Wypełniając Pustkę

Wypełniając Pustkę

Autor: Aeliana Thorne

ROZDZIAŁ 11
Autor: Aeliana Thorne
3 mar 2026
Wtedy przytulił ją do siebie, trzymając mocno, rozkoszując się jej dotykiem i zapachem. Przycisnął usta do czubka jej głowy i zamknął oczy, dziękując w duchu, że nie uciekła. Że miała dość odwagi, by dać im szansę. To było wszystko, o co kiedykolwiek prosił. Gdyby mógł mieć to jedno, nigdy w życiu nie poprosiłby o nic więcej. — Sandro, spójrz na mnie, kochanie — powiedział łagodnie, odsuwając się na tyle, by móc unieść jej podbródek. Tak, by napotkała jego wzrok. — Jeśli to cię tak unieszczęśliwia, musisz wiedzieć, że nie będę tego od ciebie wymagał. Chcę tylko, żebyś była szczęśliwa. Żebyśmy oboje byli szczęśliwi. Najlepiej ze sobą nawzajem. — Nie dowiem się, czy ty… czy to… da mi szczęście, jeśli nie spróbujemy — powiedziała cicho. Oblizała wargi, a nerwowość była widoczna na jej twarzy. — Chcę spróbować, Derrick. Ale musisz obiecać, że będziesz dla mnie cierpliwy. Nie wiem, co tu robić. Nie wiem, jak się zachować ani jak reagować. Nie mam instrukcji obsługi. To nie jest coś, co kiedykolwiek sobie wyobrażałam. Pogładził ją po policzku, ocierając ostatnie ślady łez. — Mamy mnóstwo czasu, Sandro. Bez pośpiechu. Bez niecierpliwości. Podaruj mi swoje zaufanie. I swoją uległość. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żebyś nigdy tego nie żałowała. Jej wyraziste oczy zapłonęły nagłym blaskiem. Źrenice się rozszerzyły i dostrzegł w tych głębiach budzące się pożądanie. Prośba o jej uległość rozpaliła jej wyobraźnię. Przypomniała jej o wszystkim, czego pragnęła. — Co teraz robimy? — szepnęła. — Na razie chodź do środka. Zrobię ci kawę. Niczego nie pragnę bardziej, niż posiedzieć z tobą przez chwilę. Możemy porozmawiać. Po prostu pobyć. Porozmawiamy o nas. Umówimy się na randkę. Chcę się tym nacieszyć, Sandro. To zbyt ważne, by się spieszyć. Czekałem tak długo. Poczekam cholernie dużo dłużej, jeśli będę musiał. — Chciałabym tego — mruknęła, a jej spojrzenie ociepliło się. Dostrzegł jej akceptację. Nie tylko tego, co zaproponował, ale nieuchronności ich relacji. Jako pary. Obserwował uważnie, szukając jakichkolwiek oznak wahania. Strachu czy niepewności. Ale jej wzrok pozostał niezachwiany, dopóki nie upewnił się, że tego właśnie naprawdę chciała. Szansy. Jego szansy na to, by ją mieć. Implikacje tego faktu niemal go rozbiły. Ona w jego ramionach. W jego łóżku. Jego. — Są jeszcze inne sprawy, które muszę z tobą omówić — powiedział, przypominając sobie rozmowę z Jamesem sprzed kilku chwil. Przechyliła głowę na bok, ewidentnie wyczuwając zmianę w jego nastroju. — O co chodzi, Derrick? Czy coś jest nie tak? Wsunął jej dłoń w swoją, a potem poprowadził ją do swojego domu. — Nie, nic złego się nie dzieje. Po prostu jest coś, co chcę, żebyś usłyszała ode mnie. Spięła się, ale milczała, gdy prowadził ją do kuchni, gdzie stał dzbanek z kawą zaparzoną wcześniej. Nalał dwa kubki i podgrzał je w mikrofalówce, po czym wrócił do niej, wręczając jej jeden z nich. — Chodźmy do salonu, tam będzie nam wygodniej — zachęcił. Kiedy usadowił ją na kanapie, zajął fotel stojący po przekątnej, choć najbardziej pragnął mieć ją w ramionach. Przy sobie. Jej ciało ogrzewające jego. Sączył leniwie kawę, zastanawiając się, którym z dwóch zadań powinien zająć się najpierw. Ugruntować ich związek? Czy może przygnieść ją wiadomością, że zastępuje Clementa? Skrzywił się, decydując odłożyć to drugie na czas po omówieniu ich relacji. — Wiem, że to dla ciebie dużo, zwłaszcza w dniu śmierci Clementa — zaczął. — Musisz zrozumieć, że nie planowałem