– Tak, to zrozumiałe – powiedział cicho Derrick. – Ale ty nie boisz się tego z mojej strony, prawda Sandro?
Szok w jej oczach napełnił go dziką satysfakcją.
– Nie, Derrick! Nigdy!
Pocałował ją ponownie, po czym popchnął ją, by wstała z kanapy. – Idź i wykonaj swoje telefony, zanim włączy się w to policja. Jeśli znam Karlę, była absolutnie poważna w kwestii dzwonienia na policję. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby już nie zaciągnęła Kena do twojego domu. Ty zadzwoń do dziewczyn. Ja zadzwonię do Kena i dam mu znać, że jesteś cała.
Sandra oparła się plecami o kanapę z głębokim westchnieniem i odrzuciła głowę do tyłu, wpatrując się w sufit. Czuła się emocjonalnie wyżęta i po raz pierwszy nie mogła zrzucić winy na śmierć Clementa czy jej rocznicę.
To był inny rodzaj zamętu, taki, jakiego nigdy sobie nie wyobrażała, kiedy odważnie – a raczej myśląc, że odważnie – przejmowała kontrolę nad swoją przyszłością. Teraz ta przyszłość była jednym wielkim znakiem zapytania.
Westchnęła ponownie i zamknęła oczy, gdy ogarnęło ją znużenie. Odpłynęłaby, mimo chaosu w jej umyśle, gdyby dzwonek do drzwi nie zadzwonił. I zadzwonił ponownie. Natarczywie.
Wiedziała bez sprawdzania, że to prawdopodobnie Karla albo Sophia, albo nawet obie. Nie dałyby się zbyć jej telefonem z prostą informacją, że się wycofała. Chciałyby usłyszeć całą historię osobiście.
Z rezygnacją jęknęła, podniosła się z kanapy i powlekła w stronę drzwi.
Derrick podwiózł ją zaledwie pół godziny wcześniej, po tym jak wykonali wszystkie niezbędne telefony. Zadrżała, wspominając surowe pożądanie, które widziała w jego oczach. Czuła żar jego ust na swoich. Pamiętała jego opuszki palców przesuwające się po jej twarzy na szyję, gdy mówił „do widzenia” i że zobaczą się wkrótce.
Obietnica w jego głosie dała jej wiele do myślenia. Teraz, gdy była z powrotem na własnym terenie, że tak to ujmę, miała wiele do rozważenia i przetrawienia.
Jak tylko otworzyła drzwi, chciała znów jęknąć. Karla i Sophia stały, wpatrując się w nią. Wzrok Karli był ostry i przenikliwy, lustrujący Sandrę, jakby mogła zedrzeć warstwy jej myśli. Sophia wyglądała na bardziej niepewną – i zmartwioną.
Karla przepchnęła się obok niej, a Sophia podążyła w jej ślady.
– Dobra, wyśpiewaj to, kochana. Nie kupujemy tych bzdur, które powiedziałaś o po prostu zrezygnowaniu z Domu i spędzeniu wieczoru z Derrickiem.
Sandra poszła za Karlą i Sophią do salonu i opadła z powrotem na kanapę, którą przed chwilą zwolniła.
– I nie myśl, że pominiesz choćby jeden szczegół – ciągnęła Karla. – Napuszczę Kena na Derricka, jeśli będę musiała. Tak czy inaczej, wyciągnę te brudy, więc równie dobrze możesz wypluć to teraz.
– Czy wszystko w porządku? – zapytała z niepokojem Sophia. – Czy coś się stało zeszłej nocy, Sandro? Czy ktoś cię skrzywdził albo przestraszył?
Sandra uśmiechnęła się smutno. Co odpowiedzieć na te pytania? Tak, nie i tak?
– Wszystko w porządku – zapewniła. – Naprawdę. To skomplikowane.
Usta Karli zacisnęły się i przybrała ten wyraz twarzy typu „aha”, sugerujący, że wiedziała, iż coś jest na rzeczy.
– Co się zatem stało? – zapytała Sophia.
– Co tak naprawdę się stało, Sandro? – naciskała Karla. – Widziałam cię wczoraj. Słyszałam cię. I niezależnie od tego, czy miałaś jakieś obawy, znam cię i byłaś zdeterminowana i zdecydowana, by iść do Domu i doprowadzić to do końca. A potem dostaję telefon mówiący: och, nieważne, nie poszłam i jestem w domu?
