Wypełniając Pustkę

Wypełniając Pustkę

Autor: Aeliana Thorne

ROZDZIAŁ 7
Autor: Aeliana Thorne
2 mar 2026
– Spójrz na mnie, Sandro. To ważne. Podniosła wzrok na niego, a w jej pięknych niebieskich oczach kłębił się zamęt. – Chcę, żebyś myślała o tym – o nas – tak długo, jak potrzebujesz. Ale chcę, żebyś mi obiecała, że nie wrócisz do Domu. Nie beze mnie. Z żadnego powodu. Nie dopóki ta sprawa nie zostanie rozstrzygnięta między tobą a mną, i mam nadzieję, że nawet jeśli mnie nie wybierzesz, nie pójdziesz tam sama. Nie chcę wyobrażać sobie ciebie pod rękami innego mężczyzny. Jego dotykającego cię wszędzie tam, gdzie ja chcę cię dotykać. Zrób to dla mnie, chociaż tyle. – Stawiasz mi ultimatum – powiedziała cichym głosem. – Chcesz, żebym obiecała, że jeśli cię nie wybiorę, zaprzeczę temu, czego chce moje serce. Czego potrzebuję. Jak to może być sprawiedliwe? – Miłość nie jest sprawiedliwa – powiedział bez ogródek, obserwując błysk zaskoczenia w jej oczach, to jak rozszerzyły się na jego słowa. Nie pociągnął tematu. Z pewnością było zbyt wcześnie, by zrzucać to na nią, na dodatek do wszystkiego innego, co przyniósł wieczór. Potrzebowała czasu, by rozważyć inne sprawy, bez jego wygłaszania deklaracji miłości, w której szczerość by nie uwierzyła. – To, o co cię proszę, to szansa, Sandro. Wybierz mnie. Pozwól mi wprowadzić cię w świat, którego tak bardzo pragniesz. Daj mi chociaż to. Jeśli to nie będzie to, czego chcesz, jeśli okaże się, że to nie to, czego potrzebujesz, wtedy się wycofamy i ocenimy sytuację na nowo. Chcę możliwości – wyłącznej możliwości, jeśli pozwolisz. Ponieważ już powiedziałem, że stłumiłbym moją potrzebę dominacji, gdyby to był jedyny sposób, by cię mieć. Zwaliłaś mnie z nóg, kiedy zobaczyłem, jak wchodzisz przez drzwi do sali ogólnej, i mój świat wiruje od tamtej pory. Wszystko, czego chcę, to szansa, kochanie. Szansa. I nie chcę, żebyś tam wracała. Nie beze mnie. Nie z nikim innym, dopóki nie będę miał szansy udowodnić ci, że jestem wszystkim, czego potrzebujesz. Czy to tak źle z mojej strony, że o to proszę? Wpatrywała się w niego przez długą chwilę, po czym w końcu powoli pokręciła głową. Pochylił się, muskając pocałunkiem jej zmarszczone czoło, próbując rozluźnić linie, które uformowały się pod wpływem jej koncentracji. – Dam ci czas, Sandro. Tyle czasu, ile potrzebujesz. Ale nie czekaj zbyt długo. Czekałaś tak długo, by zacząć działać. Nie ma potrzeby tracić więcej czasu, skoro jest to coś, o czym, jak widać, wiele myślałaś. Wiesz, że możesz mi ufać. Mam nadzieję, że już to robisz. A to ogromny krok naprzód względem jakiegokolwiek innego mężczyzny, którego byś wybrała, i krok w górę w porównaniu z facetem, z którym weszłaś do sali. Bo wiesz, kochanie? Zależy mi na tobie i twojej przyjemności. Craigowi nie zależy i nie zależałoby. Jeśli dasz mi szansę, złożę świat u twoich stóp. Nie ma niczego, czego bym nie zrobił, by cię mieć, by cię posiąść. Potrzebuję tylko szansy, by ci to udowodnić. Tęsknota w jej oczach była niemal jego zgubą. Jego namiętna przemowa trafiła do jej serca. Tego był pewien. – Nie zajmie mi to długo – powiedziała chrapliwie. – Po prostu potrzebuję czasu do namysłu. To dużo. To znaczy, nie miałam pojęcia, Derrick. Dzisiaj miałam odpuścić. Nie tylko Clementa, ale i ciebie. Czułam, że byłam dla ciebie ciężarem o wiele za długo i że nadszedł czas, bym przestała na tobie polegać. Czas pozwolić ci zająć się swoim życiem. Nie wyobrażam sobie, byś miał jakieś długoterminowe związki. Większość kobiet nie doceniłaby