Punkt widzenia Sofii
– Matildo, pani Ricci czeka na ciebie już od dłuższego czasu – Sarah, gosposia, upomniała młodą kobietę, która właśnie weszła do kuchni. Kroki wspomnianej kobiety zwolniły, gdy tylko zauważyła mnie siedzącą przy blacie.
– Och, w porządku, Sarah. Nie mam nic przeciwko – dodałam szybko, gdy Sarah skończyła upominać szefową kuchni, Matildę. Również dlatego, że nie przeszkadzało mi czekanie w kuchni na przybycie kucharki, ponieważ po pierwsze nie miałam nic innego do roboty, a wmuszanie w siebie kawy podczas wymiany kilku uprzejmych słów z Sarą było o wiele lepsze niż siedzenie samej i nicnierobienie.
– Dzień dobry, pani Ricci. Bardzo przepraszam, że zajęło mi to tak długo, pranie jeszcze nie wyschło, więc pomyślałam, że poczekam tam, aż wyschnie do końca, bo sądziłam, że wciąż będzie pani w łóżku, zmęczona stresem ceremonii ślubnej i nocą poślubną… – Matilda wybrała moment wspomnienia mojej nocy poślubnej, gdy miałam właśnie przełknąć kolejny łyk kawy, co sprawiło, że napój wpadł nie w tę dziurkę, a to ostatecznie skończyło się krztuszeniem i kaszlem nad blatem, podczas gdy Sarah i Matilda patrzyły z szeroko otwartymi oczami.
– Matildo! – Sarah pacnęła Matildę w ramię, a ja patrzyłam, jak oczy Matildy rozszerzają się ze zgrozy na sekundę, zanim zaczęła natychmiast przepraszać.
– O mój Boże, tak bardzo przepraszam, proszę pani. Nie chciałam wyjść na niegrzeczną czy wścibską, ta część o nocy poślubnej to nie moja sprawa i po prostu wymsknęła mi się znikąd, naprawdę przepraszam, proszę pani. – Matilda zaczęła przepraszać, a za każdym razem, gdy wspominała o mojej „nocy poślubnej”, mój żołądek zaciskał się nerwowo i z poczuciem winy.
Sarah podała mi szklankę ciepłej wody, a ja przyjęłam ją z wdzięcznością i szybko przełknęłam trochę, by spłukać resztę kawy z niewłaściwej części płuc.
– W porządku, Matildo. Naprawdę – odpowiedziałam w końcu Matildzie z małym westchnieniem, a ona na szczęście przestała przepraszać.
W końcu.
– Naprawdę przepraszam, proszę pani – powiedziała znowu po kilku sekundach z winnym wyrazem na swojej dojrzałej, ale nieskazitelnie wyglądającej twarzy.
Cóż, pochwaliłam dzień przed zachodem słońca.
– Proszę, mów mi Sofia, i tak jak powiedziałam, naprawdę jest w porządku.
– Och nie, nie mogę tego zrobić, proszę pani. Czy mogę? – Matilda mruknęła ostatnią część do Sary, która obecnie wycierała kilka kropel kawy, które rozlały się podczas mojego ataku kaszlu i krztuszenia.
– Chyba tak, skoro pani sobie tego życzy, musimy robić tak, jak jej się podoba – odpowiedziała Sarah z małym wzruszeniem ramion, nie podnosząc wzroku.
– Och, jeśli tego pani naprawdę chce, pani Sofio.
Potrząsnęłam głową z lekkim drgnięciem ust. – Żadna „pani”, po prostu „Sofia”.
– Zrozumiałam, Sofio.
– Więc co chciałabyś na śniadanie, p… Sofio? – Przerwała i zerknęła na mnie, po czym zaczęła wymieniać tysiące dań, które potrafiła perfekcyjnie przygotować, a wszystko, co musiałam zrobić, by dostać jedno z nich na śniadanie, to o nie poprosić.
– A może gofry? – zapytałam, a ona zawahała się przed kontynuowaniem.
– Jest pani pewna, że tego właśnie chce? Może pani poprosić o coś, co nie jest tak proste jak gofry, jeśli naprawdę ma pani na to ochotę; nie musi pani myśleć o sprawianiu mi kłopotu, biorąc pod uwagę, że to moja praca, i moim zadaniem jest zadać sobie każdy „trud”, by przygotować pani to, czego pani pragnie – próbowała mnie zapewnić, prawdopodobnie myśląc, że poprosiłam o coś tak prostego jak gofry tylko dlatego, że nie chciałam narażać jej na niepotrzebny stres.
Nie miała pojęcia, że poprosiłam o gofry, bo było to coś, co byłam przyzwyczajona jeść, i prawdopodobnie jedyne jedzenie, które mogłam teraz strawić bez wymiotowania.
– Tak, Matildo. Bez obaw, będę pamiętać o tym, co powiedziałaś, i na pewno poproszę o cokolwiek zechcę, kiedykolwiek zechcę, skoro jesteś tu, by to przygotować – zaczęłam mówić i patrzyłam, jak kiwa głową natychmiast, zanim upewniła się ponownie.