Prychnęła z niedowierzaniem.
– Poszłam – wykręciła się Sandra.
Czoło Sophii zmarszczyło się. – Ale powiedziałaś, że nie.
– Nie powiedziałam, że nie poszłam – poprawiła Sandra. – Powiedziałam jedynie, że zmieniłam zdanie.
– I? – zapytała cicho Karla. – Co się stało, Sandro?
Sandra westchnęła. – Derrick się stał.
Usta Karli zaokrągliły się w literę O mniej więcej w tym samym czasie, gdy zrozumienie błysnęło w jej oczach. – O cholera. Derrick tam był, prawda? O mój Boże, czy on zwariował?
Sophia wyglądała na absolutnie zdezorientowaną, przenosząc wzrok z Sandry na Karlę, próbując nadążyć za tym, co się działo.
Zanim Sandra zdążyła odpowiedzieć, Karla wtrąciła się.
– Tak mi przykro, Sandro. Powinnam była cię ostrzec, Derrick rzadko tam bywa. To znaczy wiem, że jest członkiem, ale nawet nie przyszło mi do głowy, by ci o tym powiedzieć, bo jakie były szanse, że pojawi się w noc, w którą ty poszłaś?
Sophia potrząsnęła głową w osłupieniu. – Derrick – nasz Derrick – chodzi do Domu? Dlaczego?
Policzki Sandry ociepliły się, a ona i Karla wymieniły spojrzenia pełne zrozumienia.
– On jest Dominem – powiedziała łagodnie Karla. – Jak Ken.
Sophia zamilkła, przetwarzając rewelację. Napięcie biło od niej i sprawiło, że Sandra poczuła się nieswojo z powodu tego, co będzie musiała powiedzieć obu przyjaciółkom. Ale zwłaszcza Sophii.
Sophia była... Cóż, była bardzo czarno-biała. Jej światopogląd był bardzo wąski i nieczęsto wykraczała poza parametry, które ustaliła. Miała dobre powody, by być taką, jaką była, ale nie zawsze ułatwiało to sprawy. Sophia była sztywna i to prawdopodobnie zbije ją z tropu.
– Był tam, kiedy weszłam z innym mężczyzną – powiedziała cichym głosem Sandra. – Nie poszło dobrze.
Karla skrzywiła się. – Nie wyobrażam sobie, żeby poszło.
– Wyciągnął mnie stamtąd i zabrał do swojego domu z zamiarem wygłoszenia mi kazania, po tym jak zedrze ze mnie pasy skóry. Nie sądził, że mam jakiekolwiek pojęcie, w co się pakuję.
– A czy poinformowałaś go, że jest inaczej? – zapytała Karla.
Sandra skinęła głową. – Wtedy zrobiło się... interesująco.
Zakłopotane spojrzenie Sophii pogłębiło się, a oczy Karli rozszerzyły. Obie jej przyjaciółki pochyliły się do przodu, wyłapując ton Sandry.
Sandra wciągnęła powietrze, wiedząc, że jej przyjaciółki dowiedzą się prędzej czy później, a wolała, żeby dowiedziały się od niej.
– Derrick powiedział...
Zmagała się z tym, jak to ująć. To było o wiele trudniejsze, niż sobie wyobrażała, ponieważ wciąż sama się z tym nie pogodziła!
– Co powiedział? – podpowiedziała Karla.
– Powiedział, że jeśli to jest to, czego chcę – czego potrzebuję – to on zamierza być jedynym mężczyzną, który mi to da.
– Wow – westchnęła Karla.
Reakcja Sophii była nieco bardziej wybuchowa. – Co? Nie rozumiem. On co?
– On mnie pragnie – powiedziała cichym głosem Sandra. – Pragnął mnie od dawna. Nie wiedziałam. Czuję się tak głupio, ale nie miałam pojęcia!
– Wow – powtórzyła Karla. – To znaczy, kiedyś myślałam, dawno temu, sposób, w jaki na ciebie czasem patrzył... Myślałam, że coś jest na rzeczy. Ale potem ty i Clement byliście tak szczęśliwi, a Derrick pozostał przyjacielem was obojga i nigdy nie wykonał ruchu po śmierci Clementa, więc myślałam, że to sobie wyobraziłam.
Twarz Sophii poczerwieniała z gniewu. – Miał na ciebie ochotę, kiedy byłaś żoną mojego brata?
