Punkt widzenia Sofii
Usiadłam na łóżku w chwili, gdy usłyszałam przekręcanie klucza w zamku. Serce waliło mi w piersi; jakaś część mnie myślała, że to ojciec, i ta myśl wystarczyła, by lodowaty strach przeszył mój kręgosłup. Było kilka minut po dziesiątej w nocy i nie miałam pojęcia, kto to może być.
Drzwi uchyliły się, a ja poczułam, jak powietrze, które nerwowo wstrzymywałam w gardle, uchodzi ze mnie w ulgą, gdy zobaczyłam młodszego brata stojącego w progu z dumnym uśmiechem na twarzy.
– Wchodź szybko i zamknij drzwi – ponagliłam go, a on cicho wszedł i zamknął drzwi, po czym przekręcił moje klucze, aż zamek znów się zablokował.
– Czy ty właśnie włamałeś się do mojego pokoju? – zapytałam, gdy podszedł do mojego łóżka. Wzruszył ramionami z szelmowskim uśmiechem, po czym wskoczył na materac i pomachał mi przed twarzą małym gwoździkiem.
– Nowa umiejętność odblokowana, tak, zrobiłem to – wyrzucił z entuzjazmem, a ja uśmiechnęłam się lekko na widok jego dumnej miny.
– Gdzie się tego nauczyłeś? Myślałam, że zaczniesz szkolenie dopiero w przyszłym roku? – zapytałam, bo miał tylko piętnaście lat, a szkolenie chłopców w mafii oficjalnie zaczyna się po ukończeniu szesnastego roku życia.
– Sam do tego doszedłem. Próbowałem na moich drzwiach od dłuższego czasu, aż opanowałem tę umiejętność do perfekcji. Jakie to super, co? – zachwycał się znowu, a ja wzruszyłam ramionami. Nauka otwierania zamków wytrychem nie była czymś, z czego ludzie powinni być dumni, ale dla chłopców w mafii była to wielka sprawa, skoro będą potrzebować wszystkich cwaniackich umiejętności, jakie tylko wpadną im w ręce, by stać się kimś ważnym w tym świecie. A opanowanie tej sztuki samodzielnie było sporym osiągnięciem, zważywszy na to, że mieli ich tego uczyć dopiero po oficjalnym rozpoczęciu szkolenia.
– To naprawdę niesamowite – pochwaliłam go, bo rzeczywiście tak było, a on uśmiechnął się nieśmiało, uroczo pokazując dołeczki; była to jedna z niewielu cech, które dzieliliśmy jako rodzeństwo.
– Przyniosłem ci kilka przekąsek, bo ojciec kazał nie przynosić ci jedzenia na górę, żebyś mogła przemyśleć swoje lekceważące zachowanie, którego dopuściłaś się w jego gabinecie – przewrócił oczami pod koniec zdania i wygrzebał wspomniane przekąski z kieszeni, po czym wcisnął mi je w ręce. Chwyciłam go za nadgarstek, zanim zdążył się odsunąć.
– Nie wpadniesz przez to w kłopoty? – zapytałam ostrożnie. Mój żołądek wybrał ten moment, by głośno zaburczeć, a ja zaczerwieniłam się, gdy posłał mi ukradkowe spojrzenie, wziął jedno z ciastek z moich ud, rozerwał opakowanie i znów wcisnął mi je w dłonie.
Przyjęłam je i wzięłam kęs; mleczny smak rozpuścił się na moim języku niemal natychmiast.
– Dziękuję ci bardzo, Angelo – powiedziałam do młodszego brata, a on tylko uśmiechnął się do mnie, po czym sięgnął ręką i poklepał mnie lekko po policzku.
Czasami zastanawiam się, jak mój brat mógł być już tak dojrzały w tak młodym wieku. Kiedy ja miałam piętnaście lat, z pewnością nie byłam tak bystra i dojrzała... Może to męska rzecz?
– Jak się czujesz z tym, że wychodzisz za mąż? – zapytał, a ja zatrzymałam kawałek ciastka, który miałam właśnie włożyć do ust, i wypuściłam powietrze z westchnieniem, po czym schowałam ciastko z powrotem do torebki.
