Margot obudziła się, czując palce Dominica kreślące leniwe kółka na jej nagim ramieniu. Przez jakieś trzy sekundy pozwalała sobie zatopić się w cieple jego ciała i sposobie, w jaki jego oddech łaskotał ją w szyję. Potem rzeczywistość zwaliła się na nią jak cegła. Cholera, nie mogła tu po prostu zostać.
Wczorajsza kolacja. Lorenzo. Tajemnica Sloane wypalająca dziurę w jej piersi.
– Dzień dobry – wy
