tego w ten sposób, Sandro. Zmusiłaś mnie do działania, kiedy zobaczyłem cię w Domu. Tak, absolutnie zamierzałem wykonać ruch. Wkrótce. Ale rocznica śmierci twojego męża nie była momentem, w którym chciałem to z tobą zaczynać. — Rozumiem — powiedziała cicho. — I przepraszam, Derrick. Nie pamiętam, czy ci to mówiłam, czy nie. Ale jest mi przykro. Przykro z powodu tego, jak to się stało. Że to w ogóle miało miejsce. Musisz wiedzieć, że to nie był jeden z moich momentów chwały, kiedy zobaczyłeś mnie w Domu. Byłam… zażenowana. Z pewnością nie w ten sposób chciałabym ci o tym powiedzieć. (2 tygodnie później) Derrick opuścił ciało na nią, pozwalając, by jego ciężar ją przycisnął, ale wsparł się na przedramionach, by jej nie zgnieść. Była drobna i delikatna, tak bardzo, że wyglądała, jakby mogła się złamać przy zbyt szorstkim traktowaniu. Ale to nie o jej ciało martwił się najbardziej. Chodziło o jej serce. Jej emocje. Nie chciał jej przytłoczyć. Nie chciał, żeby się go bała. Nigdy tego. Cokolwiek, byle nie to. Nie zniósłby, gdyby kiedykolwiek spojrzała na niego ze strachem w tych pięknych oczach. Podtrzymując się na jednym ramieniu, wolną ręką wodził po liniach jej twarzy, zachowując w pamięci każdą sekundę tego pierwszego razu. Z trudem pojmował, że ona w końcu jest jego. Że leży w jego łóżku, naga, i że za chwilę będą się kochać. Nie chciał, żeby czuła się przytłoczona, ale w rzeczywistości to on był całkowicie przytłoczony. — Czekałem na to tak długo — powiedział, a głos załamał mu się z emocji. — Na ciebie. Uśmiechnęła się i wtuliła policzek w jego dłoń, łasząc się do jego dotyku. Potem złożyła pocałunek na jego ręce, po prostu prosty, słodki gest, który wywrócił jego serce na drugą stronę. — Kochaj się ze mną, Derrick — szepnęła, a jej oczy płonęły jasnym blaskiem. Lśniły w łagodnym świetle sypialni, żywe od odpowiadającego mu pożądania. Opuścił usta na jej wargi, wdychając jej zapach, gdy smakował jej ust. Wcisnął język do środka, liżąc jej język, eksplorując jej usta. Był tak twardy, że aż bolało. Musiał pozbyć się bariery między nimi. Pragnął swojego ciała przy jej ciele. Chciał poczuć jej miękkość i ciepło. — Daj mi minutę, żebym zrzucił te ciuchy — mruknął przy jej ustach. — Nie ruszaj się. Uśmiechnęła się ponownie i przeciągnęła, unosząc ramiona nad głowę. To był gest poddania. Czy zamierzony? Sygnał jej uległości? Zdjął ubranie, niemal drąc je w pośpiechu. Jej oczy rozszerzyły się, gdy jego erekcja uwolniła się z ucisku. Spojrzał w dół i skrzywił się, rozumiejąc jej zaskoczenie. Był twardszy niż kiedykolwiek w życiu. Jego fiut prężył się w górę, tak nabrzmiały i napięty, że żyły były wyraźnie zarysowane. Żołądź była niemal fioletowa, a z czubka sączył się już preejakulat. Nie odważył się dotknąć samego siebie. Nie ufał sobie, że nie dojdzie tu i teraz. — Masz piękne ciało, Derrick — powiedziała nieśmiało, a rumieniec zakwitł na jej policzkach. Poczuł, jak gorąco barwi jego własne policzki, zawstydzony jej taksującym spojrzeniem. Nigdy wcześniej nie czuł się skrępowany swoim ciałem. Dbał o formę. Dbał o siebie. Zazwyczaj nie był skromny, ale to było dla niego ważne, by doceniła jego fizyczność. Może czyniło go to próżnym, ale pragnął jej aprobaty. Chciał, żeby pragnęła go w każdym calu tak mocno, jak on pragnął jej. — To ty jesteś piękna — powiedział szczerze. — Tak cholernie piękna, że aż sprawiasz mi ból, Sandro. Wygięła ciało w cichym zaproszeniu. Nie potrzebował zachęty. Przesunął się szybko na łóżko, bez myśli o dominacji. O rozkazywaniu czy układaniu jej w uległej pozycji. Dziś w nocy chciał tylko ją mieć. Przypieczętować