Tym, co wprawiło ją w jeszcze większe osłupienie, był fakt, że Derrick ucieleśniał wszystko, czego – jak twierdziła – pragnęła, jeśli miała dać wiarę jego płomiennemu oświadczeniu. Dominujący. Lubił uległe kobiety. I chciał wprowadzić ją w ten styl życia. Chciał ją posiąść – mieć na własność.
– Nie wiem, co powiedzieć – rzekła szczerze. – Nigdy sobie nie wyobrażałam. Nie zdawałam sobie sprawy...
– Nie, przypuszczam, że nie – mruknął Derrick. – To nie jest coś, o czym mógłbym po prostu otwarcie powiedzieć. Ale ty, Sandro, wykonałaś pierwszy ruch. Teraz moja kolej, by wykonać wszystkie pozostałe. Wyłożyłaś, czego chcesz. Czego potrzebujesz. Czego pragniesz. A ja zamierzam być mężczyzną, który ci to da.
Wpatrywała się w niego, wciąż kompletnie przytłoczona dzisiejszym dniem, tą chwilą, tym wszystkim. Jakim cudem tak wiele zmieniło się tak szybko? Potrząsnęła głową w odruchu zaprzeczenia, mimo że jakaś jej część, ta część, która tak długo pozostawała niespełniona, krzyczała do niej, że to jest właśnie to. Tego właśnie szukała. Ale on?
Nie, byli tylko przyjaciółmi. Był najlepszym przyjacielem jej męża. Jak to będzie wyglądać w oczach innych? Jak jej przyjaciele, jego rodzina, Sophia przyjmą zmianę z przyjaźni na bycie kochankami? Więcej niż kochankami. Znacznie więcej. Nie mogła nawet pojąć, jak wiele więcej pociągał za sobą ten rodzaj relacji, którą proponował. To nie byłaby przygoda na jedną noc. Dwoje ludzi schodzących się pod wpływem chwili. To, co proponował Derrick, było... trwałe?
– Przestań to nadanalizować, Sandro – powiedział Derrick cierpliwym tonem. Ale jego szczęka wciąż była zaciśnięta. Oczy nadal błyszczały niezachwianą determinacją. Boże, czy on mówił poważnie? Jak mogła w to w ogóle wątpić, kiedy każda cząstka jego ciała krzyczała o absolutnej pewności?
A Derrick nie był impulsywny ani nawet w najmniejszym stopniu lekkomyślny. To nie było w jego stylu ani naturze. Znała go wystarczająco długo, by wiedzieć, że każdy jego ruch, czy to w interesach, czy w życiu osobistym, był dokładnie przemyślany. Ale myśl, że poświęcił im tak staranne rozważania, wprost rozsadzała jej umysł.
– Ale Derrick. Nie możemy.
Powiedziała to z naciskiem, nawet gdy sama zadawała sobie pytanie, dlaczego nie mogą. Ale przecież nie mogli, prawda? Należało wziąć pod uwagę więcej osób niż tylko ich dwoje. Byli ich przyjaciele. Sophia. Jego rodzina. Od tego wszystkiego rozbolała ją głowa, od prędkości, z jaką jej świat został nieodwracalnie zmieniony. Nie doświadczyła takiego zawirowania od dnia, w którym dowiedziała się, że jej mąż odszedł.
– Dlaczego nie? – zapytał po prostu, spokojnie. Jakby przed chwilą nie wywrócił jej starannie uporządkowanej egzystencji do góry nogami.
Cóż, to byłoby kłamstwo. Jej świat wywrócił się do góry nogami w dniu śmierci Clementa i nigdy nie wrócił na właściwe tory. Aż do teraz? Czy tego właśnie potrzebowała, by odzyskać swoje życie? By odzyskać samą siebie? Czy Derrick był tym, czego potrzebowała, czy wystarczyłby jakikolwiek mężczyzna? Nawet gdy tak pomyślała, wiedziała, że to nieprawda. Nie czułaby się w ten sposób – tak niepewnie – z innym mężczyzną, ponieważ nie byłoby to osobiste. Nie żywiłaby do innego mężczyzny uczuć, których nie potrafiła uporządkować.
– Co to oznacza, Derrick? Niczego z tego nie rozumiem. Powiedziałeś, że czekałeś. O czym my tu mówimy? Jak długo czekałeś? Zachowujesz się, jakbyś mnie pragnął – jakbyś pragnął mnie od dawna. Ale ja nie miałam pojęcia. Jak mogłabym mieć? Jesteś – byłeś – najlepszym przyjacielem mojego męża.
– Uważaj, o co pytasz, Sandro – ostrzegł Derrick. – Możesz nie być gotowa na odpowiedź.
