Zamknęłam za sobą drzwi sypialni i w końcu wypuściłam z siebie ogromne, zniecierpliwione westchnienie.
Rzuciłam torebkę i teczkę na podłogę. Podniosę je i schowam porządnie później. Ta wroga interakcja wycisnęła ze mnie ostatnie resztki energii.
Bastian był w swoim gabinecie. Usłyszał, jak wchodzę. Rozległy się kroki i po chwili już przy mnie był, zamykając za sobą drzwi gabinetu i mówiąc: – Hej.
