– Więc gofry? Tylko gofry?
– Tak, dziękuję – odpowiedziałam i wyciągnęłam ramiona na blacie.
– Będą gotowe za kilka minut.
I przystąpiła do przygotowywania wspomnianych gofrów, a znajomy, kojący zapach wypełnił całą kuchnię jakiś czas później.
******
Sarah zabrała mnie na wycieczkę po całym domu, gdy skończyłam wmuszać w siebie jedzenie. Matilda nierozsądnie nałożyła mi na talerz wielką stertę, co sprawiło, że zastanawiałam się, gdzie chciała, bym pomieściła taką ilość jedzenia. Skończyło się na tym, że zjadłam tylko kilka gofrów, zanim zrezygnowałam z wmuszania ich w siebie, gdy zaczęłam odczuwać mdłości.
Matilda nie wyglądała na szczęśliwą, gdy zobaczyła ilość resztek na moim talerzu; wyglądało na to, że ledwo tknęłam jedzenie, a jej zgaszony wzrok sprawił, że przez chwilę poczułam się winna.
Zjadłabym więcej, gdybym mogła, ale nie mogłam, bo mój żołądek powiedział „nie”.
Sarah i ja, wraz z Matildą, która wyglądała na kobietę po trzydziestce, rozpoczęłyśmy zwiedzanie od kuchni. Najpierw zatrzymałyśmy się w jadalni i zauważyłam, jak wyrafinowane, lśniąco czyste i pięknie drogie wszystko wyglądało. Jadalnia była przestronna, a na ścianie naprzeciwko długiego stołu otoczonego mnóstwem identycznych krzeseł wisiał ogromny telewizor.
Opuściłyśmy jadalnię i weszłyśmy do spiżarni, pomieszczenia przylegającego do kuchni. Spiżarnia zawierała mnóstwo jedzenia i więcej piekarników. Były tam małe, przezroczyste szklane słoiki zawierające różne rodzaje przypraw i konserwantów. Były też większe szafki, w których bezpiecznie przechowywano mnóstwo produktów zbożowych.
Opuściłyśmy to miejsce i skierowałyśmy się do drugich i ostatnich przyległych drzwi prowadzących do kuchni, a ja zastanawiałam się, po co w ogóle potrzebne było tu kolejne, zupełnie inne pomieszczenie.
Drzwi prowadziły do… zamrażarki.
Nie,
Do chłodni.
Chłodni, która mieściła mnóstwo mrożonego jedzenia, takiego jak różne rodzaje mięs, warzyw, napojów, mnóstwo mrożonych, płynnych przypraw i wiele innych rzeczy, których nie fatygowałam się sprawdzać.
Matilda i Sarah spojrzały na mnie, jakbym nagle wyrosła mi druga głowa, gdy zapytałam, czy mogę wchodzić do chłodni w dowolnym momencie.
– To pani dom, pani Ricci. Oczywiście, że może pani wchodzić do każdej części domu, kiedy tylko pani zechce – wykrzyknęła Matilda, jakby myślała, że sama powinnam na to wpaść, skoro byłam teraz żoną Luki.
– Och – stwierdziłam, nie wiedząc, co innego powiedzieć. Matilda i Sarah na szczęście tylko uśmiechnęły się do mnie łagodnie, po czym odwróciły się i pokazały mi różne kąty i zakamarki chłodni.
W końcu opuściłyśmy chłodnię i przeszłyśmy od pierwszego salonu do drugiego – i trzeciego salonu.
Nie miałam pojęcia, że ludzie mają więcej niż jeden czy dwa salony.
Zwiedziłyśmy cały dom i zakończyłyśmy wycieczkę obok wysokich, czarnych drzwi, które miały drobne wzory w złocie i srebrze wyściełające cztery rogi drzwi. Była tam również mała notatka w języku, który wyglądał bardzo podobnie do hiszpańskiego, wyryta na środku drzwi.
– Wiem, że powiedziałam, że może pani chodzić wszędzie w tym domu, ale to biuro jest zarezerwowane tylko dla pana Ricciego. Przepraszam, proszę pani – wyrzuciła z siebie nagle Matilda, parafrazując słowa, które powiedziała mi w chłodni.
– W porządku, Matildo. I tak nie mam zamiaru tam wchodzić. Poza tym, mówi się „Sofia”, a nie „proszę pani” – zapewniłam Matildę, co było całkowitą prawdą. Zamierzałam trzymać się z dala od tego konkretnego pokoju za każdym razem, gdy Luca będzie w domu, by uniknąć przypadkowego wpadnięcia na niego.
******
Samochód stopniowo zwolnił, po czym zatrzymał się, a Ethan, strażnik, który nie siedział za kierownicą, szybko obszedł auto, by otworzyć mi drzwi, ale nie wcześniej niż dokładnie rozejrzał się po okolicy, by upewnić się, że nie ma żadnego czającego się niebezpieczeństwa.
