Chociaż spędzali razem mnóstwo czasu w ciągu ostatnich lat, zawsze działo się to na neutralnym gruncie. Albo w jej domu, tym, który dzieliła z Clementem. Ostatni raz była w jego domu, gdy Clement wciąż żył, a para była częstymi gośćmi w tamtych czasach.
Owinął ramię wokół talii Sandry, prowadząc ją przez hol do salonu. Zesztywniała, ale nie wykonała żadnego ruchu, by się od niego odsunąć. Była zbyt zajęta wyglądaniem, jakby czekała na kowadło, które spadnie jej z nieba na głowę.
Kiedy weszli do salonu, rozluźnił uścisk i zrobił krok w tył, przeczesując ręką włosy w nerwowym geście. Następnie odwrócił się, niepewny, jak dokładnie zadać pytania palące go w język. Znał tylko jeden sposób. Bezpośredni.
– Co ty u licha robiłaś dziś w The House, Sandro? – zapytał ostro.
Drgnęła na wściekłość w jego tonie, a jej oczy pociemniały.
– Nie masz pojęcia, w co się pakujesz, będąc tam – kontynuował. – Żadnego pojęcia. Masz jakiekolwiek wyobrażenie, co mogłoby ci się stać? Co Craig by ci zrobił? Pozwól, że ci powiem. Kazałby ci się wypiąć, podczas gdy chłostałby twój ładny tyłek, a potem uderzałby cię bez litości, nie dbając o twoją przyjemność. Chodziłoby tylko o jego własną. Wziąłby cię i wykorzystał, i nie dałby ani grosza za ciebie czy twoją przyjemność. Co ty sobie myślałaś?
Oblizała wargi, a jej oczy zaszkliły się od łez. Ostatnią rzeczą, jakiej chciał, było doprowadzenie jej do płaczu, kiedy wytrzymała cały dzień, a przynajmniej czas spędzony z nim, nie roniąc ani jednej łzy.
– Rozumiem, Derrick – powiedziała cicho. – Rozumiem o wiele więcej, niż myślisz.
Jego brwi zmarszczyły się. – Chodziłaś do The House przed dzisiejszym wieczorem?
Pokręciła głową. – Nie. To była moja pierwsza noc.
– Jezu Chryste, Sandro? Masz jakiekolwiek pojęcie, co mogłoby ci się stać, gdybym tam nie był? Nie ma mowy, żebym pozwolił ci wrócić do tego miejsca. Nie pasujesz tam.
Jej usta zadrżały, a potem wydawała się mentalnie otrząsnąć. Utwardziła rysy twarzy i posłała mu stanowcze spojrzenie.
– Wiem dokładnie, co robiłam. Nie rozumiesz, Derrick. Nigdy byś nie zrozumiał.
– Wypróbuj mnie – rzucił wyzwanie.
Wpatrywała się w niego przez długą chwilę, jej oczy były niepewne, prawie jakby próbowała zdecydować, czy mu zaufać. Był napięty, bo cholera, chciał, żeby mogła przyjść do niego ze wszystkim. Ze wszystkim, cokolwiek by to było. I pragnął jej zaufania.
Wtedy zamknęła oczy i opadła na kanapę, pochylając się do przodu, z twarzą ukrytą w dłoniach. Jej ramiona drżały i musiał użyć całej siły woli, by do niej nie podejść. By jej nie pocieszyć, nie przytulić i nie powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale czekał. Ponieważ wyczuwał, że cokolwiek miała mu do powiedzenia, było ogromne. I że na zawsze zmieni sposób, w jaki na nią patrzył. Na jakąkolwiek możliwość ich bycia razem.
Podniosła głowę, a jej oczy pływały we łzach. – Kochałam Clementa całym sercem i duszą. Był moją bratnią duszą. Wiem to. I wiem, że nigdy więcej nie znajdę takiej miłości.
Oddech Derricka zatrzymał się, bo nie było to coś, co chciał usłyszeć. Że pogodziła się z egzystencją bez miłości, ponieważ nie sądziła, że inny mężczyzna kiedykolwiek pokocha ją tak jak Clement. Kiedy w rzeczywistości to on był tym mężczyzną. Już ją kochał – kochał ją od zawsze – i mając okazję, pokazałby jej, że cholernie dobrze może znaleźć innego mężczyznę, który da jej swoje wszystko.
