Bastian
Mój wuj szedł dziarskim krokiem przez korytarz, idąc od swojego gabinetu w stronę lobby, gdzie na niego czekałem. Uśmiechał się szeroko, rozkładając ramiona. Miał na sobie nienaganny, drogi szary garnitur, odważny śliwkowy krawat i pasującą do niego poszetkę.
– Siostrzeńcze – powiedział, przyciągając mnie do uścisku.
– Wuju Declanie. Minęło sporo czasu. – Odwzajemniłem jego szorstki uścisk
