– Dziękuję, Ethan – podziękowałam mu, wysiadając z samochodu i ściskając małą torebkę przy sukience, czując się nieco nieswojo.
Doceniłabym fakt, że byłam tu pierwszy raz i że cała sceneria wokół wyglądała naprawdę zachęcająco, gdyby mój żołądek nie był ściśnięty w nieprzyjemny węzeł.
Byłam już przyzwyczajona do tego rodzaju rutyny przez całe życie w trakcie dorastania. Chociaż byłam przyzwyczajona do strażnika, mojego taty i kierowcy brata, tamci zdecydowanie nie traktowali mnie w ten sposób.
Ci strażnicy traktowali mnie, jakbym była delikatna jak jajko.
Czym zdecydowanie nie byłam.
Okej, może jestem delikatna.
Ale nie aż tak delikatna.
Sukienka, w którą przebrałam się, gdy strażnicy ogłosili, że czas kupić mi telefon, była ciepłą letnią sukienką. Sięgała kilka cali powyżej kolan i miała oszałamiający czarno-biały kolor. Do stroju dodałam lekką warstwę błyszczyka, eyelinera i tuszu do rzęs. Nosiłam makijaż od piętnastego roku życia, wieku, w którym zaczęto mnie traktować jako część towarzystwa.
Ethan prowadził drogę do ogromnego budynku, pod którym się zatrzymaliśmy, podczas gdy Ryan powoli podążał tuż za nami. Wszyscy razem wsiedliśmy do windy, a oni zachowali odpowiedni dystans między naszymi ciałami, stojąc po obu moich stronach. Winda rozpoczęła podróż w górę, a ja skrzywiłam się na widok naszego odbicia w ścianach windy. Fakt, że byłam w sandałach na trzycalowym obcasie, sprawiał, że sięgałam głową zaledwie do ramion obu mężczyzn; byli też tak szerocy i postawni, że wyglądałam między nimi naprawdę drobno.
Wysiedliśmy z windy, gdy się zatrzymała, i udaliśmy się do biura oznaczonego jako „High class”, a wszyscy w środku natychmiast odwrócili się, by na nas popatrzeć, gdy przechodziliśmy głębiej przez regały i ściany różnych rodzajów telefonów, zanim w końcu dotarliśmy do lady.
– Dzień dobry, pani Ricci. – Mężczyzna stojący za ladą szybko ją okrążył, by stanąć kilka stóp przed nami i mnie przywitać.
Spłonęłam rumieńcem ze wstydu, gdy wspomnienie słów „pani Ricci” sprawiło, że więcej ludzi rzuciło w naszą stronę ciekawe spojrzenia, zanim wszyscy zaczęli szeptać jednocześnie.
Ilu ludzi wiedziało o moim ślubie, który odbył się wczoraj?
Mężczyzna szybko zaprowadził nas do mniejszego, ale bardzo elegancko wyglądającego biura, jednak nie wcześniej niż kilka osób zaczęło robić mi zdjęcia i nagrywać filmy.
Stałam się celebrytką z dnia na dzień.
Zaoferowano nam miejsca, ale byłam jedyną osobą, która usiadła, podczas gdy strażnicy pozostali na stojąco z szacunku.
Odmówiłam wszelkich ofert poczęstunku i zapytałam, czy możemy szybko zacząć sprawdzać niektóre telefony. Zakochałam się w nowym iPhonie, ale cofnęłam się od niego, słysząc, ile kosztuje. Wahałam się jeszcze chwilę, zanim zrzuciłam z siebie małe poczucie winy, że wydaję tyle pieniędzy Luki, dzień po ślubie, gdy przypomniałam sobie, że jest cholernym miliarderem i nawet nie poczuje takiej kwoty pobranej z jego konta.
Skończyło się na tym, że wzięłam iPhone'a 14 Pro Max i upewniłam się, że rozumiem wszystkie ważne podstawy telefonu, zanim w końcu opuściłam biuro z dwoma strażnikami ochraniającymi mnie z przodu i z tyłu. Cena telefonu została wysłana bezpośrednio na skrzynkę Luki, na jego życzenie.
Udaliśmy się prosto do banku, a przy wysiadaniu z samochodu kilku paparazzi dopadło nas natychmiast, próbując zmusić mnie, bym powiedziała im, jak szczerze czuję się w moim nowym małżeństwie i tak dalej. Ethan zajął się nimi natychmiast, odpychając ich brutalnie na bok, skoro oni sami nigdy nie dbali o to, czy naruszają czyjąś prywatność, czy nie, podczas gdy Ryan zaprowadził mnie do banku.
Dotarliśmy na ostatnie piętro banku, które było przeznaczone wyłącznie dla VIP-ów, i po spędzeniu około trzydziestu minut na podpisywaniu i przeglądaniu mnóstwa dokumentów i informacji, w końcu wyszłam z ekskluzywnego biura z błyszczącą czarną kartą.
Wróciłam do domu tego wieczoru z nowym telefonem i czarną kartą bez limitu.
















