł stwierdzić, iż są bliźniakami.
Za chłopcami szedł mężczyzna w szarym płaszczu. Mimo atrakcyjnej aparycji, Sebastian Beaumont w niczym nie przypominał chłopców.
Starszym z bliźniaków był Arthur Stirling. Podszedł do matki, a w jego oczach malował się ból.
„Mamo, powinnaś to założyć”.
Arthur zauważył już męski płaszcz, którym owinięta była jego matka. Domyślił się, że jakiś litościwy nieznajomy podarował go Seraphinie.
Poczucie winy przemknęło przez twarz drugiego syna Seraphiny, Rowana Stirlinga.
Zapytał z troską: „Mamo, dlaczego nie zabrałaś mnie i Arthura ze sobą? Moglibyśmy ci pomóc”.
Rowan pochylił się i delikatnie ułożył stopy Seraphiny na swoich kolanach. Chciał je ogrzać, zanim namówi ją do założenia butów.
W międzyczasie Sebastian usiadł obok Seraphiny, patrząc, jak synowie rozcierają jej stopy i otulają ją płaszczem. W jego piersi wezbrała zazdrość.
Zapytał: „Sera, dlaczego nie powiedziałaś mi, że Chloe jest chora? Obiecałem, że zaopiekuję się wami wszystkimi”.
















