Gwoździem programu były jednak buty. Zazwyczaj była dziewczyną chodzącą w japonkach i za nic w świecie nie dałaby się przyłapać w szpilkach. Ale czuła się odważna, odrobinę zuchwała, więc w drodze powrotnej z lunchu zatrzymała się i kupiła parę nabijanych ćwiekami, błyszczących szpilek, w których – musiała to przyznać – wyglądała cholernie dobrze. Miała tylko piekielną nadzieję, że nie zrobi z sie
















