Wypełniając Pustkę

Wypełniając Pustkę

Autor: Aeliana Thorne

ROZDZIAŁ 3
Autor: Aeliana Thorne
2 mar 2026
– Nie wchodzę na ślepo – powiedziała łagodnie Sandra. – To coś, nad czym dużo myślałam. Szukałam bez końca informacji, co doprowadziło mnie do The House. Zwiedziłam lokal. Byłam tam w godzinach największego ruchu. Wiem, czego się spodziewać. I Damon zapewnił mnie, że zwłaszcza podczas mojej pierwszej wizyty, będę bardzo uważnie monitorowana. Przerwano im, gdy kelner przyniósł dania główne, ale jedzenie było ostatnią rzeczą, o której teraz myślały kobiety. Ich talerze stały przed nimi nietknięte, podczas gdy rozmowa trwała. – Chciałam tylko wiedzieć, jak to było w przypadku ciebie i Kena – powiedziała cicho Sandra. Ponownie ból zabłysnął w zielonych oczach Karli. Założyła ciemne włosy za ucho, próbując ukryć wahanie, ale Sandra tego nie przeoczyła i zastanawiała się, co u diabła dzieje się z jej przyjaciółką. Wydawała się... nieszczęśliwa. I może trwało to już od jakiegoś czasu, ale Sandra była tak skupiona na sobie, że nie zwracała uwagi na ludzi wokół niej. – Czy jest coś, o czym nam nie mówisz, Karlo? – zażądała odpowiedzi Sandra. Karla wyglądała na jednocześnie winną, a potem zaskoczoną. – Nie, oczywiście, że nie. A odpowiadając na twoje pytanie, kiedy wszystko gra, jest to najwspanialsza rzecz na świecie. Nigdy nie żałowałam oddania Kenowi mojej całkowitej uległości. Zawsze tak wspaniale się mną opiekował. Cenił mnie. Chronił każdym swoim oddechem. Zawsze byłam jego priorytetem. I był taki wymagający. Sandra zmarszczyła brwi, ponieważ każdy przykład został podany w czasie przeszłym. – Czy teraz tak nie jest? – zapytała Sandra. Karla uśmiechnęła się promiennie. Zbyt promiennie. – Oczywiście, że tak. Po prostu tak mówiłam. I cóż, może nie jest tak idealnie jak kiedyś, ale tego należało się spodziewać. Ken był tak zajęty rozkręcaniem firmy, a kiedy nowość w związku mija, łatwo wpaść w rutynę. Nie martw się. Nie rozwodzimy się ani nic takiego – powiedziała ze śmiechem. Ale ta wymuszona wesołość zaniepokoiła Sandrę. Odsunęła na bok złe przeczucia, by skupić się na bieżącej sprawie. – Ponownie, jeśli to zbyt osobista sprawa do omówienia... – powiedziała Sandra. Ale Karla machnęła ręką, dając znak, by kontynuowała. – Jakie rzeczy robicie z Kenem? Mam na myśli, czy w grę wchodzi krępowanie? Ból? Chłosta? Czy to po prostu kwestia bycia posłuszną jego rozkazom i tego, że on o wszystkim decyduje? Sophia wyglądała, jakby miała zaraz zwymiotować, i dłubała w jedzeniu, jakby próbowała odciąć się od rozmowy. Jej twarz zbladła, a Sandra zaczęła mieć wątpliwości co do poruszania tego tematu przy niej. Ale nie chciała, żeby Sophia nie wiedziała. Była winna szwagierce przynajmniej tyle. Poinformować ją, że zamierza przynajmniej spróbować ruszyć dalej i być może związać się, choćby tymczasowo, z innym mężczyzną. Z pewnością nie było to coś, o czym chciała, by Sophia dowiedziała się przez przypadek. Chciała, by usłyszała to od niej. – Myślę, że to kwestia tego, czego chcesz – powiedziała cicho Karla. – Tak, praktykujemy wszystkie te rzeczy i wiele więcej. Należę do niego i może ze mną robić, co zechce. Wie, jak daleko może się posunąć. Jesteśmy razem wystarczająco długo, że dobrze zna moje granice. Być może lepiej niż ja sama. Ale ważne jest na początku, żebyś była bardzo szczera ze swoim partnerem i ustaliła granice. Musi wiedzieć dokładnie, co ci odpowiada, a co nie. I będziesz