Wypełniając Pustkę

Wypełniając Pustkę

Autor: Aeliana Thorne

ROZDZIAŁ 2
Autor: Aeliana Thorne
2 mar 2026
Wzięła głęboki oddech i parła naprzód. – Znalazłam miejsce, które specjalizuje się w... dominacji. Muszę wiedzieć, czy to jest to, czego mi brakuje. Czy to zawsze było to, czego mi brakowało. Może znajdę odpowiedź. Może nie. Ale muszę spróbować. Muszę wiedzieć. I nie mogłabym pójść tam bez powiedzenia ci o tym. Bez wyjaśnienia, że nigdy niczego mi nie brakowało, gdy byliśmy małżeństwem. Ani przez chwilę nie wątpiłam, że mnie kochasz, i dałbyś mi gwiazdkę z nieba, gdybym poprosiła. Ale o to... O to nie mogłam cię poprosić. A teraz potrzebuję czegoś, co wypełni pustkę. W mojej duszy jest dziura, Clement. Taka, której mogę już nigdy nie wypełnić. Ale teraz wezmę nawet bandaż. Chwilowe ukojenie, jeśli tak wolisz. Chciałam tylko, żebyś wiedział. Będzie dobrze. Nie pakuję się w niebezpieczną sytuację. Upewniłam się, że będę bezpieczna. I choć bolesne jest dla mnie mówienie tego, w końcu pozwalam ci odejść. Trzymałam się ciebie zbyt długo. Nie mogę już tego robić. Życie toczy się wokół mnie. Życie trwa dalej. To brzmi tak banalne, prawda? Ale to prawda. Karla i Ken martwią się o mnie. Sophia się martwi. I Derrick. Boże, jestem zaskoczona, że jeszcze nie umył od mnie rąk. Byłam dla niego takim ciężarem – dla nich wszystkich – przez te ostatnie trzy lata i nie chcę już dłużej być tą kobietą. – Dałeś mi pewność siebie i niezależność, bym mogła latać. Chcę to znowu odzyskać, Clement. Nauczyłeś mnie tak wiele. Dałeś mi świat. Problem w tym, że kiedy odszedłeś, zabrałeś mój świat ze sobą. A ja chcę go z powrotem. Chcę żyć, a nie być tą pustą skorupą samej siebie, którą byłam od twojej śmierci. Wzięła uspokajający oddech, wiedząc, że to, co powie za chwilę, jest głupie. Ale musiała to z siebie wyrzucić. Powiedzieć to, a potem uwolnić się od dręczących emocji. – Chcę ci też powiedzieć, że ci wybaczam. Wiem, że to brzmi tak głupio. Nie potrzebujesz mojego wybaczenia. Ale byłam na ciebie tak zła przez tak długi czas za to, że mnie zostawiłeś. Byłam tak samolubna. Spędziłam trzy lata, będąc złą i pełną żalu, i od dzisiaj nie zamierzam już być tą osobą. Pozwoliła dłoni opaść, by przesunąć nią po rozgrzanym słońcem marmurze nagrobka. – Kocham cię. Tęsknię za tobą. Zawsze będę cię kochać. Ale żegnaj, Clement. Gdziekolwiek jesteś, mam nadzieję, że zaznałeś spokoju i mam nadzieję, że wiesz, jak bardzo cię kochałam. Dziękuję, że mnie kochałeś. Zamknęła oczy, gdy zebrały się w nich łzy, i nie otworzyła ich, dopóki nie była pewna, że może wrócić do samochodu, gdzie czekał Derrick, nie wyglądając, jakby się rozsypała. Z ostatnim spojrzeniem na grób i kwiaty, które straciły już kilka płatków na wietrze, odwróciła się, wyprostowała ramiona i odeszła. Wiatr przybrał na sile, a słońce mocniej przebiło się przez chmury, oświetlając jej twarz. Zwróciła twarz ku górze, chłonąc ciepło, gdy spokój otulił ją swoim delikatnym objęciem. To było tak, jakby Clement wysyłał jej wiadomość, albo może tylko wyobrażała sobie, że błogosławi jej decyzję. Derrick przytrzymał jej drzwi, z wzrokiem utkwionym w jej twarzy, jakby próbował ocenić jej nastrój. Starała się nie okazywać żadnych zewnętrznych emocji. Ponieważ była pewna, że sprzeciwiłby się temu, co zamierzała powiedzieć, a gdyby pomyślał, że jest zdenerwowana, nigdy nie zostawiłby jej samej przez resztę dnia. Poczekała, aż usiądzie za kierownicą i odjadą, zanim się do niego zwróciła. – Mam dziś plany na