– Clement dał mi wszystko, czego kiedykolwiek mogłabym pragnąć lub o co prosić. Z wyjątkiem...
Urwała i znowu spojrzała w dół, a jej ramiona opadły w geście porażki.
– Z wyjątkiem czego, Sandro? – zapytał łagodnie Derrick, zaintrygowany jej stwierdzeniem. Wiedział cholernie dobrze, że Clement dałby jej gwiazdkę z nieba. Wszystko, co było w jego mocy, by jej zapewnić, zrobiłby absolutnie.
– Dominacji – szepnęła Sandra.
Kark Derricka zapiekł, a spirala... nadziei? zadrżała w jego żyłach. Puls przyspieszył i musiał się uspokoić i upewnić, że dobrze ją usłyszał. Bo było całe mnóstwo rzeczy, których nie rozumiał.
– Dominacji?
Skinęła głową. Potem spojrzała na niego, a cierpienie zasnuło jej piękne oczy. – Wiesz, jak dorastał. Co przeszedł. Jak on i Sophia byli potwornie traktowani. Na początku, kiedy się poznaliśmy, rozmawialiśmy o mojej... potrzebie. O tym, co myślałam, że potrzebuję i czego chcę. A on nie chciał – nie mógł – zmusić się do zrobienia czegokolwiek, co mogłoby być odebrane jako złe traktowanie. Nieustannie martwił się, że jakoś odziedziczy po ojcu naturę przemocowca, że to jakoś genetyczne, i wolałby umrzeć, niż kiedykolwiek zrobić coś, co by mnie skrzywdziło. Jakby mógł! To dlatego był niechętny posiadaniu dzieci. Chciał ich. Boże, chciał ich i ja też. To mój największy żal, że nie miałam jego dziecka, cząstki jego, by żyła dalej teraz, gdy go straciłam. Ale był tak przerażony, że będzie znęcał się nad własnymi dziećmi.
Ostatnia część wyszła jako szloch i Derrick nie mógł już dłużej trzymać dystansu. Przeszedł przez pokój, usiadł na kanapie obok niej i wciągnął ją w ramiona. Ukryła twarz w jego piersi, gdy przesuwał dłońmi po jej włosach.
– Clement nigdy nie skrzywdziłby ciebie ani swoich dzieci – powiedział Derrick z absolutną pewnością.
Sandra odsunęła się, a jej wypełnione łzami oczy wypatroszyły Derricka. – Wiem to. Ty to wiesz. Ale on nie wiedział. I nie mogłam go o tym przekonać. Jego ojciec go zniszczył, Derrick. Jego i Sophię. Nigdy nie podnieśli się po tym wszystkim, co im zrobił, i wpływało to na nich długo w dorosłym życiu. Wciąż wpływa na Sophię. Kiedy powiedziałam jej, co planuję, wpadła w szał.
– Chciałbym usłyszeć, co zaplanowałaś, Sandro – zachęcił łagodnie Derrick. – O co chodziło dzisiejszego wieczoru?
Odwróciła się, zaciskając palce w mocne pięści. – Wiem, że myślisz, że nie mam pojęcia, w co się pakowałam, Derrick, ale nie jestem głupia. Nie zdecydowałam tak po prostu pójść do The House. To coś, o czym myślałam i co badałam od miesięcy. Rozmawiałam dużo z Damonem Roche'em. Chciał się upewnić, że wiem, w co wchodzę, i że nie podejmuję pochopnej, emocjonalnej decyzji.
Cóż, dzięki Bogu za to. Damon był solidnym facetem. Mógł prowadzić przybytek, który zaspokajał każdy wyobrażalny kink czy fetysz, ale traktował to bardzo poważnie i bardzo ostrożnie weryfikował swoich członków.
– Ale to tak, jak ci dzisiaj mówiłam, Derrick. Clementa nie ma. Nie wróci. A ja muszę się pozbierać i ruszyć dalej. Nie mogę go opłakiwać przez resztę życia. Potrzebuję... Chcę...
Zająknęła się, a Derrick po prostu czekał, aż zbierze myśli, bo to było ogromne. Poznawał stronę Sandry, o której istnienie nigdy nie podejrzewał. Jak mógł?
