POV Luki
Pożar prawie przerodził się w coś ogromnego i tragicznego, ale na szczęście został ugaszony, zanim do tego doszło. Gęsty, czarny dym spowijał cały teren dwupiętrowego budynku należącego do Philipa, zastępcy głównego generała, który zarządzał jednym z moich licznych magazynów. Z tego, co mi powiedziano, górne piętro zostało podpalone w środku nocy, a wszyscy mieszkańcy zdołali się wydostać i zaalarmować tych na dole, zanim ogień się rozprzestrzenił. Straż pożarna dotarła na miejsce ze sporym opóźnieniem z powodu wypadku, do którego doszło na drodze wczesnym rankiem.
Zwróciłem się w stronę Philipa, który bardzo nieudolnie próbował ukryć, jak bardzo wstrząsnęło nim to wydarzenie. Jego twarz wykrzywiał srogi grymas, pokazujący, jak bardzo był wściekły, podczas gdy mowa jego ciała mówiła coś zupełnie innego.
– Philip – powiedziałem cicho, a on, zgodnie z przewidywaniami, podskoczył lekko i wypiął klatkę piersiową, po czym zwrócił się w moją stronę i z szacunkiem opuścił głowę.
– Panie Ricci.
– Jak myślisz, kto może za tym stać? – zapytałem go, rzucając kolejne spojrzenie na dom i całe to zamieszanie, podczas którego wynoszono spalone rzeczy, a te, które warto było ocalić, ustawiano w innym miejscu.
– Nie wiem, szefie. Nie miałem ostatnio żadnych zatargów z nikim, kogo postrzegałbym jako poważne zagrożenie – odpowiedział z westchnieniem, a ja patrzyłem, jak przeczesuje palcami włosy i wypuszcza z ust kolejny ciężki oddech.
Był tak bardzo roztrzęsiony.
– Ale wiesz, że każdy jest zagrożeniem, prawda? – powiedziałem beznamiętnym głosem, z brwiami uniesionymi aż do linii włosów, i obserwowałem, jak jego oczy rozszerzają się na kilka sekund, po czym zachodzą mgłą, gdy szybko zamaskował to drobne potknięcie w emocjach i wbił wzrok w ziemię.
– Wiem, szefie.
– Gdzie byli strażnicy, kiedy to się stało? – dopytywałem, a on odpowiedział natychmiast:
– Nie było ich na tyłach domu, kiedy do tego doszło.
– Więc jak myślisz, kto może za tym stać? – sformułowałem pytanie inaczej, po czym wsunąłem dłonie do kieszeni spodni, czekając na jego odpowiedź.
– Myślę, że tych dwóch mężczyzn, którzy kilka dni temu próbowali mnie przekupić, żebym wpuścił ich do wewnętrznej części magazynu – powiedział w końcu Philip, po czym zerknął na mnie.
– Kim oni są?
– Nie mam pojęcia, kim są, ani skąd przybyli. Przetrzymywałem ich jako zakładników przez kilka godzin, ponieważ mieli czelność myśleć, że wpuszczę ich do takiego miejsca. Przeszukaliśmy ich, ale nie znaleźliśmy przy nich cholernie nic, więc w końcu ich wypuściliśmy – wyjaśnił Philip, a mój mózg zaczął analizować całą sytuację; mogli za tym stać, ale równie dobrze mogli nie mieć z tym nic wspólnego.
Mógł za tym stać ktoś zupełnie inny, ktoś, komu ufał.
To jedna z najbardziej złożonych rzeczy w byciu w mafii: nie można nikomu w pełni ufać.
– Jaką masz pewność, że nie zrobił tego ktoś ci bliski? Ktoś stąd, z Mafii... – zażądałem odpowiedzi i szybko zerknąłem na zegarek; było już kilka minut po ósmej rano, co oznaczało, że za kilka minut stąd wyjadę.
– Nie sądzę, szefie. Nie jestem blisko z wieloma ludźmi i zgaduję, że mógł to zrobić tylko ktoś, kto mi zazdrości, albo ktoś, kto po prostu chce zobaczyć mój upadek.
– Każę ludziom się temu przyjrzeć. Upewnij się, że wokół domu będzie więcej strażników, a twoja żona i dzieci powinny się na jakiś czas przyczaić. Ktokolwiek za tym stoi, może obecnie planować inny sposób, by dopaść ciebie lub twoją rodzinę – powiedziałem do niego, a on skłonił lekko głowę.
