Zdobyta przez bezlitosnego prezesa

Zdobyta przez bezlitosnego prezesa

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział czwarty
Autor: Aeliana Moreau
21 cze 2026
— Jesteś nie tylko dupkiem, ale i skończonym kretynem... zawsze tak myślałam — wybełkotała Margot, czując, że język jej kołkiem stanął w ustach. Wiedziała, że nie powinna mówić takich rzeczy swojemu szefowi, ale nie potrafiła się powstrzymać. Dominic zaśmiał się cicho i oparł o plecy kanapy. — Myślę, że powinienem przynieść ci kawę. — Nie kce. — Margot machnęła lekko ręką, omal nie trafiając się w nos. — Chcę... faceta, który nie jest zdradzieckim szczurem. — Jej wzrok spoczął na nim i mimo wszelkich starań zauważyła – tak naprawdę zauważyła – jak bardzo był atrakcyjny. — Czy ty... czy ty kiedykolwiek zdradziłeś swoją byłą żonę? Spotkała Genevieve tylko raz. To nie było przyjemne doświadczenie. Wyraz twarzy Dominica nie zmienił się, ale jego głos złagodniał. — Nie wszyscy mężczyźni zdradzają, Margot. — To d-dlaczego cię zostawiła? — Przechyliła głowę, jakby próbowała ułożyć skomplikowaną układankę. — Jest mnóstwo powodów, dla których małżeństwa się rozpadają — powiedział Dominic, przecierając twarz dłonią. — Nie wszystkie mają związek ze zdradą ze strony mężczyzny. Margot potrzebowała chwili, by to przetrawić. Potem jej oczy rozszerzyły się gwałtownie. — Ona cię zdradziła? — szepnęła, jakby to była jakaś wielka tajemnica. — Czy ona była idiotką? Jej szef był nieziemski: gęste ciemne włosy, intensywne spojrzenie, mocno zarysowane kości policzkowe. A jego ciało... cóż, z tego, co widziała, było bez zarzutu. Nie żeby kiedykolwiek ją to interesowało. Zawsze była z Nathanielem… Była z Nathanielem. Dominic pochylił się i delikatnie uniósł jej podbródek dwoma palcami, gdy jej usta się rozchyliły. — Dużo pracowałem. Niektórzy powiedzieliby, że sam ją do tego popchnąłem. Margot zamrugała, a potem potrząsnęła głową, co wywołało u niej zawroty. — To żaden wykręt... nie... nie, nie, nie. — Opadła głową na oparcie kanapy, wypuszczając głośno powietrze. — Powinno się wziąć rozwód przed czymś takim... zdrajcy... wszyscy są tacy sami... — Dominic przyglądał jej się z rozbawieniem. — Wiesz, to pierwszy raz, kiedy widzę cię tak rozluźnioną w moim towarzystwie. Nie wiem, czy to komplement, że musiałaś się najpierw upić. Margot leniwie machnęła ręką, zbywając jego słowa. — To dlatego, że zwykle jesteś... strasznie trudny w obejściu — wymamrotała, ledwo składając słowa. — Za to nie zamierzam przepraszać. — Jego kąciki ust drgnęły. — Oczekuję tego, co najlepsze. Dlatego ta firma jest dzisiaj w tym miejscu. Margot wydała z siebie dźwięk będący skrzyżowaniem mruknięcia z zaśmianiem. — Chyba tak... — Jej głowa stała się ciężka, a myśli ociężałe. Dominic pozwolił jej posiedzieć w milczeniu przez chwilę, zanim zapytał: — Co się stało, Margot? Odwróciła głowę w jego stronę, mając lekko nieostry obraz przed oczami. — Byłam idiotką. — Dlaczego? Bo zaufałaś niewłaściwej osobie? Margot wypuściła drżący oddech. — Nathaniel i ja dorastaliśmy razem, wiesz? — Nie, nie wiedziałem. Skinęła głową. — Ja... zawsze wracałam do domu... do nas, cały czas, kiedy przeprowadziłam się do miasta dla tej pracy. On... dostał pracę u Thorne’a, a ja się cieszyłam. Teraz żałuję, że go tu ma. — Głos jej zadrżał, ale nie chciała płakać. Nie znowu. Nie przez niego… przez Nathaniela. — Czyli ślubu nie będzie? — Dominic wskazał na jej goły palec. Margot uniosła dłoń, wpatrując się w nią przez sekundę, po czym pozwoliła jej opaść na kolana. — Taa. Nawet nie mieliśmy ustalonej daty. — Kto to blokował? Zamrugała. Dlaczego on zadawał tyle pytań? Dlaczego był taki... miły? — Ja. On chciał się żenić w zeszłym roku. Nie byłam gotowa. Oczy Dominica lekko się zwęziły. — Dlaczego? Jeśli go kochałaś, dlaczego chciałaś czekać? Margot wzruszyła ramionami, choć wyszło to dość niezdarnie. — Jeśli to, co dzisiaj zobaczyłam, o czymś świadczy... — Urwała, krzywiąc się. Może... może zawsze wiedziała, że coś jest nie tak. Nie było pasji. Nie było ognia. Kochała Nathaniela, ale może nie tak, jak powinno się kochać mężczyznę, za którego chce się wyjść. W tej chwili nie czuła nawet smutku. Tylko... Margot zastanowiła się przez chwilę nad tym, co czuje… gniew. Tak, była wściekła. — Co się stało? — dopytywał Dominic, teraz już łagodniej. Margot skrzywiła się na samo wspomnienie. — Zobaczyłam go — wybełkotała. — U-uprawiał seks z... ugh. — Machnęła ręką, nie będąc w stanie dokończyć zdania. Szczęka Dominica napięła się. — Rozumiem. Margot wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę, a w jej głowie kłębiły się myśli, których nie potrafiła uchwycić. Nagle wyciągnęła rękę i chwyciła jego krawat między palce. Dominic znieruchomiał. Margot wpatrywała się w materiał, wodząc nieprzytomnym wzrokiem po wzorze. Nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Może dlatego, że musiała wiedzieć. Musiała poczuć coś innego. Bez namysłu pociągnęła za krawat, skracając dystans między nimi, i przycisnęła swoje usta do jego ust. Przez ułamek sekundy trwał w bezruchu. A potem... odpowiedział, a kiedy jego usta zawładnęły jej ustami, poczuła... ogień i niszczycielski żar. Margot jęknęła w jego usta, a szok przeszył ją na wskroś. Jej dłonie powędrowały do jego ramion, zaciskając się na materiale koszuli w desperackiej próbie znalezienia oparcia. To było inne. Zupełnie inne. Nigdy wcześniej nie... Dominic odsunął się, oddychając ciężko, a jego szare oczy pociemniały od czegoś nieodgadnionego. — Margot — wymruczał chrapliwie. — Nie powinniśmy... — Przerwała mu kolejnym pocałunkiem, przysuwając się bliżej, napierając na niego. — Proszę — szepnęła drżącym głosem. Musiała zapomnieć. I chciała… poczuć.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział czwarty – Zdobyta przez bezlitosnego prezesa | Czytaj powieści online na beletrystyka