– Muszę wiedzieć, czy to, czego myślę, że chcę i potrzebuję, jest prawdą. Mam tę potrzebę w sobie, Derrick. To ból, dziura w mojej duszy, która jest teraz jeszcze większa, gdy Clement odszedł. Kochałam go zbyt mocno, by kiedykolwiek prosić lub żądać, by dał mi coś, do czego nie był zdolny. I to brzmi, jakbym była nieszczęśliwa. Boże, nie byłam! Kochałam go, Derrick. Kochałam go całym sercem i nie żałuję ani jednej rzeczy z naszego małżeństwa.
– Wiem, kochanie. Wiem – mruknął Derrick.
– Ale ta potrzeba zawsze we mnie była i nie potrafię jej nawet wytłumaczyć samej sobie, więc jak mogę sprawić, byś zrozumiał, że to nie jest gra? To nie ja jestem nieracjonalna i szukam wypełnienia pustki po śmierci Clementa. To zawsze tam było. Zawsze.
– Wypróbuj mnie – powiedział po prostu Derrick. – Powiedz mi, czego chcesz. Czego potrzebujesz. Posłucham, Sandro. I nie będę cię oceniał. Po prostu posłucham i możemy o tym porozmawiać.
Ulga zabłysła w jej oczach. Czy spodziewała się potępienia? Czy spodziewała się, że oskarży ją o bycie nielojalną wobec Clementa lub jego pamięci?
– Chcę być... własnością. – Dreszcz przebiegł przez jej ciało, taki, który mógł poczuć nawet przy niewielkiej odległości, która ich teraz dzieliła. – Chcę tego, co mają Ken i Karla. Chcę, żeby mężczyzna mnie posiadał, miał mnie na własność. Chcę mu się poddać i chcę, żeby się mną opiekował. Chronił mnie. Boże, to sprawia, że brzmię jak jakaś bezradna, niesamodzielna idiotka. Ale to nie tak. Clement nauczył mnie stać na własnych nogach. Być niezależną. To nie tak, że muszę to mieć, żeby przetrwać. To jest to, czego chcę. Mój wybór.
Derrick położył palec na jej ustach, by ją uciszyć. – Ciii, kochanie. Nie musisz bronić swoich wyborów przede mną. Jestem tu, by słuchać. Nie broń się. Po prostu powiedz mi, co dzieje się w tej twojej ślicznej głowie.
Jego serce niemal wyskoczyło z piersi. Czy los był dla niego łaskawy mimo wszystko? Czy prezent, o którego otrzymaniu nigdy nie marzył, nagle wpadł mu w ręce? Czy Clement wiedział – oczywiście, że wiedział. Wiedział o preferencjach Derricka. Że był dominujący i że pragnął uległości u kobiety. Teraz obietnica, którą Clement na nim wymógł, miała o wiele więcej sensu. Clement wiedział, że jego żona pragnie czegoś, czego on sam nigdy nie mógłby jej zapewnić, i chciał się upewnić, że jeśli coś mu się stanie, Derrick wkroczy i da jej to, czego Clement nigdy nie był w stanie. Boże, czysta bezinteresowność, jaką pociągał za sobą taki gest, była oszałamiająca. Udzielił swojego błogosławieństwa. Jezu.
– To nie jest decyzja, którą podjęłam lekko, Derrick. Byłam z tym pogodzona. Dopóki cię nie zobaczyłam dzisiaj wieczorem. Byłam tak upokorzona. I czułam się winna, bo widząc cię tam, czułam się, jakbym zdradzała Clementa. Nie chciałam, żebyś wiedział. Karla i Sophia wiedziały. Powiedziałam im. Martwią się o mnie, ale wiedzą też, że podjęłam wszelkie niezbędne środki ostrożności przed pojawieniem się dzisiaj w The House. I byłam gotowa. A przynajmniej myślałam, że jestem. Ale wtedy ty tam byłeś.
Jej brwi nagle zmarszczyły się, jakby dopiero do niej dotarło, że Derrick tam był. Widział pytanie w jej oczach, zanim je wypowiedziała.
– Co ty tam robiłeś, Derrick?
Przez chwilę zbył jej pytanie, bo było tak wiele innych ważniejszych rzeczy do omówienia. Używał całej siły, by się powstrzymać. By stłumić potrzebę naznaczenia jej. By ruszyć, wziąć ją i dać jej wszystko, czego, jak mówiła, chciała – potrzebowała.
– Muszę najpierw wiedzieć coś od ciebie. Muszę wiedzieć, jak poważnie do tego podchodzisz. Muszę wiedzieć, czy to jest naprawdę to, czego chcesz i czego potrzebujesz, i że to nie jest tylko eksperyment albo szukanie wypełnienia pustki.