tego, że rzucasz wszystko, by pocieszać wdowę po najlepszym przyjacielu. Myślałam, że robię tobie – i sobie – przysługę, zbierając się w sobie i stając na własnych nogach. A teraz ty chcesz tego jeszcze bardziej. Nie mogę tego ogarnąć rozumem, i jak powiedziałam, nie chcę podejmować nagłej decyzji, której oboje będziemy żałować. Zależy mi na tobie, Derrick. Bardzo. Chyba nigdy ci należycie nie podziękowałam za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. – Nie chcę twoich podziękowań, Sandro. Chcę ciebie. To proste. Tylko ciebie. I twojej uległości. Ale tak jak powiedziałem, jeśli okaże się, że to nie jest to, czego chcesz, to nie musi tak być między nami. Poświęciłbym wiele, by mieć cię w jakikolwiek sposób, w jaki mogę cię mieć. Smutek wypełnił jej oczy. – Nie chcę tego dla ciebie, Derrick. Nie chcę, żebyś zmieniał się dla mnie. Nie chcę, żebyś był kimś, kim nie jesteś. To tak samo złe, jakbym oczekiwała – żądała – czegoś od Clementa, wiedząc, że nie był chętny ani zdolny mi tego dać. Nigdy bym go o to nie poprosiła. Więc nie mogę prosić ciebie, byś zaprzeczył temu, kim jesteś, dla mnie. Pociągnął ją w swoje ramiona, jego usta odnalazły jej wargi, uciszając ją. Roztopiła się tak słodko w jego ciele, że musiał użyć całej siły woli, by nie wziąć jej na ręce i nie zanieść do swojego łóżka. Ale czekał tak długo. Poczeka tak długo, jak będzie trzeba, aż ona będzie gotowa. – A może pozwolisz mi decydować o ofiarach, jakie składam. Czy ty nie poświęcałaś się dla Clementa? To właśnie jest miłość, kochanie. Chciałaś i potrzebowałaś czegoś, czego on nie mógł ci dać, ale to nie sprawiło, że kochałaś go mniej. Zaruchomiała przy nim, a potem wtuliła się jeszcze głębiej w jego objęcia, chowając głowę pod jego brodą. Boże, pasowali do siebie. Jak dwa elementy układanki. Oplótł ją obydwoma ramionami, kotwicząc ją tam, po prostu ciesząc się czuciem jej w ramionach w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie mógł się cieszyć. Ponieważ teraz wiedziała, na czym on stoi, i pozwalała na to. Cholernie dobrze wiedziała, że trzyma ją i dotyka nie z przyjaźni, ale jako mężczyzna, który bardzo pragnie jej serca i duszy. – A teraz, co z tą obietnicą? Powoli odsunęła się i spojrzała mu w oczy. – Obiecuję, Derrick. Daj mi tylko trochę czasu, by to wszystko poukładać. To był dla mnie trudny dzień i wszystko, co myślałam, że się wydarzy, wcale nie potoczyło się tak, jak oczekiwałam. Muszę to przetrawić. Skinął głową i zaczął mówić, ale ona kontynuowała w pośpiechu. – Nie chcę cię wykorzystywać, Derrick. I może byłam gotowa wykorzystać nieznajomego. Kogoś, kto nic dla mnie nie znaczył. Ale nie wykorzystam ciebie. Nie ciebie. Nie użyję cię jako kuli u nogi ani jakiegoś eksperymentu. Zbyt wiele dla mnie znaczysz. Twoja przyjaźń zbyt wiele dla mnie znaczy. Uśmiechnął się i czule zagarnął kosmyk włosów z jej policzka za ucho. – Ale kochanie, nie mam nic przeciwko temu, żebyś mnie wykorzystała. Tak długo, jak końcowym rezultatem będzie posiadanie ciebie. Wykorzystywałem najróżniejsze kobiety przez ostatnie kilka lat. Nie jestem dumny z tego faktu, ale tak właśnie jest. Wszystkie były marnym substytutem tego, czego nie mogłem wtedy mieć. Ciebie. – Udawałeś, że są mną? – szepnęła zdumionym tonem. Skinął głową. – Znowu, nie jestem z tego dumny. Ale tak było. Nie mogłem mieć ciebie, więc zaspokajałem swój głód i pożądanie ciebie innymi kobietami. I może to zmienia sposób, w jaki będziesz na mnie patrzeć. To ryzyko, które muszę podjąć. Ale nie będę cię okłamywał. Z