– Czuję strach, mdłości, przerażenie i cholerny ból – odpowiedziałam szczerze, a serce w mojej piersi stało się smutne i ciężkie. Przesuwałam palcami po torebce z ciastkami bez przekonania, próbując sobie wyobrazić, jak to będzie być żoną Luki Ricciego.
Potrafiłam myśleć tylko o tym, jak mnie policzkuje i bije, jeśli ośmielę się zakwestionować którąkolwiek z jego decyzji, i sama ta myśl wystarczyła, bym lekko zadrżała, czując, jak drobna gęsia skórka pokrywa moje ramiona.
– Przepraszam, że ojciec jest tak samolubnym człowiekiem. To nie twoja wina, że w głupi sposób stracił pieniądze pana Luki, więc dlaczego do cholery musiał zaproponować oddanie ciebie w zamian za dług, który zaciągnął? – warknął gniewnie Angelo, a ja zamrugałam zszokowana; mojemu sercu trudno było pojąć to, co mówił.
– Co? – zapytałam, słysząc głośny szum w uszach. Angelo otworzył usta na kilka sekund ze zdziwienia.
– Och, nie powiedział ci?
Pokręciłam powoli głową, czując, jak oczy pieką mnie od napływających łez.
– Słyszałem, jak rozmawiał o tym z kilkoma swoimi ludźmi parę tygodni temu, kiedy podsłuchiwałem. Nie sądziłem, że naprawdę odda cię panu Luce, skoro sam się go panicznie bał. Myślałem, że szuka już pieniędzy, którymi mógłby spłacić dług.
– Och – wymamrotałam, nie wiedząc, jak najlepiej zareagować na tę nową informację.
Czułam odrętwienie.
Odrętwienie wszędzie.
Nic nie mogłam zrobić, nie mogłam przecież odmówić poślubienia Luki.
Czy w ogóle dano mi wybór?
– Tak, bardzo mi przykro, Sofio – wyszeptał cicho, a ja pociągnęłam nosem, zanim wyciągnęłam kawałek ciastka i wrzuciłam go do ust.
– W porządku, to nie twoja wina i nic nie mogłeś zrobić.
– Mogłaś uciec, gdybym powiedział ci o tym od razu, jak tylko to usłyszałem... – zaczął Angelo, ale gwałtownie pokręciłam głową, przerywając mu niemal natychmiast.
– Uciec dokąd? Mówisz, jakbyś nagle zapomniał, jaki jest ojciec. Znalazłby mnie natychmiast i tylko Bóg wie, co by mi wtedy zrobił. A poza tym, teraz, gdy jestem własnością Luki, mógłby nasłać na mnie całą mafię i znaleźliby mnie w kilka minut... znając pana Lukę, mógłby odstrzelić mi głowę z irytacji.
– Nie, pan Luca nie byłby w to zamieszany, skoro jeszcze nie jesteś jego żoną, to byłby tylko ojciec. Myślę, że ucieczka jest o wiele lepsza niż małżeństwo z szefem mafii – argumentował Angelo, ale ja tylko pokręciłam głową z małym, zrezygnowanym westchnieniem.
Nie byłam tak odważna jak on, ani nie było to tak proste, jak to przedstawiał. Nie mogłam zmusić się do ucieczki w świat, o którym nic nie wiedziałam. Przez całe życie byłam chroniona i dla własnego bezpieczeństwa nigdzie nie ruszałam się bez ochroniarzy. Nie znałam żadnego miejsca ani nikogo, nie miałam też pieniędzy, których mogłabym użyć bez wiedzy ojca, bo zawsze dostawał powiadomienie, gdy tylko użyliśmy karty bankomatowej podłączonej bezpośrednio do jego banku. Moje przyjaciółki też były całkowicie bezużyteczne, bo były takie jak ja – bezsilne w świecie takim jak nasz.
Bycie dziewczyną w tym świecie było jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą przytrafić się człowiekowi.
– Nic nie mogę zrobić i wiesz o tym – powiedziałam cicho po chwili, a Angelo wyciągnął rękę i ujął moją dłoń w swoje ciepłe ręce.
– Jaka była reakcja matki? – zapytał, a ja prychnęłam cicho. – Taka jak zwykle: bez wyrazu, niewzruszona.
– Tak bardzo nienawidzę tej kobiety, wiesz? – kontynuował Angelo ze zmarszczonymi brwiami, a ja skinęłam głową, natychmiast się z nim zgadzając.