lunch, więc nie musisz ze mną zostawać. I mam też plany na wieczór – mruknęła, pozwalając mu zrozumieć to tak, jak chciał. Czoło Derricka zmarszczyło się i nie robił nic, by ukryć swoje zaniepokojenie. Sięgnął po jej dłoń, gdy zatrzymali się na światłach. – Co się z tobą dzieje, kochanie? Jego ton był pełen troski, a oczy wwiercały się w jej spojrzenie. Posłała mu półuśmiech. – Idę na lunch z Sophią i Karlą. Czas skończyć z odgrywaniem pogrążonej w żałobie wdowy co roku w ten sam dzień. Minęły trzy lata, Derrick. Odszedł i nie wróci. Zamilkła na chwilę, ból jej stwierdzenia na moment odebrał jej dech. Ale to musiało zostać powiedziane. Uznane. I być może wypowiedzenie tego na głos sprawiło, że stało się o wiele bardziej realne. Mogłaby przysiąc, że zobaczyła ulgę w jego głębokich brązowych oczach, ale zniknęła tak szybko, że była pewna, iż to sobie wyobraziła. – Jesteś pewna, że nie chcesz, abym wpadł po twoim lunchu z dziewczynami? Pokręciła głową. – Nie. To nie jest konieczne, Derrick. Niańczyłeś mnie wystarczająco długo. Czas, bym stanęła na własnych nogach. Jestem pewna, że musi to być dla ciebie ulga, że nie musisz nade mną wisieć ze strachu, że stracę panowanie nad sobą. Po prostu przepraszam, że byłam dla ciebie takim ciężarem przez tak długi czas. Tym razem błysk gniewu pojawił się w tych ciemnych oczach. – Nie jesteś ciężarem, do cholery. Clement był moim najlepszym przyjacielem, Sandro. On – i ty – znaczycie dla mnie cholernie dużo. Uścisnęła jego dłoń, gdy przyspieszył po tym, jak samochód za nimi zatrąbił gniewnie, bo Derrick nie ruszył natychmiast, gdy światło zmieniło się na zielone. – I doceniam to. Doceniam wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Ale już czas, Derrick. Muszę to zrobić. Odszedł. Muszę to zaakceptować. Derrick nie odpowiedział. Skierował wzrok przed siebie, a napięcie wewnątrz samochodu zgęstniało. Czy go rozzłościła? Była tylko szczera i szczerze myślała, że będzie zadowolony, iż nie musi już traktować jej jak kruchego szkła. Że może wrócić do własnego życia, nie czyniąc jej priorytetem w swoim. Kiedy dotarli pod jej dom, wysiadła, tak jak on. Odprowadził ją do drzwi, a ona weszła do środka, odwracając się, by podziękować i się pożegnać. – To nie jest pożegnanie – powiedział szorstko. – Tylko dlatego, że myślisz, że już mnie nie potrzebujesz, nie oznacza, że po prostu zniknę. Przygotuj się na to, Sandro. Po tych słowach obrócił się na pięcie i odszedł chodnikiem, zostawiając ją wpatrzoną z otwartymi ustami, gdy odjeżdżał. Sandra wjechała na parking Lux Café przy Westheimer i zaparkowała swojego roadstera BMW obok srebrnego coupé Mercedesa Sophii. Samochód był prezentem dla Sophii od Clementa na jej dwudzieste pierwsze urodziny, zaledwie rok przed tym, jak zginął w fatalnym wypadku samochodowym, który zabrał go zarówno żonie, jak i siostrze. Clement i Sophia często jeździli do Las Vegas. On uwielbiał hazard i nauczył Sophię grać we wszelkie gry kasynowe. Nawet wyostrzył jej umiejętności w pokerze na tyle, że stała się groźnym przeciwnikiem przy stołach. Clement zawsze chichotał, gdy jej wygrane przewyższały jego własne, chociaż odmawiała gry przy tym samym stole co on, ponieważ jego żyłka rywalizacji była taka, że nie lubił przegrywać. Nawet ze swoją żoną. Ich ulubionym miejscem pobytu był The Venetian, gdzie Sandra odkryła Lux Café i całe wspaniałe jedzenie z menu. Była zachwycona, gdy jeden otworzono w Houston, i szybko stał się ulubionym miejscem jedzenia dla nich i ich