– Nie mogę być bardziej poważna – powiedziała tonem pełnym determinacji, który przekonał go, że rzeczywiście taka jest.
Pochylił się do przodu, jego oddech mieszał się z jej, ich usta były tak blisko, że czuł ciepło bijące od kuszącego łuku. Zaledwie ułamek cala i całowałby ją.
– Byłem tam, bo tym właśnie jestem, Sandro – powiedział, chłonąc jej reakcję, obserwując każdy błysk, który przebiegał przez jej oczy. – To zawsze było to, kim jestem. I pozwól, że powiem ci to teraz. Jeśli to jest to, czego chcesz. Jeśli to jest to, czego potrzebujesz. To będę jedynym cholernym mężczyzną, któremu zaoferujesz swoją uległość.
Wciągnęła powietrze i wstrzymała je, aż zakręciło się jej w głowie i była niebezpiecznie bliska przewrócenia się. Jego usta były tak blisko, że czuła ostry wydech. Widziała zdeterminowany błysk w jego oczach. I po raz pierwszy uświadomiła go sobie jako kogoś więcej niż przyjaciela. Przyjaciela jej męża. Kogoś, do kogo zwracała się po wsparcie wiele razy przez lata.
Nie potrafiła nawet przetworzyć jego gorącej deklaracji, ale wiedziała, że był śmiertelnie poważny. W jego oczach był błysk, szczęka była mocno zaciśnięta. Widziała puls bijący na jego szyi i czuła każdą część jego, jego zapach dolatywał kusząco do jej nozdrzy.
Derrick dominujący? Nie żeby miała trudności w uwierzenie w to. Był mężczyzną dobrze przyzwyczajonym do stawiania na swoim. Miał w sobie cichy autorytet. Nie musiał być głośny, żeby przekazać swój punkt widzenia. Była obecna zbyt wiele razy, gdy przemawiał, a wszyscy natychmiast cichli, słuchając tego, co miał do powiedzenia.
Nie był kimś, kto wykrzykiwał rozkazy. Nie musiał. Była w nim intensywność, która sprawiała, że ludzie byli świadomi mocy emanującej od niego. Nie była na to ślepa, ani nie była odporna. Jak rozważała właśnie wcześniej tego dnia, na początku onieśmielał ją. Czuła jego troskę i dezaprobatę co do tego, jak szybko rozwijał się jej związek z Clementem. Ale kiedy przekonał się, że jest właściwą kobietą dla jego najlepszego przyjaciela, jego lojalność wobec niej została przypieczętowana.
Ale jego słowa wciąż dźwięczały jej w uszach. Ta szorstka przysięga. Zadrżała pod intensywnością jego spojrzenia, te ciemne oczy pożerały ją, obnażały, sprawiały, że czuła się bezbronna.
– N-nie rozumiem – powiedziała bezradnie, jej dłoń uniosła się, a potem opadła z powrotem, gdy próbowała nadać sens całemu wieczorowi.
A potem jego kolejne słowa przechyliły jej wszechświat jeszcze bardziej z osi.
– Czekałem na ciebie cholernie długo, Sandro. Myślałem, że nigdy cię nie będę miał, i byłem z tym pogodzony, bo uszczęśliwiałaś Clementa i wiem, że on uszczęśliwiał ciebie. Ale jak powiedziałaś, odszedł, a ja czekałem. Przez to, co wydaje się wiecznością, czekałem na właściwy moment. Aż będziesz gotowa. Może czekałem zbyt długo, a może teraz jest idealny czas. Ale jeśli myślisz, że będę stał z boku i pozwolę innemu mężczyźnie dotykać tego, co uważam za moje, bardzo się mylisz.
Pokręciła głową, przytłoczona tym wszystkim. Mówił, jakby jej pragnął. Pragnął jej od długiego czasu. Ale nie. To nie było możliwe. Nigdy nie zdradziłby swojego najlepszego przyjaciela. Czy Derrick rozwinął uczucia do niej po śmierci Clementa? Czy po prostu wkraczał w miejsce najlepszego przyjaciela, chcąc zaopiekować się wdową po Clemencie?
Nie chciała być obowiązkiem dla Derricka. Była nim o wiele za długo. Dzisiejszy dzień miał polegać na odpuszczeniu. Nie tylko Clementa, ale i jej zależności od Derricka.
