związek rodzący się między nimi. Dominacja — jej uległość — mogły przyjść później. — Rozszerz nogi, kochanie — powiedział chrapliwie. — Pozwól mi zobaczyć tę śliczną cipkę. Chcę cię posmakować. Umieram, żeby cię posmakować. Chcę, żebyś doszła w moich ustach. Wprost na mój język. Zadrżała, a gęsia skórka przebiegła po jej ciele. Jej sutki stwardniały i zmarszczyły się, zapraszając go do skosztowania. Chciał wszystkiego. I zanim noc dobiegnie końca, posmakuje każdego cala tej zachwycającej skóry. Żadna część jej nie pozostanie niezbadana. Będzie wiedział, co sprawia jej przyjemność, gdzie są jej czułe punkty. Umierał z pragnienia, by ona również go posmakowała. Żeby jej usta zacisnęły się na jego fiucie, a język omiatał jego jaja. Ale na to było mnóstwo czasu. Mieli cały czas świata. Wkrótce. Wkrótce będzie miał całkowitą władzę nad jej ciałem. Będzie miał jej całkowite posłuszeństwo i uległość. Ale dzisiejsza noc była w całości o niej. Zaspokajaniu jej pragnień, pokazywaniu jej, jak dobrze może im być razem. Kiedy z wahaniem rozchyliła uda, dając mu wyraźny widok na jej kobiecość, zobaczył wilgoć lśniącą na delikatnych fałdach. Satysfakcja go ogarnęła. Chciała go. Była mocno podniecona. Desperacko pragnął wejść w tę słodką cipkę, poczuć, jak jej gorąco go pochłania, chwyta jak pięść. Ale zmusił się do powściągliwości. Zamiast tego pokonał dystans między nimi, wpełzając na łóżko między jej rozłożone uda. Niezdolny się oprzeć, przesunął palcem po jej wargach sromowych, lekko muskając łechtaczkę, zanim zaczął krążyć wokół jej ciasnego wejścia. Wygięła się w łuk jak wystrzelona z procy, jej reakcja była intensywna i natychmiastowa. Złapała oddech, gdy kontynuował swoją ostrożną eksplorację. Zanurzył jeden palec do środka, ledwie drażniąc wejście. Ociekała pożądaniem. Była tak mokra i wilgotna. Mógłby ją wziąć teraz. Z pewnością była gotowa. Ale chciał, żeby straciła zmysły. Żeby kompletnie odleciała, zanim zabierze ich oboje poza krawędź. Rozkoszując się myślą o ostatecznej satysfakcji, kontynuował dotykanie jej, pieszczenie, doprowadzając ją bliżej orgazmu. Kiedy zaczęła drżeć, a całe jej ciało napięło się, odsunął się, dając jej chwilę na ochłonięcie. — Derrick… Jego imię zabrzmiało błagalnie, desperacko. Zachichotał i pocałował wnętrze jej uda, lekko drażniąc skórę zębami. Ponownie zadrżała, już pracując z powrotem na wyżyny rozkoszy. Planował się nie spieszyć, delektując się każdą sekundą tego doświadczenia. Używając palców, by delikatnie rozchylić jej fałdy i bardziej ją przed sobą odsłonić, pochylił się, zaciągając się głęboko, wchłaniając jej zapach. Cichy warkot wyrwał się z jego gardła. Desperacko jej pragnął. Chciał zanurkować, pożreć ją ustami, a potem swoim kutasem. Jego jaja bolały z potrzeby posiadania jej. I wtedy wtargnęła niechciana myśl, wyrywając go z fantazji o pieprzeniu jej długo i mocno. Kolejny jęk, tym razem konsternacji, wyrwał się z jego ust. — Co się stało, Derrick? Jej pełne niepokoju pytanie sprawiło, że podniósł głowę. Westchnął, zniesmaczony sobą, że nie zajął się tym wcześniej. Że nawet o tym nie pomyślał. Był tak pochłonięty zapewnieniem sobie jej zgody, tak skupiony na samym akcie, że nie poświęcił ani chwili na rozważenie ochrony dla niej. — Tak mi przykro, kochanie. Boże, mógłbym kopnąć się w jaja za to. Nie mogę uwierzyć, że to nie wypłynęło wcześniej. Nie pomyślałem o zabezpieczeniu ciebie. Jej czoło zmarszczyło się w zdziwieniu. Nie rozumiała, do czego zmierzał.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ 11 – Wypełniając Pustkę | Czytaj powieści online na beletrystyka