potrzebować słowa bezpieczeństwa, dopóki wasza relacja nie rozwinie się na tyle, że będzie wiedział, jak daleko może naciskać. – Czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami – powiedziała Sandra z żalem. – Chcę spróbować wszystkiego. Przynajmniej raz. Nie znam swoich granic. Nie poznam ich, dopóki nie zostaną przekroczone. – W takim razie tym ważniejsze jest, żebyś wybrała właściwego faceta. Takiego, który rozumie, że jesteś nowa w tym świecie. Że chcesz eksperymentować, ale rezerwujesz sobie prawo do wycofania się w każdej chwili. I na litość boską, Sandro, nie zgadzaj się iść z facetem do domu, dopóki go bardzo dobrze nie poznasz. Zostań w klubie. Wszystkie eksperymenty przeprowadzaj tam, w miejscu publicznym, gdzie jest mnóstwo ochrony. Sandra skinęła głową. Już to rozważyła i nie było mowy, żeby zabrała faceta do domu. Do miejsca, gdzie mieszkała i kochała się z Clementem. Byłby to szczyt braku szacunku praktykować pod jego dachem to, co by go przeraziło. Nie zgodziłaby się też pójść z jakimś nieznajomym, gdzie Bóg jeden wie, co mogłoby się stać, gdyby miał ją samą i na swojej łasce. To nie tak, że nie rozważyła wszystkich ryzyk. Zrobiła to! Odwiedziła The House więcej niż raz. Wypytywała Damona Roche'a bez końca, a mężczyzna wykazał się ogromną cierpliwością i zrozumieniem. Ale teraz miała wątpliwości, słuchając ostrzeżeń Karli. Ale nie. Przemyślała to. To było wszystko, o czym myślała przez ostatnie miesiące. I choć ruszanie z nowym życiem w trzecią rocznicę śmierci męża może wydawać się w złym guście, dla niej było to symboliczne. Nie wycofa się teraz. Dosłownie zadrżała, gdy Karla stwierdziła, że jest własnością swojego męża. Że należy do niego, a on może robić, co zechce. Sandra tego pragnęła. Pragnęła tego z mroczną potrzebą, której nawet w pełni nie rozumiała. To nie tak, że nie należała sercem i duszą do Clementa. Należała. Nie zachowała żadnej części siebie przed nim. Ale ta potrzeba dominacji sięgała głębiej niż tylko przynależność. Chciała być... własnością. Cenioną. Całkowicie uwielbianą. Wszystko to, co dał jej mąż, ale... bardziej. Chciała przekroczyć tę szarą linię. Chciała zburzyć swoje granice. Chciała odkryć, czym one są i jak daleko jest skłonna i chce się posunąć. Jak miałaby wiedzieć, jeśli nigdy nie spróbuje? – Zrobisz to, prawda? – zapytała cicho Sophia. – Widzę to w twoich oczach, Sandro. Znam ten wzrok. Naprawdę zamierzasz to zrobić. Sandra skinęła głową, czując ulgę po potwierdzeniu tego. Karla sięgnęła przez stół, by złapać drugą dłoń Sandry i ścisnęła ją, aż trzymała dłonie obu przyjaciółek. – W takim razie życzę ci powodzenia – powiedziała Karla. – Hej, nie musisz już iść? – zapytała Sandra, nagle przypominając sobie, że Karla wspominała kilka dni wcześniej, że ona i Ken spędzają popołudnie razem. – Czy Ken nie czeka na ciebie? Nie chcę cię zatrzymywać. Chciałam tylko zadać ci te pytania. Znowu ten ledwo dostrzegalny błysk w oczach Karli, zanim spuściła wzrok i puściła dłoń Sandry. – Nie – powiedziała lekko Karla. – Musiał odwołać. Ważna sprawa w pracy. Sandra skrzywiła się. – Przykro mi. Wiem, że nie mogłaś się doczekać. Niestety, ja muszę lecieć. Potrzebuję czasu, żeby przygotować się na wieczór. Chociaż podjęłam decyzję, wciąż jestem na tyle zdenerwowana, że potrzebuję czasu, by się ogarnąć i przekonać samą siebie do zrobienia tego. Karla uśmiechnęła się. – Oczekuję raportu jutro z samego rana, a jeśli go nie dostanę, przyjeżdżam