– To nie tak, że kiedykolwiek coś z tym zrobił – skarciła ją łagodnie Karla. – Nie możesz kontrolować tego, kto cię pociąga.
– Clement wiedział – mruknęła Sandra. – Derrick powiedział mi, że Clement wiedział i że to nie wpłynęło na ich przyjaźń.
– Z pewnością wolałabym jego od jakiegoś nieznajomego, którego poderwiesz w Domu – powiedziała Sophia, wciąż z ostrością w głosie. – Ale martwię się tym. Tobą i nim. Nigdy nie wyobrażałam sobie Derricka jako tego typu osoby. Martwię się, że mógłby cię skrzywdzić fizycznie i emocjonalnie, i martwię się o napięcie, jakie to może wywołać w naszych przyjaźniach.
Rysy Karli stężały. – Tego typu osoby? Co to ma znaczyć? Ken jest tego typu osobą, Sophio, i nigdy by mnie nie skrzywdził.
– Wiesz, że nie miałam tego na myśli – powiedziała ze znużeniem Sophia. – Martwię się o Sandrę, okej? Wygląda na to, że ostatnio podejmuje wiele impulsywnych decyzji i nie chcę, żeby została zraniona. I martwię się tą sprawą z Derrickiem. Nie jestem pewna, jak się czuję z faktem, że pociągała go żona jego najlepszego przyjaciela.
Zniecierpliwienie i frustracja walczyły w Sandrze. – Rozważyłam wszystkie te rzeczy – warknęła. – Wzięłam pod uwagę, jak to wpłynęłoby na nasz krąg przyjaciół, zwłaszcza gdyby to nie wyszło.
Wciągnęła powietrze, zanim kontynuowała.
– Nigdy nie patrzyłam na niego jak na kogoś innego niż przyjaciela aż do teraz i nie jestem pewna, jak się z tym czuję. Nienawidzę czuć się tak, jakbym zdradzała mojego zmarłego męża, nawet rozważając to. Nigdy nie byłabym niewierna Clementowi, nawet gdybym wiedziała, że Derrick żywi do mnie uczucia. I nie podoba mi się, że kwestionujesz jego prawość, bo miał uczucia do mnie, z którymi nigdy nic nie zrobił aż do teraz.
Sophia skrzywiła się i odwróciła wzrok. Karla pochyliła się bardziej, biorąc dłoń Sandry w swoją.
– Tak, to może zmienić wiele rzeczy – powiedziała spokojnym głosem Karla. – Ale nie możesz przeżyć życia, nie podejmując ryzyka. Jeśli to coś, w co chcesz wejść, musisz przynajmniej spróbować. Gorzej żyć z pytaniami „co by było, gdyby”, niż podjąć ryzyko i ponieść porażkę. Nie masz nic do stracenia, a wszystko do zyskania.
– Mam wszystko do stracenia – powiedziała surowym głosem Sandra. – Straciłam Clementa i zdruzgotałoby mnie, gdybym kiedykolwiek straciła przyjaźń Derricka. Zdruzgotałoby mnie, gdybym straciła twoją lub Sophii. Nie chcę stracić nikogo więcej, kogo kocham.
Twarz Karli wypełniła się miłością i zrozumieniem. To sprawiło, że oczy Sandry zaszły łzami, i cholera jasna, dość tych łez. Czas wyjść poza to wszystko. Przestać być taką emocjonalnie kruchą osobą.
– Skarbie, życie polega na ryzyku i nie ma gwarancji, jak dobrze wiesz – powiedziała łagodnie Karla. – Pozwól, że cię o coś zapytam. Gdybyś wiedziała wtedy, gdy ty i Clement braliście ślub, że będziesz miała z nim tylko kilka krótkich lat, gdybyś wiedziała, że umrze, czy zrobiłabyś cokolwiek inaczej? Czy odeszłabyś od niego wtedy, by oszczędzić sobie bólu po jego stracie później?
Pytanie wstrząsnęło Sandrą do głębi. Bez chwili zastanowienia, jej odpowiedź była natychmiastowa.
– Nie, oczywiście, że nie odeszłabym! Zrobiłabym to wszystko jeszcze raz i nie zmieniłabym niczego, nawet wiedząc, że go stracę. Ponieważ ten czas, który mieliśmy razem, był cudowny. Nie zamieniłabym go na nic w świecie – powiedziała z bólem.