– Ja też tak bardzo jej nienawidzę.
– Czasami zastanawiam się, czy ona jest naszą prawdziwą matką. To znaczy, czy matki nie powinny kochać swoich dzieci nad życie i prawie nigdy nie stać z boku, patrząc, jak ich dzieci niepotrzebnie cierpią? – ciągnął Angelo, a ja wypuściłam kolejne ciche westchnienie, nie wiedząc już, co myśleć.
Dorastając, wymyśliłam dla niej w głowie tysiąc wymówek, dlaczego była taka, jaka była. Obserwowałam, jak moi przyjaciele mówią o swoich matkach z taką miłością i wdzięcznością ociekającą z ich głosu, o tym, jak mogli prosić mamę o pomoc w przekonaniu ojców do jakiejś sprawy... Mój przypadek był zupełnie inny. Matka nigdy nie zadaje sobie trudu, by przekonać ojca do czegokolwiek; cokolwiek ojciec powie, jest ostateczne i tyle.
Zawsze starałam się zrozumieć fakt, że ona również nie ma żadnej władzy, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji w domu... ale co z byciem matką? Byciem przy nas, gdy najbardziej jej potrzebowaliśmy? Byciem przy nas emocjonalnie?
– Nie wiem, Angelo.
– Poważnie myślę, że ona nie jest naszą prawdziwą matką. Myślę, że nasza mama umarła czy coś, a to jest tylko nasza macocha – kontynuował Angelo, a ja uśmiechnęłam się smutno, po czym sięgnęłam wolną ręką i odgarnęłam mu blond włosy z twarzy. Odsunął się od mojego dotyku niemal natychmiast i posłał mi udawane, gniewne spojrzenie, milcząco przypominając, że nie jest już tym dzieckiem, którym był kiedyś.
– Nie bądź niedorzeczny, wiesz, że oboje mamy po niej włosy i dołeczki, to wystarczający dowód, że jej krew zdecydowanie płynie w naszych żyłach – upomniałam go, bo to była prawda. Wiedziałam, kiedy matka zaszła w ciążę z Angelem; miałam zaledwie trzy lata, ale pamiętałam to mgliście, więc na pewno była naszą matką.
– Nie wiem, wiem tylko, że nienawidzę jej i ojca tak bardzo – mruknął w końcu, a ja westchnęłam.
Myślę, że w tym momencie nienawidziłam ich bardziej niż on.
– Wiesz, że jak wyjdziesz za mąż, nie będziemy mogli się już tak często widywać – mruknął cicho Angelo, przypominając mi ponownie o tym, jak bardzo dojrzał.
– Tak, wiem. Ale nie przestanę cię kochać i wspierać, wiesz o tym, prawda?
– Wiem... po prostu bez ciebie to miejsce nie będzie takie samo – kontynuował, lekko ściskając moją dłoń w swojej, co sprawiło, że moje oczy znów zaszły łzami.
– Fizycznie nie będzie tak samo bez ciebie w moim życiu – wyszeptałam, pociągając nosem i mrugając, by pozbyć się łzy czepiającej się moich rzęs.
– Będziemy się komunikować przez telefon i spróbujemy się spotykać, kiedy tylko się da, obiecuję.
Wyszeptałam, a mój głos załamał się na ostatnich słowach cichym szlochem; pozostawienie brata było bardziej bolesne, niż sądziłam, dorastając. Teraz działo się to tak szybko i nie mogłam nic na to poradzić, poza nadzieją, że Luca nie będzie przeciwny moim spotkaniom z bratem.
Angelo pociągnął moją rękę do przodu i objął mnie ramionami, a ja wsunęłam dłoń wokół jego talii i w cichym pokoju bezgłośnie płakałam w jego szeroką klatkę piersiową. Znikąd mój młodszy brat stał się dorosły i zachowywał jak starsze rodzeństwo, którego nigdy nie miałam.
Trwaliśmy w tej pozycji przez dłuższą chwilę – ja płakałam cicho, a on głaskał mnie po włosach i mocno ściskał moje ramiona, oferując mi więcej emocjonalnego wsparcia, niż kiedykolwiek otrzymałam od kogokolwiek innego przez całe moje życie, zapominając o otwartej torebce z ciastkami.
