do ciebie. A jeśli nie będzie cię w domu, dzwonię na policję! Sandra uśmiechnęła się. – Oczywiście, że zdam. Wstała, kładąc na stole kilka banknotów, by pokryć koszt lunchu. Sophia również wstała. – Odprowadzę cię – powiedziała Sophia. Karla posłała Sandrze spojrzenie z uniesioną brwią, a potem znacząco zerknęła na Sophię. Sandra westchnęła. Wiedziała, co się święci. Machając Karli, Sandra wyszła z restauracji, z Sophią u boku. Kiedy dotarły do samochodów, Sophia położyła rękę na ramieniu Sandry. – Sandro, czy naprawdę to przemyślałaś? – zapytała błagalnym tonem. – Naprawdę się o ciebie martwię. To w ogóle do ciebie niepodobne. Co pomyślałby Clement? Sandro, umarłby, gdyby wiedział! – Sophio, Clement nie żyje – powiedziała łagodnie Sandra. – Nie możemy go przywrócić. Boże, gdybym mogła, zrobiłabym to w mgnieniu oka. Zapomniałabym o wszystkich moich pragnieniach czy potrzebach, gdybym mogła go odzyskać. Ale on odszedł. Łzy zatkały jej gardło. Łzy, których nie pozwoliła sobie dzisiaj uronić. Była zdeterminowana, że ten rok będzie inny. Że nie spędzi rocznicy śmierci męża na apatii i żałobie. Oczy Sophii były przepełnione bólem. Łzy wezbrały i bezgłośnie spłynęły po jej policzkach. – Tak bardzo za nim tęsknię, Sandro. Był moją jedyną rodziną. Wciąż nie mogę uwierzyć, że odszedł. Sandra objęła ją, trzymając mocno, gdy ramiona Sophii drżały. – Mylisz się. Masz rodzinę. Masz mnie. Nigdzie się nie wybieram. To nie zmienia niczego między nami. Przysięgam. Ale Sophio, muszę się pozbierać i ruszyć dalej z życiem. To mnie zabija. Mój żal powoli mnie zabija, a Clement by tego nienawidził. Nigdy by nie chciał, żebym spędziła resztę życia opłakując go. Byłby pierwszą osobą, która chciałaby, żebym była szczęśliwa, nawet jeśli nie z nim. Sophia odsunęła się, pospiesznie wycierając łzy. – Wiem o tym. Wiem. I chcę, żebyś była szczęśliwa, Sandro. Ale czy to musi wyglądać w ten sposób? Nie rozumiesz, jak to jest być na łasce niewłaściwego mężczyzny. Nie możesz chcieć stawiać się w pozycji, w której jesteś bezbronna pod władzą mężczyzny. Mógłby cię skrzywdzić. Wykorzystać. Uwierz mi, nie chcesz tego. Nigdy nie zrozumiesz, jak poniżające i bezsilne jest to uczucie, a ja rozumiem. I nie chcę tego dla ciebie. Clement nigdy by tego dla ciebie nie chciał. Sandra delikatnie otarła resztę łez Sophii. – Nie wszyscy mężczyźni tacy są, Sophio. Znam twoje obawy. Nie neguję tego, przez co ty i Clement przeszliście. Nigdy bym na to nie pozwoliła w swoim przypadku. I spójrz na Karlę i Kena. Wiesz, jaki mają związek. Czy szczerze wierzysz, że Ken kiedykolwiek skrzywdziłby choć włos na jej głowie? On ją kocha. Uwielbia ją. Absolutnie szanuje dar jej uległości. I tego właśnie chcę. – Ale on ją krzywdzi – powiedziała gwałtownie Sophia. – Musiałaś widzieć to, co ja dzisiaj. Co widziałyśmy przez ostatni czas. Ona nie jest szczęśliwa, Sandro, i martwię się o nią. Co jeśli on się nad nią znęca? Sandra zamrugała, całkowicie zszokowana twierdzeniem Sophii. Tak, zauważyła, że Karla nie była tak radosna i pogodna jak zwykle. Wyczuła, że coś jest nie tak z jej najlepszą przyjaciółką, ale nigdy nawet przez chwilę nie pomyślała, że Ken krzywdzi ją fizycznie. – Nie wiem dokładnie, co dzieje się z Karlą i Kenem – powiedziała ostrożnie Sandra. – Ale wiem, że nie ma mowy, żeby się nad nią znęcał. Karla nigdy by na to nie pozwoliła. Jest zbyt silna i niezależna, mimo że oddała Kenowi swoją uległość. Nie wspominając o tym, że