– Dziękuję, panie Ricci – powtórzył z szacunkiem i wdzięcznością, a ja skinąłem mu głową, po czym skierowałem się do samochodu i usiadłem na tylnym siedzeniu, gdy jeden ze strażników otworzył drzwi. Samochód wyjechał z posesji Philipa i po kilku minutach włączył się do ruchu na ruchliwej drodze ekspresowej; drugi samochód z resztą ochroniarzy jechał za tym, w którym obecnie siedziałem, dla dodatkowej ochrony.
Moim obowiązkiem jako szefa mafii było chronienie wszystkich, którzy pode mną pracowali, ponieważ mieliśmy być jedną wielką rodziną. Bylibyśmy nią, gdybym mógł widzieć myśli każdego i czytać w ich umysłach. Ale skoro nie potrafiłem tego robić, nie mogłem w pełni ufać żadnemu z ludzi pracujących dla mnie w Mafii.
Z wyjątkiem Jamesa, rzecz jasna.
Nie mogłem ufać nikomu innemu, ale chronić ich mogłem i zawsze będę robił wszystko, co w mojej mocy, by zapewnić im bezpieczeństwo, a przy okazji utrzymać całą Mafię wolną od wrogów.
Wyciągnąłem telefon z kieszeni i szybko przejrzałem cały harmonogram na ten dzień; cały dzień był w pełni zarezerwowany na różne spotkania i oficjalne zgromadzenia.
Samochód powoli wjechał na ogromny teren biura, a ja wysiadłem, gdy drzwi zostały otwarte. Moja teczka została zabrana przez jednego z moich czterech strażników i wszyscy udaliśmy się do budynku, a następnie do windy.
Dwóch strażników weszło do mojego biura jako pierwszych, by dokładnie sprawdzić, czy nic nie jest nie na miejscu, po czym wyszli po kilku minutach, dając mi znak, że „droga wolna”. To była moja rutyna, odkąd przejąłem pozycję ojca w Mafii, aby uniknąć jakiegokolwiek niebezpieczeństwa lub pułapki, która mogła zostać zastawiona przez jednego z licznych wrogów, których automatycznie odziedziczyłem w chwili przejęcia władzy po ojcu.
Odebrałem teczkę z rąk strażnika, po czym wszedłem do biura i zamknąłem za sobą drzwi. Gdy opadłem na krzesło i chwilę odpocząłem, wyciągnąłem jedną z dużych teczek wciąż wymagających mojego podpisu i szybko ją przejrzałem. Kiedy skończyłem sprawdzanie i podpisywanie, wysłałem wiadomość tekstową do Jamesa, ponieważ pierwsze trzy spotkania zaplanowane na dzisiaj obejmowały również jego.
James i ja znaliśmy się od dziecka, nasi ojcowie byli dokładnie tacy, jak my teraz. Mój ojciec był szefem Mafii, a jego ojciec był prawą ręką mojego ojca. Nie powiedziałbym jednak, że jego ojciec był tak blisko z moim ojcem, jak James był ze mną. Ponieważ mój ojciec wziął sobie do serca całą tę zasadę „nie ufaj nikomu” aż do przesady i nigdy w pełni nie ufał swojej prawej ręce tak, jak ja ufałem swojej.
Podczas gdy ja również wziłem sobie do serca te słowa, które wpajał mi podczas dorastania, James był wyłączony z tej reguły.
Wiem cholernie dobrze, że ojciec nigdy nie byłby w pełni zadowolony z większości decyzji, które podjąłem w życiu po zostaniu szefem mafii, ale jest, jak jest.
Rozległo się pukanie do drzwi, podniosłem głowę i przez kilka sekund wpatrywałem się w drzwi. – Tak?
– To James – znajomy głos Jamesa przesączył się do biura przez drzwi, więc zawołałem, żeby wszedł, co zrobił w następnej sekundzie.
– Stary, gdzieś ty był, do cholery, przez cały ranek? Już prawie jesteśmy spóźnieni – powiedziałem do niego, gdy tylko drzwi zamknęły się za nim, a on szybko opadł na jedno z siedzeń przed moim biurkiem i wypuścił długi, ciężki oddech.