Zamrugała, nie wiedząc, jak odebrać to konkretne stwierdzenie. Czy była ślepa? Czy była kompletną idiotką, że nie dostrzegła tego wcześniej? W myślach cofnęła się do wszystkich chwil, które Derrick spędził z nią w ciągu ostatnich lat. Ale widziała tylko niezachwiane wsparcie. Wsparcie emocjonalne. Wszystkie te razy, gdy zbierał ją w całość, kiedy była pewna, że się rozsypała.
Ale on utrzymywał ją w sile. Popychał ją, gdy nie zawsze chciała być popychana, lecz nigdy nie brał jej gniewu ani wściekłości do siebie. To cud, że nie odszedł od niej dawno temu. Ale jeśli to, co sugerował, było prawdą...
O dobry Boże. Co miała zrobić? To, czego pragnęła, zostało położone wprost na jej kolanach. Ale Derrick?
Spojrzała na niego ponownie, tym razem bez klapek na oczach. Bez przeświadczenia, że jest nietykalny, że jest przyjacielem. Najlepszym przyjacielem jej męża. Kimś, na kogo nigdy nie mogłaby spojrzeć przez pryzmat inny niż więzy przyjaźni.
I to, co zobaczyła, zaparło jej dech w piersiach.
To był żywy, oddychający, wspaniały okaz samca alfa. Obietnica dominacji i o wiele więcej lśniło w jego ciemnych oczach. Zadrżała, chłonąc sposób, w jaki na nią patrzył. Czy zawsze patrzył na nią tak, jak teraz? Czy była całkowicie nieświadoma silnego prądu pożądania, który przepływał między nimi równie mocno, jak każde wyładowanie elektryczne?
Jej wzrok powędrował po jego twarzy, w dół ciała, ogarnął szeroki rozstaw ramion, umięśnioną klatkę piersiową, a nawet masywność jego muskularnych ud. Na jego ciele nie było ani centymetra zbędnej tkanki.
Wtedy gorąco ogarnęło jej policzki i odwróciła wzrok, zawstydzona, że została przyłapana na tak oczywistym taksowaniu go wzrokiem.
Ale on nie był zrażony. W rzeczy samej, wyglądał na... zadowolonego.
– Właśnie tak, Sandro. Zobacz mnie – wypuścił powietrze. – Wreszcie. Zobacz mnie. To, kim jestem. To, czym jestem. I to, że pragnę cię każdym moim oddechem.
– Jak długo? – szepnęła, pamiętając jego napomnienie, że być może nie będzie chciała znać odpowiedzi na swoje pytanie. Ale teraz musiała wiedzieć. Musiała wiedzieć, jak długo pozostawał przez nią niezauważony.
– Od zawsze? – powiedział z niedbałym wzruszeniem ramion. Próbował to zbagatelizować, ale dostrzegła cienie, które nagle pojawiły się w jego oczach. Ten... ból. I tęsknotę. O dobry Boże. To nie mogła być prawda. Po prostu nie mogła.
– Od zawsze? – wykrztusiła. – Masz na myśli przed... Kiedy Clement i ja byliśmy razem?
Skinął krótko głową, a z Sandry uszło całe powietrze w nagłym świstnięciu, sprawiając, że osunęła się na kanapę. Chwycił ją gwałtownie, stabilizując, zanim zdążyła przechylić się na bok.
– Nie wiedziałam – mruknęła słabo.
– Oczywiście, że nie. Nie chciałem, żebyś wiedziała – wycedził. – Nie zrzuciłbym tego na ciebie, Sandro. Co mogłabyś zrobić? Byłaś zakochana w innym mężczyźnie. Poślubiona innemu mężczyźnie. Mojemu najlepszemu przyjacielowi. Twoja wiedza niczego by nie rozwiązała i położyłaby się cieniem na naszej relacji. Na nas dwojgu i nim.
Podniosła na niego wzrok, z pewnością udręczony, bo to, o co musiała zapytać w następnej kolejności...
– A Clement? – szepnęła. – Czy on wiedział?
Derrick wahał się tylko przez chwilę, jakby decydował, jak bardzo bezpośredni ma być wobec niej. Potem krótko potrząsnął głową, niemal jakby uznał, że powinna wiedzieć wszystko. Że może sądził, iż jest wreszcie gotowa usłyszeć to, czego tak długo była nieświadoma.
– Wiedział – powiedział ponuro Derrick.
– O mój Boże – rzekła drżącym głosem Sandra. – Wiedział? I byliście przyjaciółmi? Derrick, nic z tego nie rozumiem!
