Przyłapanie narzeczonego w łóżku z własną kuzynką powinno było zniszczyć Margot Whitaker. Zamiast tego, zmieniło ją w lód. Jest silna, profesjonalna i ma dość bycia „grzeczną dziewczynką”, którą się zdradza. Nie planowała jednak szukać schronienia w gabinecie swojego bezwzględnego, niebezpiecznie przystojnego szefa, Dominica Thorne’a. Nie planowała topić wściekłości w jego drogiej szkockiej… ani rzucać wyzwania mężczyźnie, który zazwyczaj napawa ją lękiem. Jedna noc. Jedna lekkomyślna decyzja. Aby udowodnić, że nie jest złamana, Margot podpisuje odręczną notatkę, w której daje Dominicowi pozwolenie, by „pokazał jej wszystko” i robił to, co zechce. Jednak Dominic Thorne nie jest człowiekiem, który gra według zasad – i z pewnością nie jest kimś, kto odpuszcza, gdy już zdobędzie to, czego pragnie. Granica między profesjonalizmem a pożądaniem zaciera się, a Margot wkrótce przekona się, że kiedy gra się w niebezpieczną grę z diabłem, można już nigdy nie chcieć opuścić jego łóżka.

Pierwszy Rozdział

Margot była niezmiernie wdzięczna, że w końcu wróciła do domu. Po prostu nie rozumiała, jaki demon opętał jej szefa podczas ich ostatniej podróży służbowej. Gonił wszystkich do upadłego. Wrócili do domu o dzień wcześniej, niż planowano, ale cieszyła się, że wreszcie ma go z głowy. Spodziewała się, że razem z nim wróci do biura. Ku jej zaskoczeniu, dał jej wolne do końca popołudnia. Może uznał, że oboje potrzebują przerwy. Nie miała nic przeciwko temu. Ostatnio zachowywał się jak kompletny dupek. Wybuchowy i wymagający. Kiedy wysadzał ją pod domem, miała ochotę pokazać mu środkowy palec. Powstrzymała się jednak, niepewna, czy nie zauważy tego gestu w lusterku wstecznym. Dominic posiadał tę niesamowitą zdolność wyczuwania wszystkiego. To było prawie tak, jakby miał oczy z tyłu głowy. Można by pomyśleć, że bycie tak nieziemsko przystojnym ułatwi nieco współpracę z nim. Ale nie. Jeśli już, to sprawiało tylko, że był jeszcze większym chamem. Był pociągający i doskonale o tym wiedział. Większość ludzi padała mu do stóp, próbując mu się przypodobać. Nie wiedziała, co się dzieje. Dominic wydawał się bardziej irytujący w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Działał jej na nerwy. Z dwóch lat, które u niego przepracowała, te ostatnie dwa miesiące były najgorsze. Gdyby nie płacił jej tak dobrze albo gdyby nie potrzebowała tej pracy tak desperacko, może kazałaby mu spadać na drzewo. Margot potrząsnęła głową. To nie była prawda. Pomimo jego momentami parszywego zachowania, Dominic dbał o swoich pracowników. Benefity w firmie Thorne'a były świetne. Ludzie znoszą więcej dla odpowiednich profitów. Biuro oferowało doskonałą opiekę medyczną i dentystyczną. W budynku znajdował się również żłobek, a firma ograniczała wykorzystywanie urlopów macierzyńskich. Dla Thorne’a była to sytuacja, w której wszyscy zyskują. Margot wzięła torbę i skierowała się do drzwi wejściowych szeregowca, który dzieliła ze swoim narzeczonym Nathanielem i kuzynką Sereną Whitaker. Docierając do progu, sprawdziła zegarek. Nathaniela nie będzie jeszcze przez kilka godzin. Planowała zaskoczyć go romantyczną kolacją. Sereny Whitaker rzadko bywała w domu wieczorami, zawsze gdzieś imprezowała. Jej kuzynka była modelką… może nie supermodelką, ale i tak była