Kiedy dogoniłem dziewczynkę po drugiej stronie niskiego wzgórza, właśnie opuszczała wiadro do studni. Przelotny podmuch wiatru pochwycił jej dwa warkocze i zarzucił jej je na ramiona. Kosmyki niesfornych, rudych loków unosiły się wokół jej głowy, łapiąc żółte światło i tworząc coś na kształt aureoli.
– Ta pani, której szukasz – odezwała się, gdy podszedłem bliżej. – Czy ona ma kłopoty? – Jej wąski
















