Punkt widzenia Luki
Westchnąłem, opadając na fotel w biurze. Po kilku sekundach siedzenia i łapania oddechu wstałem, zdjąłem marynarkę i powiesiłem ją na oparciu krzesła. Rozpiąłem kciukiem kilka pierwszych guzików i znów westchnąłem.
To był naprawdę stresujący dzień, a jeszcze się nie skończył. Byłem super wdzięczny, że spotkania na dziś dobiegły końca i że wszystko, co mi pozostało, to stworzeni
