Derrick westchnął, po czym delikatnie pociągnął ją do przodu, aż wtuliła się w jego klatkę piersiową. Ułożył jej głowę na swoim ramieniu i pocałował czubek jej głowy, podczas gdy jedna ręka przesunęła się w dół, rozdzielając i gładząc pasma włosów, które wysypały się teraz ze spinki, jaka wcześniej je podtrzymywała.
W tym uścisku było o wiele więcej niż pocieszenie, które oferował przez ostatnie trzy lata. Wiedziała to teraz, choć nie wiedziała wtedy. Całe jej ciało było w stanie najwyższej gotowości. Tętno przyspieszyło i łomotało w żyłach. Jej piersi mrowiły, a sutki stwardniały i naparły na sukienkę. Nie miała na sobie biustonosza i wiedziała, że Derrick czuje ich kształt przez ubranie.
– Clement rozumiał – powiedział Derrick cichym głosem. – I tak, byliśmy przyjaciółmi i pozostaliśmy przyjaciółmi, ponieważ wiedział, że nigdy go nie zdradzę, i wiedział, że ty nigdy go nie zdradzisz. Wiedział, że nigdy nie zrobię użytku z mojego pociągu do ciebie. Ale tak, wiedział. I myślę, że dawało mu to pewną miarę ukojenia, wiedząc, że jeśli cokolwiek mu się stanie, ja wkroczę do akcji. Że tu będę i dam ci wszystko, czego mogłabyś chcieć lub potrzebować.
Odepchnęła się od jego piersi, by spojrzeć mu w oczy. – Ale Derrick, to musiało być...
Urwała, widząc ogień w jego oczach. Jakby tłumił swoją potrzebę i pragnienie przez tak długi czas, a teraz zostały one uwolnione, tętniące życiem i płonące w jego spojrzeniu.
– To było piekło – potwierdził cicho Derrick. – To było niebo i piekło. Niebo, kiedy mogłem spędzać z tobą czas. Kiedy po prostu mogłem na ciebie patrzeć lub widzieć twój uśmiech. Piekłem był powrót do domu w nocy ze świadomością, że jesteś w ramionach Clementa, a nie moich.
– Nie wiedziałam – wykrztusiła. – Nie wiedziałam, Derrick!
Jego wyraz twarzy złagodniał; uniósł dłoń, by pogładzić ją po policzku, przesuwając palcami w dół w czułej pieszczocie.
– Nie chciałem, żebyś wiedziała, Sandro. Byłem w niemożliwej sytuacji i nigdy tego dla ciebie nie chciałem. Ani dla Clementa. Kochałem was oboje i nigdy nie zrobiłbym niczego, by zniszczyć wasze małżeństwo lub sprawić kłopoty. Więc czekałem. Ale skończyłem z czekaniem i musisz to wiedzieć.
Jej oddech znów uwiązł w gardle na widok szczerości wypisanej na jego rysach.
Jego dłoń powędrowała niżej, aż palce musnęły leciutko jej usta. Kusiło ją, by je polizać, chcąc poczuć jego smak na swoich ustach.
– Ale teraz czuję się tak, jakbym otrzymał prezent, o którym nigdy nie marzyłem. Byłem gotów zaprzeczyć wszystkiemu w sobie. Dla ciebie. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że będziesz chciała tego, co mogę ci dać. Więc stłumiłbym tę potrzebę dominacji. Nigdy nie żądałbym od ciebie niczego, czego nie byłabyś gotowa ofiarować dobrowolnie. Ale teraz, gdy wiem, czego chcesz? Przygotuj się, Sandro, bo teraz, gdy już wiem, nie zamierzam się dłużej powstrzymywać. Mogę dać ci wszystko, czego chcesz i potrzebujesz, i o wiele więcej. O wiele, wiele więcej. Musisz tylko zdecydować, czy ufasz mi na tyle, bym ci to dał. I czy myślisz, że możesz z czasem zacząć zależeć na mnie tak bardzo, jak mi zależy na tobie.
Wtedy oblizała usta. Nerwowo. Oczekiwanie mrowiło wzdłuż jej kręgosłupa. I nadzieja. Powoli rozwijająca się jak płatki kwiatu przy pierwszym dotyku wiosny. Ogrzewająca się w słońcu po długiej zimie, czekająca, by zakwitnąć i wyrwać się z ograniczeń.
– Nie wiem, od czego zacząć – powiedziała szczerze. – Dziś wieczorem... Nic nie poszło tak, jak planowałam.
– Dzięki Bogu za to – mruknął Derrick. – Boże, kiedy pomyślę, co mogłoby się stać, gdyby mnie tam nie było. To los. Fortuna jest kapryśna, a w końcu uśmiechnęła się do mnie.
