Naprawdę musiała powściągnąć swoją nadaktywną wyobraźnię. Karla potrzebowała wsparcia. Nie potwierdzenia swoich podejrzeń.
Z grymasem na twarzy Ken wstał, spoglądając wzdłuż stołu na Derricka.
– Możesz potem odwieźć Karlę do domu? – zapytał. – Nie wiem, ile to potrwa.
Smutek zalał oczy Karli. Jak Ken mógł nie widzieć, jak bardzo ją rani? Czy naprawdę mógł być aż tak nieświadomy? Wszyscy inni to wi
