przyjaciół. Pospieszyła do wejścia, sprawdzając zegarek z grymasem. Clement zawsze droczył się z nią z powodu jej braku punktualności, a spóźniła się piętnaście minut na lunch z Sophią i Karlą. Dwie kobiety czekały w środku, gdy Sandra wpadła do środka. Jej wzrok natychmiast spoczął na szwagierce. Rocznica śmierci Clementa była dla niej tak samo trudna jak dla Sandry, ponieważ Clement był jej jedyną rodziną. Sandra starała się, by ona i Sophia pozostały blisko po jego odejściu. Lgnęły do siebie, obie pogrążone w żalu po stracie. Cienie były widoczne w oczach Sophii, ale rozjaśniły się, gdy zobaczyła Sandrę i natychmiast podeszła, by ją przytulić. – Jak się masz? – szepnęła Sophia. Sandra uścisnęła ją i odsunęła się z uśmiechem. – Wszystko u mnie w porządku. – I mówiła to szczerze. Następnie zwróciła się do Karli i przyciągnęła ją do uścisku. – Dajesz radę dzisiaj? – zapytała cicho Karla. – Usiądźmy, a potem pogadamy. Umieram z głodu – powiedziała Sandra z uśmiechem. Pozostałe dwie kobiety wyglądały na zachwycone nastrojem Sandry. Zawstydzało ją, że była ciężarem nie tylko dla Derricka przez ostatnie trzy lata, ale także dla swoich najbliższych przyjaciółek. Ale koniec z tym. Dzisiaj... Cóż, dzisiaj był pierwszy dzień odbudowywania jej życia. Wracania na właściwe tory i wypełniania pustki pozostawionej przez śmierć męża. Zostały posadzone w przestronnej loży – Sandra nienawidziła długich rzędów stolików, które stały praktycznie jeden na drugim. Nawet jeśli jej rozmowa była swobodna, nie znosiła być podsłuchiwana przez innych. A dzisiaj, ze wszystkich dni, chciała mieć zapewnioną całkowitą prywatność. – Wyglądasz... inaczej – zamyśliła się Karla, gdy otwierały menu. Sandra zostawiła swoje zamknięte, bo wiedziała, czego chce. Inni naśmiewali się z niej, ponieważ przy tych wszystkich wspaniałych pozycjach w ogromnym menu, zazwyczaj brała dokładnie to samo i dzisiaj nie było inaczej. Shaking Beef. Jej absolutnie ulubiona rzecz, którą serwowano w Lux Café. – Jestem inna – powiedziała Sandra cichym tonem. Oczy Sophii rozszerzyły się. – Co się stało? – Nie chodzi o to, co się stało. Chodzi o to, co się stanie – powiedziała stanowczo Sandra. – O-ou. Czy my w ogóle chcemy to usłyszeć? – zapytała Karla. Cisza zapadła przy stole, gdy pojawił się kelner, by przyjąć zamówienia. Dopiero po jego odejściu Sophia zachęciła Sandrę do wyjaśnienia, co miała na myśli. Sandra westchnęła, a potem spojrzała na Karlę. – Chciałam cię zapytać... To znaczy wiem, że to osobiste pytanie, ale mówiłaś o tym wcześniej i jeśli to zbyt osobiste, nie krępuj się powiedzieć mi, żebym pilnowała własnego nosa, ale naprawdę chciałabym zadać ci kilka pytań o ciebie i Kena. Ciemny cień przemknął przez twarz Karli i smutek zagościł w jej oczach na krótką chwilę, zanim go odgoniła. Ale to spojrzenie nie umknęło uwadze ani Sandry, ani Sophii, które wymieniły szybkie, zdziwione spojrzenia. – Wiesz, że możesz mnie pytać o wszystko – powiedziała lekko Karla, chociaż lekkość jej tonu wydawała się Sandrze wymuszona. Decydując się spróbować zrozumieć później, co się za tym kryło, Sandra ruszyła z tematem. – Mówiłaś, że ty i Ken macie relację dominujący-uległa. Że to on rozdaje karty w łóżku i poza nim. Chciałam tylko wiedzieć... To znaczy, to brzmi głupio, bo oczywiście jesteś szczęśliwa. Każdy, kto was widzi, widzi, jak bardzo jesteście w sobie zakochani, ale chciałam wiedzieć więcej o tym, jak to działa. Sophia zbladła i Sandra nienawidziła poruszać tego tematu przy niej, ale