pewnością były inne kobiety. Myślałem, że jestem w sytuacji, w której nigdy nie będę miał tego, czego najbardziej pragnąłem, więc radziłem sobie z tym. – Nie winię cię za bycie z innymi kobietami, Derrick. Boże, jak mogłabym? Byłam mężatką. Nigdy bym nie oczekiwała, że będziesz wierny kobiecie, która nawet nie była twoja! – Cieszę się – powiedział po prostu. – Bo wiesz, kochanie? Kiedy już będę cię miał, nigdy nie będzie innej kobiety. I możesz być tego pewna jak w banku. Jej oczy znów rozszerzyły się ze zdziwienia. To było tak, jakby wszystko dotarło do niej naraz. Jej oczy zmatowiały i zaszły mgłą szoku. Jej ciało zadrżało i splotła palce, próbując ukryć fakt, że się trzęsą. – Chcę, żebyś została tu dziś na noc, Sandro. Uniósł rękę, gdy na jej ustach uformował się protest. A potem ujął jej podbródek, przesuwając kciukiem wzdłuż linii szczęki. – Życie rzuciło ci cholernie podkręconą piłkę. Rozumiem to. I nie proszę cię, żebyś poszła ze mną do łóżka. Nie jeszcze. Nie dziś w nocy. Ale zostań tu w pokoju gościnnym. Czułbym się lepiej, gdybyś nie była sama. Zrobię nam śniadanie rano, a potem odwiozę cię do domu. I wtedy dam ci czas. Rano ustalimy datę. Kolacja. Tańce. Cokolwiek ci się spodoba. Wtedy będziesz mogła dać mi odpowiedź i w zależności od niej, zobaczymy co dalej. Przełknęła ślinę w widoczny sposób i widział niezdecydowanie w jej oczach. To, jak ważyła opcje i próbowała przyswoić wydarzenia dnia. – Zostań – szepnął, przechylając głowę, by znów ją pocałować. Wydała z siebie słodkie westchnienie, gdy jego język wcisnął się do środka, by posmakować jej od nowa. Jej usta były uzależniające. Teraz, gdy zrobił to po raz pierwszy, wiedział, że nigdy nie będzie miał dość. Chciał smakować ją wszędzie. Jej piersi. Chciał dostać się między jej nogi i delektować się każdym calem jej kobiecego ciała. A potem chciał ją naznaczyć. Posiąść ją w każdy możliwy sposób, w jaki można posiąść kobietę. Dopóki nie pozbędzie się wątpliwości co do jego prawa własności. Wątpliwości, że był ostatnim mężczyzną, który kiedykolwiek się z nią kochał. – Zostań – powiedział ponownie, niechętnie kończąc pocałunek i odsuwając się. Wciągnęła powietrze, a potem wypuściła je długą falą, a jej ramiona opadły przy tym ruchu. – W porządku – zgodziła się. – Zostanę. Kiedy weszła do kuchni Derricka następnego ranka, wiedział, że nie spała dobrze, o ile w ogóle. Ale on też nie. Jak mógłby, kiedy wyobrażał ją sobie w sypialni obok? Tak blisko, a jednak o cały świat stąd. Poza zasięgiem. Leżał w łóżku, wpatrując się w sufit, na przemian dziękując i przeklinając los. Był tak blisko. Tak blisko posiadania pragnienia swego serca, a wciąż zastanawiał się, czy to wszystko nie jest jakimś chorym żartem, jaki płata mu los. Machając przysłowiową marchewką przed nosem tylko po to, by okrutnie ją zabrać. Co jeśli Sandra się wycofa? Co jeśli zadziałała pod wpływem impulsu, a po głębszym zastanowieniu postanowi zmienić zdanie? Nie zniósłby tego. Było wystarczająco źle wcześniej, gdy wiedział, że nie ma u niej szans. Ale teraz? Teraz, gdy posmakował jej ust, trzymał ją w ramionach? Nie zniósłby tego, gdyby stracił ją teraz. Zanim choć raz ją miał. Nie żeby „raz” kiedykolwiek wystarczył. Nie z nią. Inne kobiety? „Raz” było wszystkim, czego kiedykolwiek chciał. Nie chciał tworzyć związków, mimo że nierobienie tego było torturą samą w sobie. Widział Sandrę i Clementa. Był torturowany tym, co mieli, i świadomością, że nigdy nie będzie miał tego samego. Przez większość czasu zaciskał zęby i radził