– Nikt – wycharczała. – On tylko wyglądał jak... – urwała bezradnie i ku jej dalszemu przerażeniu, łzy spłynęły po jej policzkach. – Przypominał mi kogoś. Proszę, czy możemy po prostu wyjść?
– Nie ma mowy, żebym pozwolił ci prowadzić do domu w twoim stanie.
Wstał, rzucił na stół kilka banknotów, po czym pociągnął ją na nogi, natychmiast popychając w stronę wyjścia, nie zatrzymując się, dopóki nie
