– Bardzo przepraszam, stary. Zatrzymała mnie na miejscu pluskwa. Uwierzyłbyś, że Irlandczycy są wciąż tak głupi, by myśleć, że mogą podłożyć pluskwę w naszym otoczeniu, a my tego nie zauważymy? Mimo tego, jak brutalnie rozprawiliśmy się z nimi ostatnim razem, gdy próbowali tego samego – zaczął mówić James z lekkim potrząśnięciem głową, jakby oczekiwał, że wspomniany gang będzie w stanie przynajmniej postarać się bardziej.
– Szczerze mówiąc, nie jestem zaskoczony, nie wszyscy mogą być tak bystrzy jak my – powiedziałem z samozadowolonym uśmiechem, a James prychnął śmiechem.
– Zająłeś się już tym?
– Tak, natychmiast. Miejmy nadzieję, że po tym nie odważą się myśleć o ponownym podłożeniu tu pluskwy – kontynuował James, wyciągając telefon i wpatrując się w niego wymownie, gdy ten nagle zaczął dzwonić.
– Co z nim zrobiłeś? – zapytałem, a James spojrzał na mnie z obojętnym wyrazem twarzy.
– Cóż, powiedzmy po prostu, że nie będzie już mógł chodzić – odpowiedział James z lekceważącym wzruszeniem ramion.
******
James i ja powoli weszliśmy do windy, która była oznaczona jako dostępna tylko dla wyłącznych osób; dwóch moich strażników towarzyszyło nam w windzie, podczas gdy pozostali dwaj zostali na dole, by pilnować samochodów i wypatrywać czegokolwiek podejrzanego.
Byłem tu w jednym celu: by zakończyć długotrwały spór, który rozpoczął się w czasach, gdy mój ojciec rządził społecznością. Odkąd zostałem nowym liderem, musiałem brać na swoje barki tak wiele problemów, które mój ojciec dźwigał przez całe życie i automatycznie przekazał mnie. Rok temu przeprowadziłem śledztwo i byłem całkowicie świadomy, że ten konkretny przywódca mafii, którego dzisiaj odwiedziliśmy, nie ponosił winy.
Z początku wahałem się na myśl o wyciągnięciu ręki i załagodzeniu nieporozumień między obiema sąsiednimi mafiami ze względu na ilość zalet i wad otaczających tę decyzję. W końcu podjąłem decyzję, by się do nich odezwać i spróbować ustalić datę spotkania i rozmowy. Zajęło im dłużej niż to konieczne, by podać mi konkretną datę spotkania, ku najwyższej irytacji Jamesa, który od samego początku był przeciwny całej tej sprawie.
Nie było nic przyjemnego w posiadaniu tysiąca wrogów, gdzie w osiemdziesięciu procentach przypadków nie miałem pojęcia, co spowodowało problem między stronami. To bardzo nieprzyjemne i niekomfortowe uczucie. I z tego powodu cierpliwie czekałem, aż w końcu odezwali się do mnie z ustaloną datą i godziną.
Winda zatrzymała się automatycznie, a drzwi rozsunęły się, ukazując nam szklany pokój – ściany całego pomieszczenia były wykonane ze szkła. Wszedłem do środka z Jamesem u boku.
Pokój był pusty, z wyjątkiem dwóch osób – mężczyzny stojącego na drugim końcu pomieszczenia, odwróconego plecami do wnętrza, ze szklanką drinka w lewej dłoni, oraz drugiego mężczyzny, który siedział w zrelaksowanej pozycji, z nogą założoną na nogę, powoli sącząc ze swojej szklanki; jego ciemne i bystre oczy szybko oceniły nas od stóp do głów. Nasze spojrzenia się spotkały i żaden z nas nie odwrócił wzroku; moją lewą dłoń wsunąłem do kieszeni, a kącik moich ust drgnął. Wiedziałem, że w tej chwili wyglądam na wyjątkowo niewzruszonego, z wysoko uniesionymi ramionami i znudzonym, a zarazem rozbawionym wyrazem twarzy – była to poza, którą udoskonaliłem, odkąd byłem nastolatkiem.
– Żadnych strażników w środku – powiedział ten sączący drinka na krześle, nie odrywając wzroku od moich oczu.
