– Co będzie teraz? – zapytała cicho, nie spuszczając z niego wzroku.
Pochylił się, ujmując jej twarz w dłonie z wyjątkową czułością i czcią. Jego usta zawisły niebezpiecznie blisko jej warg, jego oddech ogrzewał jej skórę. A potem przycisnął swoje usta do jej.
Gorąco eksplodowało w jej żyłach, pędząc, aż usłyszała szum w uszach. To było jak wstrząs elektryczny, coś tak niespodziewanego, a jednak cudownego. Pożądanie, długo uśpione, wezbrało jak furia, zwijając się w jej łonie i rozprzestrzeniając na zewnątrz jak pożar.
Jej skóra cierpła, gęsia skórka unosiła się i tańczyła na jej ciele, aż zadrżała niekontrolowanie przy nim.
Pogłębił pocałunek, przesuwając ciepłym językiem po łączeniu jej warg, dopóki ich nie rozchyliła bez tchu, a on wtargnął do środka, zderzając się z jej językiem. Krzyknął cicho w jej usta. Wchłonęła ten dźwięk, nagle głodna, tak bardzo głodna więcej.
Nigdy nie wyobrażała sobie, że znów poczuje się w ten sposób. Że doświadczy tego intensywnego łaknienia, że pożądanie chwyci ją i całkowicie opanuje. Była zimna, tak bardzo zimna przez tak długi czas, a teraz była ciepła. Skąpana w ogniu. Jego żar ją pochłaniał. Jego zapach, jego smak, sama jego esencja. Jak mogła nigdy nie wiedzieć? Jak mogła sobie nigdy nie wyobrażać? Jak mogła nigdy nie widzieć w nim tego pożądanego samca alfa, który właśnie doprowadzał ją do utraty zmysłów?
Kiedy się odsunął, jego oczy były przysłonięte i rozpalone odpowiadającym pożądaniem.
– To, co teraz nastąpi, Sandro, to to, że jesteś moja. W końcu jesteś moja. I jeśli wszystko, co powiedziałaś, jest prawdą, jeśli tym, czego chcesz i potrzebujesz, jest moja dominacja, to bądź pewna. Posiądę cię. Będziesz moją własnością. I nigdy nie poznasz innego mężczyzny niż ja.
Obserwował miriady emocji przepływających przez jej oczy. Była tak ekspresyjna. Zawsze taka była. To była jedna z rzeczy, które lubił w niej najbardziej. Wystarczyło spojrzeć w jej oczy, by znać jej nastrój. Szczęście, smutek, ekscytację.
Podniecenie.
To ostatnie, jak odkrył, było niezwykle satysfakcjonujące. Nigdy nie patrzyła na niego tak, jak w tej chwili. Triumf wezbrał w nim, nawet gdy hamował swoją reakcję. To jeszcze nie było pewne. Jeszcze długa droga. Jej następne słowa to potwierdziły.
– Potrzebuję czasu, żeby pomyśleć... O tym – o nas – powiedziała drżącym głosem. – To było tak niespodziewane, Derrick. Nie chcę podejmować pochopnej decyzji, której ja – którą my – będziemy później żałować.
Jej szczerość była kolejną rzeczą, którą zawsze w niej podziwiał.
– Oczywiście – mruknął. – Nie ma pośpiechu. – Nawet gdy jego umysł krzyczał, że jest wszelka potrzeba pośpiechu. Nie chciał, żeby o tym myślała. Nie chciał, żeby sobie to wyperswadowała. Ale nie mógł tego schrzanić. Nie, kiedy był tak blisko zdobycia tego, czego pragnął od tak dawna.
– Nie wiem, jak długo...
Urwała, podnosząc rękę do skroni, jakby ją bolała, po czym pozwoliła jej opaść z powrotem na kolana. Wziął jej dłoń, pocierając opuszką kciuka jej jedwabistą skórę. Takie smukłe, delikatne palce. Jak cała ona. Nie mógł się nasycić dotykaniem jej. Z pewnością dotykał jej w przeszłości, ale zawsze w charakterze przyjaciela. Czułym. Nieprzypominającym nawet intymności. Oboje wiedzieli, że jego dotyk jest teraz intymny, i był to dreszcz, z którego szybko się nie otrząśnie.
– Nie spiesz się, kochanie. Ale chcę, żebyś mi coś obiecała, dobrze?
Kiedy nie spojrzała natychmiast w górę, uniósł wolną rękę i ujął jej podbródek, a jego dotyk był delikatny jak jej skóra.
