nie chciała ukrywać czegoś tak ważnego przed szwagierką. Nie tylko szwagierką, ale najlepszą przyjaciółką. Sophia i Karla były jej dwiema najlepszymi przyjaciółkami na świecie. Nie mogła się tym z nimi nie podzielić, bo to było wielkie. Milowy krok naprzód w porównaniu z życiem, jakie wiodła przez ostatnie trzy lata. – Sandro? Dlaczego pytasz? – zapytała Karla zdziwionym głosem. Przepełnionym troską. Sandra wzięła kolejny głęboki oddech i zamknęła oczy. Sięgnęła po dłoń Sophii, bo wiedziała, że to będzie trudne dla jej szwagierki. – Obie wiecie, że kochałam Clementa całym sercem. Dał mi wszystko. Ale zawsze miałam tę... potrzebę. Pragnienie. Żądzę. Nie wiem, jak to nazwać. Ale zawsze pragnęłam... dominacji. I wszystkiego, co się z tym wiąże. I to była jedyna rzecz, o której wiedziałam, że nie mógł, nie chciał mi dać. Kochałam go zbyt mocno, by kiedykolwiek tego od niego wymagać. Rozmawialiśmy o tym raz. Na początku naszego związku. Zanim dowiedziałam się o jego dzieciństwie. Zawsze tak bardzo bał się, że skończy jak jego ojciec. Sama myśl o zrobieniu czegokolwiek, co mogłoby mnie skrzywdzić lub zostać odebrane jako znęcanie się, przerażała go. I myślę, że na początku bał się, że mnie straci, ponieważ nie mógł zapewnić mi tego rodzaju relacji. Wzrok Sophii opadł, ale Sandra widziała łzy zbierające się w kącikach jej oczu. Sandra zacieśniła uścisk na dłoni Sophii, dodając jej siły, której do tej pory nie miała. – I chcesz tego teraz? – zapytała Karla, marszcząc brwi. – Powoli – Sandra skinęła głową. Głowa Sophii uniosła się, protest już formował się na jej ustach, ale Sandra uciszyła ją kolejnym uściskiem dłoni. – Nie chcę związku. To znaczy, nie stałego. Znalazłam ideał raz. Wiem, że nigdy więcej nie znajdę takiej miłości. Ale potrzebuję czegoś, co wypełni pustkę. Pustkę, która zawsze istniała, ale dopóki byłam z Clementem, nie była tak bolesna. Nie byłam samotna. Zapewniał mi to, czego potrzebowałam, nawet jeśli malutka część mnie zawsze chciała i potrzebowała więcej. Wiem, że to brzmi strasznie. Kochałam go całym sercem i duszą i nigdy nie zrobiłabym nic, by go skrzywdzić. Ale jego nie ma. Musiałam pogodzić się z faktem, że bez względu na to, jak bardzo bym tego chciała, on nie wróci. Emocje ścisnęły jej gardło i zamrugała, gdy gorąca wilgoć zasnuła jej oczy. Wytarła pospiesznie policzki, nie chcąc robić sceny w miejscu publicznym. Głowa Sophii opadła ponownie, łza spłynęła po jej bladym policzku. – Jestem samotna – szepnęła Sandra. – I potrzebuję czegoś, kogoś, by wypełnił tę pustkę, którą zostawił po sobie. Czas, bym odpuściła i spróbowała ruszyć dalej. Znalazłam miejsce... – Jakie miejsce? – zapytała wprost Karla. – Nazywa się The House. Wyraz twarzy Karli złagodniał. – Tak, znam je. Ken i ja mamy tam członkostwo. Przyjaźni się z właścicielem, Damonem Roche. Damon jest żonaty i ma teraz dziecko, więc nie jest tak aktywny jak wcześniej, ale wciąż to prowadzi. – To z nim rozmawiałam – przyznała Sandra. – Zweryfikował moje członkostwo. Był dla mnie bardzo miły. Chciał się upewnić, że wiem, w co się pakuję. – A wiesz? – wypaliła Sophia, znowu podnosząc głowę. – Sandro, to poważna sprawa. Co jeśli stanie ci się krzywda? Co jeśli trafisz na niewłaściwego mężczyznę? Wiesz, jakie potwory istnieją na świecie. Bóg wie, że mój ojciec był jednym z nich. Jak możesz w ogóle myśleć o wchodzeniu na ślepo w taką sytuację?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ 2 – Wypełniając Pustkę | Czytaj powieści online na beletrystyka