Dominic potraktował swoją obietnicę osobistego dopilnowania spraw bardzo poważnie.
Późnym popołudniem we wtorek Margot siedziała wtulona w wielki skórzany fotel w jego domowym gabinecie, obserwując, jak kłóci się z florystą, jakby to było wrogie przejęcie korporacyjne.
– Ile, kurwa, razy mam powtarzać? – warknął Dominic, ściskając nasadę nosa z telefonem przy uchu. – Żadnego różu. Ona nie lubi róż
