– Więc dlaczego nie chcesz zaryzykować z Derrickiem? – zapytała Karla. – Co jeśli się uda? Co jeśli uczyni cię szczęśliwą? Co jeśli da ci to, czego chcesz i potrzebujesz? Co jeśli znów znajdziesz miłość? Co jeśli będziesz miała z nim jeden wspaniały rok, a on da ci to, czego potrzebujesz, a potem się rozstaniecie? Czy nie wolałabyś mieć tego roku i nie żyć z żalem, że nigdy nie dałaś temu szansy? Nie możesz przestać podejmować ryzyka tylko dlatego, że kogoś już straciłaś. To nie jest sposób na życie, w strachu przed życiem na wypadek bólu.
– Ona ma rację – powiedziała niechętnie Sophia. – I chcę, żebyś była szczęśliwa, Sandro. Nawet jeśli to nie z Clementem. Będę cię wspierać bez względu na to, co stanie się z Derrickiem. Jak mi powiedziałaś, jesteśmy siostrami i jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
– Dziękuję – powiedziała szczerze Sandra. – Dziękuję wam obu. Nie wiem, co bym zrobiła bez tak wspaniałych przyjaciółek – sióstr. Obie dałyście mi wiele do myślenia. I muszę to bardzo starannie rozważyć.
Karla uścisnęła jej dłoń. – Zostawimy cię z tym zatem. Po prostu wiedz, że wystarczy jeden telefon. I chcę też, żebyś wiedziała, że bez względu na wszystko, kocham cię. Ken i ja oboje cię kochamy. I on osobiście skopie tyłek Derrickowi, jeśli ten kiedykolwiek cię skrzywdzi.
Sandra uśmiechnęła się, ale smutek szarpnął jej serce. Nie chciała powodować rozłamu między przyjaciółmi. Nie chciała, by Ken kiedykolwiek gniewał się na Derricka z jej powodu.
Sophia wstała, a potem pochyliła się, by mocno przytulić Sandrę. Sandra odwzajemniła uścisk, po czym podniosła się, by odprowadzić przyjaciółki.
– Bądź w kontakcie, kochanie, dobrze? – powiedziała Karla. – A jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pogadać, po prostu podnieś słuchawkę. W dzień czy w nocy. To nie ma znaczenia.
– Będę – powiedziała zgodnie z prawdą Sandra. – I dziękuję wam obu jeszcze raz za to, że o mnie dbacie. Nie zrobię niczego, by sprawić komukolwiek ból. Mam nadzieję, że obie o tym wiecie.
– Wiemy – zapewniła Sophia. – I przepraszam, jeśli zraniłam cię rzeczami, które powiedziałam. Kocham cię, Sandro. I chcę, żebyś była szczęśliwa. Wiem, że Clement chciałby, żebyś była szczęśliwa. Trzeba naprawdę wyjątkowego faceta, by pozostać przyjacielem człowieka, który żywił uczucia do jego żony. Jeśli Clement mógł z tym żyć i żył, to ja też mogę.
Sandra przytuliła je obie, a potem patrzyła, jak idą chodnikiem do miejsca, gdzie zaparkowały przed domem. Stała tam, dopóki nie odjechały, a potem wróciła do środka po torebkę i klucze.
To był automat – wsiąść do samochodu i pojechać w stronę cmentarza. Nie była nawet świadoma tego, co robi, dopóki nie zbliżyła się do bram prowadzących do środka. Zahamowała i zatrzymała się przy wjeździe, wpatrując się przed siebie w nagrobki, które usiały krajobraz.
Jechała, by porozmawiać z Clementem. By wyjaśnić sprawę z Derrickiem i poprosić Clementa o błogosławieństwo. Kiedy przysięgała, że rusza dalej, odpuszcza i nie wróci tu. Nie ponownie.
Z potrząśnięciem głowy cofnęła na tyle, by wykonać nawrót, a potem odjechała, kierując samochód w stronę osiedla Derricka.
NIE powinien był odwozić jej do domu. Nie powinien był zostawiać jej samej po zrzuceniu na nią takiej bomby. Powinien był zatrzymać ją tutaj przy sobie, w zasięgu dotyku. Nie dając jej czasu i przestrzeni na zmianę zdania lub wyperswadowanie sobie tego, na co wiedział, że się zgadza.
