sobie. Ale w noce, kiedy nie mógł, kiedy był samotny i tęsknił za tym, co nigdy nie mogło się ziścić, szedł do Domu. Zaspokajał swoje potrzeby, a potem wracał do swojego narzuconego sobie czyśćca. Miał nadzieję, że to koniec. Na dobre. Mógł mieć tylko nadzieję. Gdyby samo chcenie sprawiało, że to się dzieje, już byłaby w jego łóżku. Przywiązana do niego, żeby nigdy nie odeszła. Zdesperowany? To słowo nawet tego nie oddawało. Nawet w przybliżeniu. Nie miał dumy, jeśli chodziło o Sandrę. I guzik go to obchodziło. Nalał filiżankę jej ulubionej kawy i przesunął ją po blacie baru, gdy usiadła. Miała na sobie jeden z jego T-shirtów, co sprawiło, że poczuł się absurdalnie szczęśliwy, oraz parę spodni od piżamy, które musiała mocno ścisnąć w pasie, żeby nie spadły jej z bioder. Nie żeby miał coś przeciwko temu... – Nie spałaś, mała – powiedział łagodnym tonem. Drgnęła i zamknęła oczy, ale nie wcześniej, niż dostrzegł falę żalu, która je zalała. – Proszę, nie nazywaj mnie tak – szepnęła. – Oczywiście. Nie pomyślałem. Przepraszam – powiedział cicho. Tak zawsze nazywał ją Clement. – Jest mnóstwo innych czułych słówek, których będę dla ciebie używał, kochanie. Otworzyła oczy, a uśmiech igrał w kącikach jej ust. – No, tak lepiej. Z pewnością ta noc nie była aż tak zła? Ale nawet gdy to mówił, wiedział, że prawdopodobnie była. Dla niego była piekłem, a to nie on otrzymał potężny wstrząs. I to w rocznicę śmierci Clementa. Wewnętrznie się skrzywił, ale timing nie zawsze był jego sprzymierzeńcem. Nie zamierzał powstrzymywać się od działania tylko dlatego, że była to data śmierci jego najlepszego przyjaciela. Los – i Sandra – wymusili jego ruch. – To było dużo do przyswojenia – przyznała, podnosząc filiżankę do ust. Wzięła łyk, a potem zamknęła oczy, gdy przyjemność zmyła linie zmęczenia z jej twarzy. – Rozpieszczasz mnie – powiedziała, opuszczając filiżankę. – Nie, ale zamierzam. – Więc zeszła noc nie była snem. Pochylił się nad blatem, tak że znaleźli się twarzą w twarz, ich spojrzenia zablokowane. – Była snem. Moim snem. Teraz musimy tylko uczynić go rzeczywistością. – Sprawiasz, że brzmi to tak prosto – mruknęła. – Bo jest. Albo nie jest. Jest tym, czym zdecydujemy, że będzie. Ja? Jestem prostolinijnym facetem, ale o tym już wiesz. Czekałem wystarczająco długo, więc będziesz musiała wybaczyć moją niecierpliwość teraz, gdy to, czego chcę, jest w zasięgu ręki. – Jak to ma działać, Derrick? Spędziłam całą noc myśląc – zastanawiając się – co to wszystko znaczy. Wcześniej to było surrealistyczne. To było abstrakcyjne. Nierealne i nie bezpośrednie. Fantazjowałam. Zastanawiałam się. Nawet tworzyłam różne scenariusze. Ale teraz, gdy to jest tu, tuż przede mną, nie wiem, co robić. Czego oczekiwać. – Może oboje zjedzmy. Porozmawiamy przy śniadaniu i odpowiem na każde pytanie, na które chcesz znać odpowiedź. Ale jak ostrzegałem cię wczoraj wieczorem, jeśli nie jesteś przygotowana na odpowiedź, najlepiej nie pytaj. Skinęła głową. – Nie, chcę prawdy. Chcę rzeczywistości. Muszę wiedzieć, co to oznacza. Co oznacza moje bycie z tobą. Sięgnął, by uścisnąć jej dłoń. – Idź do kącika śniadaniowego. Wezmę nasze talerze i spotkamy się tam. Obserwował, jak szura nogami na tym krótkim dystansie, trzymając kubek z kawą w dłoniach, jakby próbowała nasycić całe swoje ciało jej ciepłem. Wolałby sam ją otulić. Dałby jej całe ciepło, jakiego potrzebowała, i o wiele więcej.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ 7 – Wypełniając Pustkę | Czytaj powieści online na beletrystyka