przepiękna. Wiedziała, jak to wykorzystać. Margot natomiast nie interesowała się ubraniami ani makijażem. Bardziej pociągały ją książki. Obie przeprowadziły się do miasta z różnych powodów. Serena Whitaker, by kontynuować karierę w modelingu, a dla Margot była to szansa na pracę w tak wielkiej firmie jak Thorne Global. Pracowała bezpośrednio pod samym wielkim Dominikiem Thorne’em. Firma miała swoje udziały w tak wielu branżach, że Margot nigdy się nie nudziła. Nawet wtedy, gdy Dominic był najbardziej wymagający. Kochała swoją pracę. Szukając kluczy, balansowała między teczką, torebką a walizką. Klucz w zamku przekręcił się lekko. Margot pchnęła drzwi. Wchodząc do środka, postawiła torebkę i walizkę u dołu schodów, po czym skierowała się do salonu, gdzie trzymała biurko. Odłożyła na nie teczkę. Margot odwróciła się, by pójść do kuchni, zastanawiając się, co przygotować na kolację. Gdy przechodziła obok schodów, nagły hałas z góry sprawił, że zamarła w bezruchu. Czy ktoś był w domu? Czy wróciła i zastała włamywacza? Ogarnięta paniką, Margot zrobiła krok w stronę drzwi wejściowych, gotowa do ucieczki. Jednak w tej samej chwili coś sobie uświadomiła. Serena Whitaker. W przeciwieństwie do Margot i Nathaniela, Serena nie przestrzegała typowych godzin pracy. Często sypiała do późna i zostawała na mieście do wczesnych godzin porannych. To nie był pierwszy raz, kiedy Margot znajdowała ją skuloną na schodach wejściowych, wychodząc rano do pracy. Margot nie była pewna, czy powinna zawołać. A co, jeśli to nie jej kuzynka? Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu czegoś do obrony… na wszelki wypadek. Jej wzrok padł na kij bejsbolowy zmarłego ojca, który zawsze trzymała przy drzwiach, gdy zostawała sama na noc. Dzięki niemu czuła się bezpieczniej. Chwyciła kij, ważąc go przez chwilę w dłoni. Zanim postawiła stopę na schodach, zawahała się, zastanawiając, czy któryś ze stopni skrzypi. Nie pamiętała. Biorąc głęboki oddech, by uspokoić walące serce, Margot powoli zaczęła wchodzić na górę, stopień po stopniu. Gdy dotarła do półpiętra, zatrzymała się, nasłuchując z napięciem. — Niech to będzie Serena. Proszę, niech to będzie Serena, a nie jakiś zamaskowany facet czekający, by na mnie wyskoczyć — szepnęła pod nosem. Korytarz ciągnął się przed nią, a prowadziły z niego czworo drzwi. Trzy do sypialni, jedne do wspólnej łazienki. Jedyne uchylone drzwi prowadziły do sypialni jej i Nathaniela. Pozostałe były zamknięte. Aby jednak dostać się do swojej sypialni, musiała minąć inne drzwi. Wtedy to usłyszała – charakterystyczny chichot Sereny Whitaker, a po nim niski, męski jęk. Ulga zalała jej pierś. To nie włamywacz. Serena kogoś sprowadziła. W momencie, gdy Margot miała się już odwrócić i odejść, usłyszała głos mężczyzny, z którym była Serena. — Boże, tak — zajęczał głos. Margot zamarła, serce podeszło jej do gardła. Nie. To niemożliwe. — Serena, jesteś taka kurewsko pociągająca — głos Nathaniela dobiegł z ich sypialni. Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Nathaniel. W ich łóżku. Z Sereną Whitaker. Żołądek Margot wywrócił się na drugą stronę. To nie mogło się dziać naprawdę. Ruszyła cicho korytarzem, aż stanęła przed drzwiami do sypialni, modląc się, by to wszystko było jakimś strasznym nieporozumieniem. Drżącą ręką pchnęła drzwi. Widok, który zastała, był jak cios prosto w splot słoneczny. Cofnęła się gwałtownie, jej umysł nie był w stanie przetworzyć tego, co widziała. Tam, na środku łóżka, leżał Nathaniel na plecach, a Serena Whitaker ujeżdżała go, kompletnie naga. Poruszała się na nim rytmicznie, zaciskając dłonie na jego włosach na piersiach. Pod tym kątem Margot widziała, jak penis Nathaniela wchodzi i wychodzi z Sereny. Czuła się, jakby oglądała scenę z filmu pornograficznego. Dłonie Nathaniela zaciskały się na talii i pośladkach Sereny, kierując jej ruchami. — O tak, pieprz mnie mocniej — jęknęła Serena. Margot przyłożyła dłoń do ust, by stłumić krzyk. Nie, nie, nie, nie. Uścisk Nathaniela na pośladkach Sereny zacieśnił się, rozchylając je szerzej. Margot nigdy wcześniej nie widziała Sereny nago, ale to nie miało teraz znaczenia, skoro ta właśnie ujeżdżała jej narzeczonego. Jak mogła mu to zrobić? Obie patrzyły, jak ojciec Sereny, Arthur, wielokrotnie zdradzał matkę dziewczyny, tworząc w domu toksyczną atmosferę. Margot zamieszkała z nimi po stracie rodziców w katastrofie lotniczej dziesięć lat temu. Myślała, że jeśli ktoś rozumie, jak niszczycielska jest zdrada, to właśnie Serena. To musiał być koszmar. Margot uszczypnęła się mocno, a ból natychmiast otrzeźwił jej umysł. To nie był sen. Nathaniel zawsze twierdził, że nienawidzi Sereny. Nazywał ją zdzirą. Wyśmiewał jej stroje. Mówił, że jest płytka i niezdolna do prawdziwej rozmowy. Czy to wszystko było kłamstwem? Czy był zazdrosny o mężczyzn w jej życiu? Czy to dlatego? Jedno było pewne: matka Nathaniela, Martha Vance, nigdy nie zaakceptowałaby Sereny Whitaker jako odpowiedniej żony dla swojego syna. Ale to wszystko nie miało teraz znaczenia. Co miała zrobić? Jak człowiek radzi sobie z czymś takim? To było jak scena z filmu klasy B. Nie mogła udawać, że tego nie widziała. Nie chciała już Nathaniela… nie teraz, nie po czymś takim. Przyjęcie go z powrotem byłoby obrzydliwe. Jak długo to trwało? Mieszkali razem od pięciu miesięcy. Nathaniel wprowadził się do niej i Sereny, żeby zaoszczędzić pieniądze przed ślubem. Czy pieprzył Serenę przez cały ten czas? — Serena, jesteś taka kurewsko ciasna — jęknął Nathaniel, wyginając plecy w łuk. — Czy moja cipa jest lepsza od tej Margot? — zapytała Serena, ujeżdżając go jeszcze mocniej. Serce Margot zamarło. Czy ona wiedziała, że Margot tu stoi? Czy zapytała o to celowo? Margot ugryzła się w rękę, żeby nie wydać żadnego dźwięku. Oddała Nathanielowi swoje dziewictwo. Wiedział, co to dla niej znaczyło. Wiedział, a mimo to zrobił coś takiego. Nawet nie planowała być dzisiaj w domu. Chciała mu zrobić niespodziankę. To ona została zaskoczona. Zrobiło jej się niedobrze. Zimny pot wystąpił jej na czoło. Druga ręka powędrowała do góry, chwytając się framugi drzwi dla równowagi. Coś twardego przycisnęło się do jej dłoni. Kij. Przez ułamek sekundy pomyślała o tym, by go użyć. Roztrzaskać łóżko, szafkę nocną, ich oboje. Ale nie była taką osobą. Oparła kij o framugę na wypadek, gdyby zmieniła zdanie i jednak go użyła. Zamiast tego wyprostowała się. Pozwoliła, by gniew ją zahartował, tak by gdy w końcu się odezwie, jej głos był spokojny. Lodowaty, pozbawiony emocji. — Skoro już kończycie, może powinnam ugotować kolację?

Odkryj więcej niesamowitych treści