Sloane wpatrywała się w telefon przez jeszcze jeden sygnał, zanim odebrała, przełączając go na tryb głośnomówiący, tak jak prosiła Ivy.
– Wuju Arthurze? – głos Sloane miał idealną barwę. Drżał, jakby przed chwilą płakała.
– Sloane. – Głos Arthura dobiegł z głośnika, a Margot poczuła, jak skóra jej cierpnie na dźwięk fałszywej troski w jego tonie. – Właśnie dowiedziałem się o Margot. Tak mi przykro
