powiedziałaby nam, gdyby ją krzywdził. Jesteśmy zbyt bliskimi przyjaciółkami. Wiedziałybyśmy, Sophio. Wiedziałybyśmy. – Nikt nigdy nie wiedział o piekle, które znosiliśmy Clement i ja – powiedziała z bólem Sophia. – Ukrywaliśmy to przed światem. Nasz ojciec jawił się innym jako oddany rodzic, niezdolny do wyrządzenia nam krzywdy. Ale za zamkniętymi drzwiami był strasznym człowiekiem. – Proszę, nie martw się o mnie – powiedziała Sandra. – I nie martw się o Karlę. Porozmawiam z nią, jeśli dzięki temu poczujesz się lepiej. Znam Kena. Wszyscy go znamy. Przyjaźnimy się od lat. Nie ma mowy, żeby się nad nią znęcał. I kochana, wiem, że nie jesteś zadowolona z mojego wyboru. Nie oczekuję, że go zaakceptujesz, ale chciałabym, żebyś przynajmniej go uszanowała. – Kocham cię – powiedziała łamiącym się głosem Sophia. – I nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdybym przynajmniej nie spróbowała odwieść cię od ścieżki, którą wydajesz się tak zdeterminowana podążać. Ale jeśli to jest naprawdę to, czego chcesz, jeśli to jest to, czego potrzebujesz i co sprawi, że będziesz szczęśliwa, to postaram się uszanować twoje wybory. Po prostu nie chcę stracić też ciebie. Sandra przytuliła ją ponownie. – Nie stracisz mnie. Jesteś moją siostrą i najlepszą przyjaciółką. Clement nie był moją jedyną więzią z tobą i teraz, gdy odszedł, nie oznacza to, że nasza więź została zerwana. Jesteś moją rodziną, Sophio. Kocham cię. Sophia odsunęła się, a wilgotny uśmiech drżał na jej ustach. – Oczekuję raportu jutro, tak jak Karla. Nie zasnę dzisiaj z martwienia się o ciebie. Mam tylko nadzieję, że wiesz, w co się pakujesz. – Ja też – mruknęła Sandra. – Ja też. Derrick zaparkował samochód przed The House i siedział przez chwilę, zastanawiając się znowu, dlaczego tu jest dzisiejszego wieczoru. Zazwyczaj w rocznicę śmierci Clementa spędzał dzień – i wieczór – z Sandrą. Nie żeby nie spędzał z nią mnóstwa innych dni, ale przez pierwsze dwie rocznice odejścia Clementa był z nią przez cały dzień. Trzymając ją. Pocieszając. Wspierając. I to było jego osobiste piekło. Czuł, że to niewłaściwe być zakochanym w żonie najlepszego przyjaciela. Żył z poczuciem winy przez cały okres małżeństwa Clementa z Sandrą. Clement wiedział. Domyślał się, choć Derrick robił wszystko, by nigdy nie okazać swoich uczuć. Ale jego najlepszy przyjaciel był spostrzegawczy. Znał go lepiej niż ktokolwiek inny. Nie byli tylko partnerami w interesach. Byli blisko jak bracia, chociaż Derrick nie żył w piekle, które Clement i Sophia znosili dorastając. Nie, rodzina Derricka była całkowitym przeciwieństwem rodziny Clementa. Jeśli można tak nazwać tego gównianego bękarta, który spłodził rodzinę Clementa. Rodzice Derricka byli nadal tak samo solidnie zakochani teraz, jak czterdzieści lat temu, kiedy się pobrali. Derrick był jednym z pięciorga rodzeństwa, środkowym dzieckiem. Dwóch starszych braci. Dwie młodsze siostry, które były rozpieszczane i chronione przez starszych braci. Clement był oszołomiony zżytą rodziną Derricka od momentu, gdy ich poznał. Nie wiedział, jak reagować na normalne, dobrze funkcjonujące środowisko rodzinne. Ale rodzina Derricka przyjęła Clementa z otwartymi ramionami – i Sandrę, gdy Clement się z nią ożenił. A nawet Sophię, chociaż była bardziej powściągliwa i nieufna wobec jego dużej rodziny niż Clement.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ 3 – Wypełniając Pustkę | Czytaj powieści online na beletrystyka